Morskie opowieści, czyli historia zamknięta w książce...

W Bałtyku zakochałam się już jako dorosła, a teraz staram się zaszczepić fascynację najmłodszym morzem świata Kornelii.

Och, można rozprawiać - mniej lub bardziej pogardliwie - o "parawaningu", sinicach czy tłoku - można, ale po co?

O niebo lepiej wsłuchać się w szum fal i traw na wydmach, wypatrywać spektaklu zmieniających się wciąż kolorów morskiej toni czy usiąść na brzegu i budować z dzieckiem (dla dziecka? jak dziecko? ;) zamki na piasku:)


Żyjąc szybko i pracując wciąż za dużo - czasem potrzebujemy uciec - choć na chwilę. Jestem romantyczką - jeden zachód słońca pozwala mi szybko naładować życiowe akumulatory :)

Ponoć przeciwieństwa się przyciągają...

I coś w tym jest - ja najlepiej odpoczywam w ciszy, Marcin potrzebuje silniejszych wrażeń ;)

Jednak plan na dziś to nie rozważanie naszych małżeńskich upodobań;)

Planując tegoroczne wakacje, postanowiłam też uporządkować zdjęcia z zeszłorocznych - niby jedenastomiesięczne opóźnienie to nie tragedia, ale uznałam, że warto byłoby w końcu się tym zająć ;)

Zdałam sobie też sprawę, że czas i technologia bardzo zmieniły moje podejście do zdjęć...

Nasz świat jest coraz bardziej cyfrowy i od dawna właśnie takie stały się zdjęcia. Robię ich dziesiątki niemal każdego dnia - to wszak tak proste, nie potrzebuję już nawet aparatu, uzbrojona w smartfon, który ma przecież wbudowane przynajmniej dwa - a później brak mi nawet czasu, by do nich wrócić. Gdy fotografia była analogowa, a utrwalanie wspomnień musiało się zmieści w 36 ujęciach - jakoś bardziej o nie dbaliśmy...

A teraz? Nie wyszło? Nie szkodzi, mam dwadzieścia innych. Ale kto by oglądał te dwadzieścia? Coraz rzadziej więc do nich wracamy - niekoniecznie z korzyścią dla naszych wspomnień.

Po części na fali tych jakże głębokich refleksji, postanowiłam, by i Kornela miała to, do czego ja sama tak lubię wracać - zdjęcia z dzieciństwa, które można dotknąć, nad którymi można usiąść wieczorem z rodzicami i na nowo przezywać każdy z cudownych letnich dni :)


Zeszłoroczne wakacje okazały się niezwykłym wyzwaniem - razem z nami pojechały nad morze dwie "przyszywane kuzynki" naszej dziewczynki, czyli duuuużo młodsze siostry mojej bratowej:) I wiecie co? Czym nas więcej - tym weselej;)

Motylarnia w Niechorzu - niby niewielka, ale zyskała uznanie w oczach dziewczyn - przyznam, że i w moich, choć niby nie przepadam za owadami, ale te kolory...



Aleja Zakochanych nieco mnie rozczarowała, ale grunt, że im się podobało ;)


Wbrew moim obawom, także w bajkowej chacie miło spędziłyśmy czas.

A największym hitem okazał się oczywiście Park Wieloryba ;)

 Zwiedzanie tym razem ograniczyliśmy do ruin kościółka w Trzęsaczu:

I mogłabym tak wrzucać coraz to nowe zdjęcia bez końca - na etapie przeglądania doliczyłam się niemal tysiąca ;) 


Oczywistym było, że wywoływanie wszystkich mija się z celem, chciałam też, by nie walały się później po katach, każde w innym miejscu. Jak więc je ogarnąć? W najprostszy możliwy sposób - tworząc z nich pełną wspomnień fotoksiążkę :)

Przyznam się Wam do czegoś - niewiele brakowało, by początkowy zapał szybko mi minął - mój komputer dogorywa, laptop to zombie, więc na myśl, o zgrywaniu - bo we wakacje korzystałam wyłącznie z aparatu w smartfonie - wszystkich zdjęć na któryś z nich, a  potem ściąganiu stosownego do stworzenia fotoksiążki programu i długim czekaniu na wgranie się wszystkich zdjęć - zaczęła cierpnąc mi skóra.

Dlatego tym bardziej zaskoczyła mnie dedykowana do tworzenia Cewe Fotoksiążki aplikacja :)

Za pomocą kilku kliknięć, spokojnie siedząc przy wieczornej herbacie, w kilka minut stworzyłam naszą własną książkę pełną wspomnień - nasze morskie opowieści.



Aplikacja jest bardzo intuicyjna i pozwala w  kilku prostych krokach znacząco wpłynąć na wielkość, wygląd czy ilość zdjęć, jakie chcemy umieścić w fotoksiążce - dowolność jest ogromna :)

Już na etapie wybierania zdjęć możemy zdecydować osobno o układzie każdej ze stron...

...szerokości i kolorze tła...
... czy dodać tekst - np. w celu opisu miejsc i sytuacji, które uwieczniliśmy na zdjęciach...

Nasze dziewczyny zgodnie uznały, że jeden egzemplarz to za mało i każda koniecznie musi mieć własny, czeka mnie więc ponowne zamówienie - ogromny plus to fakt, że gotowy projekt zapisuje się w aplikacji i bez problemu można później do niego wrócić.



Jak podoba się Wam taki powrót do korzeni i wywoływanie zdjęć jak za starych dobrych czasów?

Dbacie o to, by tym ulubionym fotografiom podarować papierowa wersję, czy zadowalacie się przeglądaniem fotek i wrzucaniem ich na instagram?

Jak podoba się Wam pomysł stworzenia Fotoksiążki?

You May Also Like

24 komentarze

  1. Muszę kiedyś odwiedzić motylarnię, może jeszcze w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nad polskim morzem zawsze jest pięknie, nawet gdy nie ma pogody :) A do fotoksiążki przekonałam się już jakiś czas temu, kiedy dostałam w prezencie możliwość stworzenia jej po raz pierwszy - bardzo fajny sposób na zachowanie wspomnień!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne wspomnienia :) Sama od wielu lat robię sobie fotoksiążki podsumowujące poprzedni rok. Sięgam do nich zdecydowanie częściej niż do zdjęć zapisanych na komputerze

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny patent. Też mam słabość do wydrukowanych zdjęć

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie jest wygodniej robić wszystko na komputerze. Przynajmniej widzę :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudnie tam! mówią, że zimno i brzydko ale tak naprawdę jest ślicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę moje rejony zamieszkania:D Oby te wakacje były równie udane :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny wpis. Uwielbiam polskie morze. Bardzo fajne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Już niedługo będę mogła się wybrać z mężem :) Super sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Motylarnia to magiczne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  11. jak ja chcę nad morze to sobie nie wyobrażacie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Bosh, ja mam ogromne zaległości... Ostatnio nawet chciałam się zabrać za zrobienie fotoksiążki, ale program odmówił współpracy xD Także ja nie wiem... Przysiąść w wakacje będę musiała, bo zdjęć mam od.... 2015 roku? Łooosz...

    Piękne te Wasze wakacyjne migawki :>
    I masz rację: warto pielęgnować wspomnienia, utrwalać, co by dzieci miały (i my też) taką "przypominajkę"... To jest wartość.

    OdpowiedzUsuń
  13. Miło widzieć, że dzieci świetne bawią się nie tylko przez komputerem czy telefonem, ale też na świeżym powietrzu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Może w tym roku wybiorę się nad polskie morze

    OdpowiedzUsuń
  15. Polska to piękny krajobrazowo region *-*

    OdpowiedzUsuń
  16. Byliśmy w Niechorzu w ubiegłym roku. Motylarnia jest super, mogłabym przesiedzieć tam cały dzień.

    Co do zdjęć ja lubię bardziej tradycyjne wywoływanie w formie kartoników, które potem wsadzam w albumy. Chociaż po ubiegłych wakacjach zrobiłam teściowej w ramach niespodzianki(była z nami na urlopie) wspomnienie z wakacji właśnie w formie fotoksiążki. Wyszło fajnie, może się kiedyś przekonam tak na 100%

    OdpowiedzUsuń
  17. Od lat robię fotoksiążki, które są podsumowaniem minionego roku. Chętnie do nich wracam w przeciwieństwie do zdjęć na komputerze

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.

Subskrybcja