Polecam

Botaniczne dekoracje ścian z wykorzystaniem obrazów i plakatów.

Botaniczne dekoracje ścian z wykorzystaniem obrazów i plakatów.


Już człowiek pierwotny dekorował swoje siedziby - pierwsze malowidła naskalne pochodzą z okresu około 40 tysięcy lat przed naszą erą. Historia najstarszych przejawów sztuki jest jednocześnie historią dekorowania ludzkich siedzib i miejsc kultu. Dlatego nie powinno dziwić, że także człowiek współczesny chce mieszkać jak najpiękniej, a najlepszym - zarówno najprostszym, jak i najtańszym sposobem na zmiany - są aranżacje ścian za pomocą obrazów lub plakatów.

Wiecie doskonale, że tym, co wnętrzarsko mi najbliższe, są rośliny i kolory - wielokrotnie podkreślałam, że nie potrafię bez nich funkcjonować, a pozbawione ich wnętrza uważam za niedokończone i niepełne - taka już jestem ;)

Motywy botaniczne także są mocno zakorzenione w historii - były niezwykle popularne chociażby w starożytnym Egipcie i Mezopotamii i opierały się na właściwej tym rejonom florze - liściach palmy czy lotosu. Nieco później, wraz z rozwojem kultury greckiej, do sztuki wszedł jeden z moich ulubionych roślinnych ornamentów - motyw liści akantu, ale o nim opowiem Wam innym razem.

W naszym przeplatanym kolorami i roślinami domu także nie mogło zabraknąć botanicznych dekoracji. Nie jestem minimalistką, jednak staram się zawsze unikać przerostu formy nad treścią i decyduję się wyłącznie na przedmioty, które w naturalny sposób wpisują się w nasz eklektyczny styl. Cudownym odkryciem był dla mnie POSTERLOUNGE - sklep z plakatami i obrazami. To tu wyszukałam prawdziwe perełki, które świetnie sprawdziły się do szybkich domowych metamorfoz, a jeden szczególny - zainspirował mnie do nadania właśnie wyremontowanemu pokojowi Kornelii niezwykłego charakteru (o tym za chwilę ;).

Czy potrafię odpowiedzieć, ile produktów znajduje się w ofercie Posterlounge? Zdecydowanie NIE! To nieskończone wręcz możliwości - prace uznanych artystów z całego świata zachwycają różnorodnością i są gwarancją, że absolutnie każdy znajdzie coś dla siebie, bez względu na preferowany styl. 

To właśnie tu znalazłam bogatą kolekcję reprodukcji prac Ernsta Haeckela - dziewiętnastowiecznego biologa, filozofa i podróżnika, twórcę rewolucyjnej klasyfikacji organizmów żywych na trzy królestwa - jeśli zastanawiacie się, czy np. morfologia meduzy może zachwycać - koniecznie musicie obejrzeć te prace! Zresztą to tylko kropla w morzu moich odkryć i zachwytów.

Tym, co najbardziej wyróżnia ofertę Posterlounge jest możliwość zamówienia każdego z produktów na dowolnym materiale i - co równie ważne - w niemal dowolnym rozmiarze - maksymalna wysokość i szerokość obrazów to (w zależności od wybranej opcji) nawet 180 cm. Dostępne materiały to plakat o wysokiej jakości wydruku, naklejka, gallery print oraz obrazy - na drewnie, szkle akrylowym, płótnie, PCV oraz aluminium.


Wspomniałam Wam o szczególnym obrazie, który pojawił się w pokoju Kornelii - to obraz na drewnie - Drzewo życia. Przepiękna interpretacja znanego już w starożytności motywu zostało krótko, acz niezwykle trafnie podsumowana przez naszą córkę - wszystko, co żyje, ma ten sam początek, musimy więc być dobrzy dla siebie i świata :)

W przyszłości - kiedy Kornelia nieco podrośnie - obraz zawiśnie w połowie wysokości między komodą a sufitem. Teraz musi być nieco obniżony, bo nasiliły się jej niektóre problemy ze wzrokiem, a widzę, że często się na nim skupia i wciąż odkrywa na nim coś innego (co rodzi chociażby pytania o nasze pokrewieństwo z flamingiem ;).


Niewielki obraz na aluminium - czarne Herbarium - wykorzystałam w kuchni do wyznaczenia strefy mini ogródka - ponieważ zioła są obecne w naszej kuchni i na talerzach właściwie codziennie, zajmują też sporo miejsca na blacie. Teraz zebrałam je w jednym miejscu i myślę, że to był strzał w dziesiątkę.



Na koniec chciałabym Wam pokazać małe DIY - nie do końca wnętrzarskie, ale stricte powiązane z botaniką. Wielokrotnie pytaliście mnie, czy zamierzam stworzyć roślinny poradnik, chociażby w formie e-booka... Długo unikałam odpowiedzi, bo to spore wyzwanie, jednak... zamierzam się go podjąć :) Jak na estetkę przystało - rękopis nie może powstawać w zwykłym zeszycie, dlatego postanowiłam sama stworzyć coś oryginalnego ;) 


Wykorzystałam do tego naklejkę Muscinae - poniżej możecie zobaczyć, jak łatwo nie tylko ją nakleić, ale i odkleić w razie potrzeby, co szczególnie istotne, bo to produkt dedykowany do naklejania na... ścianach, a tam przecież wszystko musi być idealne i od linijki, prawda?




Jak podobają się Wam moje botaniczne inspirację?

Które z nich chętnie zobaczylibyście u siebie?

Kawa jako naturalny nawóz dla roślin.

Kawa jako naturalny nawóz dla roślin.



Znacie moją miłość do roślin - na codzień dzielę się nią z Wam na moim Instagramie (KLIK) - serdecznie zapraszam Was do śledzenia, a jeśli macie jakiekolwiek pytania - zawsze możecie do mnie napisać:) 

Jestem fanką naturalnej pielęgnacji, a więc i naturalnego nawożenia roślin (choć stosuję również gotowe preparaty i niebawem opowiem Wam więcej o moich faworytach:) Mój #poradnikroślinny na Instagramie  cieszy się Waszym niesłabnącym zainteresowaniem i już teraz mogę Wam zdradzić, że w przygotowaniu mam wiele nowych tematów 😊

Dziś natomiast porozmawiajmy o kawie i jej zastosowaniu w pielęgnacji roślin 😊

Zapewne większość z Was słyszała „nie wyrzucaj fusów po kawie, dodaj do doniczki” i mogę się założyć, że zastanawialiście się - dodawać czy nie, a jeśli tak, to do jakich roślin i właściwie po co? Dziś przygotowałam dla Was skondensowany poradnik, który - mam nadzieję - wszystko wyjaśni i rozwieje wszelkie wątpliwości😊

KAWA JAKO NATURALNY NAWÓZ DLA ROŚLIN.

1. Fusy z kawy zawierają dużo minerałów, niezbędnych do prawidłowego rozwoju roślin, przede wszystkimi azotu, potasu, fosforu i magnezu. Właśnie te związki odpowiedzialne są za prawidłowy rozwój roślin.

2. Kawowy nawóz wskazany jest przede wszystkim dla roślin kwasolubnych - wśród roślin domowych zaliczamy do nich paprocie, krotony, skrzydłokwiaty, anturium, fiołki afrykańskie, storczyki i część sukulentów, jednak większość domowych roślin doniczkowych lubi kwaśne lub obojętne pH gleby i kawa od czasu do czasu im nie zaszkodzi 😉 Z roślin ogrodowych - magnolie, wrzosy i wrzośćce, rododendrony, różaneczniki i gardenie podziękują nam za naturalny kawowy zastrzyk energii.

3. Do podlewania roślin kawowy nawóz stosujemy raz na dwa tygodnie - mieszamy 2-4 łyżki fusów z litrem letniej wody, odstawiamy na pół godziny i podlewamy po wcześniejszym wymieszaniu.

4. Fusy wymieszane z podłożem do roślin - łyżka na litr podłoża - napowietrzają glebę, czynią ją bardziej pulchną i odporną na szybkie przesuszanie. Ponieważ rozkładają się długo, są też naturalnym nawozem o długim działaniu.

5. Rośliny możemy też podlewać... niedopitą kawą😉 Oczywiście wtedy, gdy pijemy czarną i niesłodzoną - należy rozcieńczyć ją w proporcji 1 część kawy na 5 części wody.

6. Fusy to idealny składnik kompostu - wzbogacają pryzmę kompostową w cenne minerały, spulchniają i przyspieszają cały proces kompostowania. Ich zapach zwabia dżdżownice😊

7. Odradzam natomiast wsypywanie fusów na wierzch doniczek roślin domowych - mogą szybko spleśnieć, a na rośliny sprowadzić choroby grzybowe.

8. W ogrodzie rozłożenie fusów wokół roślin może nam pomóc w walce z mszycą, podobnie działa spryskanie ich kawą (oczywiście czarną i niesłodzoną) rozcieńczoną wodą w proporcji 1:5. Wszelkie opryski przeprowadzamy pamiętając, by nie robić tego w słoneczne dni.

Jak widać - kawa i rośliny mogą mieć wiele wspólnego 😊 Jeśli sami nie jesteście fanami małej czarnej, nie musicie rezygnować z wykorzystywania jej dobroczynnych właściwości - wiele kawiarni chętnie oddaje fusy i tym samym świetnie wpisuje się w nurt zero waste 😊

Jeśli macie jakiekolwiek pytania - zostawcie je w komentarzu - postaram się na wszystkie odpowiedzieć 😊

Renowacja drewnianych schodów krok po kroku.

Renowacja drewnianych schodów krok po kroku.


Zrobiliśmy TO!

Nie było łatwo i zajęło nam to sporo czasu, ale udało nam się poddać renowacji nasze drewniane schody. 

Jeszcze niedawno  były mi solą w oku. Teraz nie mogę przestać się nimi zachwycać, podobnie jest z dotykaniem - aż się o to proszą:)

Ich głównym problemem był zniszczony i zżółknięty lakier, a od pewnego czasu także intensywne skrzypienie - każdy, kto chciał wejść wieczorem na górę, budził tych, którym udało się wcześniej zasnąć. Na czarnych metalowych elementach widoczne były niewielkie, ale dość liczne rysy. Całość zamiast zdobić - zaczęła szpecić i koszmarnie mnie irytowała. Skończywszy 23 lata - naprawdę potrzebowały odmiany i to głębszej, niż tylko powierzchowny lifting.

W końcu jednak nadszedł TEN DZIEŃ i Marcin znienacka oświadczył, że zrobimy to sami...

Przyznaję - perspektywa samodzielnej renowacji schodów to wyzwanie, którego się obawiałam - w końcu to mnóstwo pracy, na szczęście po raz kolejny okazało się, że niepotrzebnie.

Ponieważ głównym wykonawcą w naszym rodzinnym teamie jest Marcin - typowy perfekcjonista - od początku byłam pewna dwóch rzeczy - może i potrwa to długo, ale będzie idealnie.

Rozważaliśmy skorzystanie z usług profesjonalistów, jednak zniechęciły nas dwie rzeczy - długi czas oczekiwania (nawet kilka miesięcy) oraz wysoki koszt takiej usługi (6000-12000 tysięcy przy pełnej renowacji lub 150-350 zł za odnowienie jednego stopnia - schodów mamy 13 plus duża górna platforma - tu cena jak za normalny stopień x3). Oczywiście rozumiem, że za każdą pracę należy się odpowiednie wynagrodzenie, jednak w tym wypadku uznaliśmy, że posiadamy wiedzę, umiejętności i sprzęt wystarczający do samodzielnej renowacji.

Chcąc wszystkie prace wykonać jak najlepiej, postanowiliśmy nie uciekać się do półśrodków, czyli szlifowania stopni bez ich demontowania. I tu... zaczęły się schody ;)

Odkręcenie nie ruszanych przez niemal ćwierć wieku śrub - wymagało sporej siły, jednak Marcin szybko sobie z tym poradził. Problemem był demontaż stopni - każdy połączony jest balustradą zarówno z tym poniżej, jak i powyżej, a jedyny sposób to uniesienie jednocześnie całej balustrady. Tu wykorzystaliśmy bardzo sprytny patent - bardzo wytrzymałe i przeznaczone do dużych obciążeń pasy transportowe (lawetowe) z napinaczami - ponoć wystarczyłby jeden, my dla pewności użyliśmy dwóch - mocując je do górnej balustrady, a podnoszoną część zarówno owijając pasami, jak i zawieszając na hakach. By móc zdemontować stopnie, musieliśmy podnieść całość o jakieś 40 cm.




Kolejny krok - demontaż stopni - okazał się najłatwiejszy, wystarczyło odkręcić śruby łączące je z podstopnicami.

Pierwotny plan zakładał samodzielne szlifowanie starego lakieru. Tu muszę przyznać - to nie był najlepszy pomysł - nasze schody pokryte były szatańsko wytrzymałym lakierem, który nawet stary, zżółknięty i w wielu miejscach mocno zmatowiony - skutecznie opierał się szlifierce. Żmudna praca z opalarką czy cyklinami też wydała się nam mało zachęcająca, uznaliśmy więc, że potrzebujemy czasu na przemyślenie, co dalej. Na szczęście szybko w sukurs przyszedł nam szkolny kolega mojego taty, prywatnie - właściciel tartaku i stolarni :D

Zabrał nasze stopnie do swojego warsztatu, gdzie zostały przepuszczone przez wielką szlifierkę do płaszczyzn. I tu szok - drewno, z którego zostały wykonane, okazało się jaśniutkim, niemal białym jesionem ;) Zapłaciliśmy 320 złotych za całości to były najlepiej wydane pieniądze w ostatnim czasie ;)

Drewno okazało się być w bardzo dobrym stanie, stopnie miały kilka drobnych ubytków, które wypełniliśmy MASĄ SZPACHLOWĄ DO DREWNA DRAGON w kolorze JESION. Łatwo się z nią pracuje - cechuje ją duża przyczepność do podłoża oraz krótki czas schnięcia. Wypełnionych nią ubytków po wyschnięciu niemal nie widać.

Choć jasny kolor drewna nas zachwycił, postanowiliśmy całkowicie je odmienić. Zdecydowaliśmy się ich nie lakierować - zamiast tego użyliśmy OLEJU DO DREWNA ALTAX w kolorze PALISANDRU ANGIELSKIEGO - a więc bardzo zbliżonym do naszych kolonialnych mebli.

DLACZEGO WARTO WYBRAĆ OLEJ?

Bo to dla mnie najpiękniejsze wykończenie! Przyjemne w dotyku, bardzo estetyczne, a co najważniejsze - łatwe w utrzymaniu przez lata - oczywiście pod warunkiem właściwej pielęgnacji i regularnego olejowania. Przed taką decyzją należy się jednak dobrze zastanowić, ponieważ późniejsza chęć lakierowania raz olejowanej powierzchni oznacza konieczność jej zeszlifowania do surowego drewna - w przypadku schodów ma to ten mankament, że już strata 2-3 mm z wysokości drewna może oznaczać problemy z dopasowaniem później balustrady (przy prostych stopniach , w żaden sposób nie połączonych z tralkami/balustradą, tego problemu nie ma ;)

Wybrany przez nas produkt cechuje wysoka zawartość oleju tungowego, który jest najtrwalszym naturalnym olejem na świecie - świetnie zabezpiecza pokrytą nim powierzchnię, także przed czynnikami atmosferycznymi,

JAK NAKŁADAĆ OLEJ NA DREWNIANĄ POWIERZCHNIĘ?

Wypróbowaliśmy dwie metody - nakładanie szerokim, miękkim pędzlem oraz bawełnianą, dość mocno spraną, a przy tym - niekłaczącą się - szmatką. Obie są skuteczne, ale lepszy efekt uzyskaliśmy używając szmatki. 

Przed rozpoczęciem olejowania konieczne jest bardzo dokładne wymieszanie produktu. Mieszanie musimy co kilka minut powtarzać w celu niedopuszczenia do osiadania pigmentu na dnie. Przy jednym stopniu zaliczyliśmy wpadkę przy drugiej warstwie i jeden stopień był o 3-4 tony ciemniejszy od pozostałych, na szczęście czwarta warstwa całkowicie zniwelowała różnicę.

Olej nakładamy wcierając w drewno wzdłuż słojów - po nałożeniu jednej warstwy czekamy 10-15 minut, olej, który się nie wchłonął - rozcieramy wzdłuż słojów po całej powierzchni i nakładamy kolejną warstwę. Powtarzamy tak długo, aż drewno przestanie chłonąć olej. U nas nastąpiło to przy czwartej warstwie. 




Gdy dojdziemy do tego momentu - czystą, suchą szmatką usuwamy cały niewchłonięty olej - nie dopuszczając do powstania powłoki. Olejowaną powierzchnię zostawiamy na 24 godziny do całkowitego wyschnięcia. Wówczas bierzemy szmatkę delikatnie nasączoną olejem i polerujemy całość - znów nie dopuszczając do powstania powłoki.

Zgodnie z zaleceniami producenta, zamierzamy 1-2 razy w roku poddawać nasze schody zabiegowi pielęgnacyjnemu w postaci przetarcia olejem i wypolerowania.

JAK WYGLĄDA UŻYTKOWANIE OLEJOWANYCH SCHODÓW?

Na razie - rewelacyjnie! Musicie pamiętać, że moja obecna perspektywa to 7 tygodni - tyle minęło, odkąd skończyliśmy pracę. Niemniej - schody mają za sobą codzienne chodzenie po nich, także w butach z pośniegowym błotkiem, w efekcie mycie uniwersalnym płynem do podłóg czy ścieranie kurzu na sucho - to ma miejsce najczęściej, bo brud zdaje się w ogóle olejowanej powierzchni nie trzymać i utrzymanie schodów w czystości jest dziecinnie proste.

RENOWACJA BALUSTRADY I PORĘCZY.

Kute, metalowe elementy zostały przeszlifowane ręcznie z użyciem waty stalowej. Po odpyleniu i odtłuszczeniu - pomalowaliśmy je emalią BONDEX SMART PAINT w kolorze CZARNY KOT. To świetna, bardzo dobrze kryjąca emalia akrylowa, co dla nas bardzo ważne - idealnie matowa. Schnie błyskawicznie i jest niezwykle odporna - przekonaliśmy się o tym malując naszą KLASYCZNĄ BIELIŹNIARKĘ Z RATTANOWYM FRONTEM (zobacz)  Pomalowaliśmy nią również schodowe podkładki - poprzednie były już mocno zniszczone, wymieniliśmy je więc na zwykłe metalowe podkładki pod śruby - w czarnym kolorze są nie do poznania ;)

Górną, miedzianą część poręczy, wypolerowaliśmy miękką szmatką z użyciem papki z sody oczyszczonej i soku z cytryny. Poniżej widać efekt - górna część jest już po czyszczeniu - odzyskała ładny, błyszczący kolor:)


Jak oceniacie efekt?

Warto było podjąć się samodzielnej renowacji schodów?






Wypalanie wzorów lutownicą - deska z plastra jesionu.

Wypalanie wzorów lutownicą - deska z plastra jesionu.


Dziś przygotowałam dla Was coś wyjątkowego, mianowicie...

Ale po kolei ;)

Znacie moją fascynację drewnem - lubię się nim otaczać i tworzyć projekty DIY z jego wykorzystaniem. A że majsterkować też uwielbiam - co rusz powstaje coś nowego ;)

Mikołaj chyba też to wie - w tym roku przyniósł mi nowe narzędzia, które aż się proszą o kreatywne wykorzystanie - lutownicę i szlifierkę taśmową Ryobi. Akumulatorowe narzędzia z serii ONE+ na dobre zadomowiły się w naszej domowej pracowni - lekkie, poręczne, pozwalające na długą pracę nawet pomimo braku dostępu do prądu - sprawiają, że każdy majsterkowicz oddaje się swojej pasji z prawdziwą przyjemnością.

W tym roku razem z Marcinem chcielibyśmy pokazywać Wam więcej projektów DIY - pomysłów jak zawsze mamy mnóstwo, a w końcu pojawiła się realna szansa, że znajdziemy czas na ich realizację.

W tym roku na pierwszy ogień poszedł jeden z jesionowych plastrów, które od dawna czekały w pracowni na swoją kolej. Postanowiłam zrobić z niego deskę do serwowania, mogącą jednocześnie służyć jako podkładka pod gorące talerze lub garnki.



DESKA Z PLASTRA JESIONU Z WYPALONYM WZOREM LIŚCI

Czego potrzebujemy?

plaster drewna o grubości 4-6 cm - u mnie ma średnicę około 30 cm

ołówek

szablon malarski - wybrałam wzór liści monstery

taśma malarska

lutownica akumulatorowa Ryobi

szlifierka taśmowa Ryobi

olej lniany

pędzel lub miękka, niepozostawiająca kłaczków ściereczka


Plaster jesionu, który wykorzystałam, był już wcześniej wyszlifowany, zatem ominął mnie ten etap. Zależało mi na zachowaniu kory, przy jednoczesnej pewności, że po kilku dniach użytkowania nie zacznie się ona odkruszać od mojej deski. Używając wąskiej i poręcznej szlifierki taśmowej zeszlifowałam wszystkie te miejsca, w których kora trzymała się słabo lub miała odpryski/zadry.

Po odpyleniu całej powierzchni, do deski przykleiłam szablon z motywem liści monstery - wykorzystałam w tym celu taśmę malarską.

Ołówkiem delikatnie odrysowałam szablon na drewnie - ważne, by nie dociskać ołówka zbyt mocno, co w razie potrzeby pozwoli na wymazanie niechcianych linii, bez pozostawienia jakichkolwiek śladów.


Kiedy na drewnie odrysowałam już wszystkie elementy szablonu, przystąpiłam do wypalania wzorów za pomocą lutownicy. Zaczęłam od konturów:

Następnie wypełniłam wewnętrzną powierzchnię wzorów - szybkie, krótkie ruchy lutownicą pozwoliły na stworzenie wyraźnego, ale delikatnego wzoru. Lutownica Ryobi posiada mechanizm chroniący ją przed przegrzaniem - co kilka minut następuje chłodzenie, które jest dobrym momentem na krótką przerwę w pracy ;) 


Jeśli nigdy wcześniej nie próbowaliście swoich sił w pirografii, nie dziwcie się, że praca nie idzie tak szybko, jak można by przypuszczać. Mocne dociskanie lutownicy nic nie da, a możecie wypalić głębokie dziurki w niekoniecznie pożądanych miejscach, których ukrycie może być później problematyczne ;)

Po wypaleniu całego wzoru całą deskę pokryłam olejem lnianym - użyłam do tego niewielkiego pędzelka, ale świetnie sprawdzi się też miękka szmatka (choć do kory jednak polecam pędzelek, łatwiej dotrzeć nim w trudno dostępne szczeliny. Zaolejowaną deskę odstawiłam na kilka minut - wchłonęła cały olej.


W ten prosty sposób zyskałam uroczy kuchenny dodatek, z którego zamierzam często korzystać :) 




Wianek pachnący świętami, czyli #slodkielaczy

Wianek pachnący świętami, czyli #slodkielaczy

Lubię słodkie, choć staram się za często nie ulegać pokusom. Jednak w święta - udzielam sobie dyspensy i lubię od czasu do czasu zaszaleć. Naszą tradycją jest rodzinne przygotowywanie pierniczków, co już wielokrotnie Wam pokazywałam, dlatego dziś pierniczki będą, ale w zupełnie innej odsłonie :)

Świąteczne dekoracje to mój konik - pierwsze przygotowujemy często już w listopadzie, a - będę nieskromna, ale co tam ;) - nasza kreatywność nie ma granic :D

Tym razem zależało mi na stworzeniu świątecznego świecznika-stroika. Lubię naturalne dekoracje i w swoich projektach bardzo często je wykorzystuję. Tym razem postanowiłam iść o krok dalej i wykorzystać ozdoby nie tylko naturalne, ale również jadalne.

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że to powrót do korzeni - pierwsze dekoracje choinkowe w niewielkim stopniu przypominały współczesne bombki. Były to czerwone, wypolerowane do połysku jabłka wieszane na wstążkach, obwiązane sznureczkiem orzechy włoskie, ciastka i pierniczki, światy - ozdoby wycinane z opłatków, z czasem także suszone plastry pomarańczy.

Przyznam Wam, że Kornelia - nasz domowy łasuch - ma straszne opory przed wieszaniem pierników na choince. Bo przecież ciasteczka się zjada, a nie wiesza na choince, żeby się zakurzyły :) Choć pierwotnie miałam w planach właśnie tak udekorować jedną z naszych choinek, zgodziłam się iść na kompromis i - zainspirowana przez Diamant  i świąteczną akcję #slodkielaczy - przygotować wianek, pachnący tym wszystkim, co kojarzy mi się ze świętami :)


WIANEK PACHNĄCY ŚWIĘTAMI - CZEGO POTRZEBUJEMY?


wianek z żywych lub sztucznych gałązek

pierniczki

kawałki cynamonu

gwiazdki anyżu

orzechy

plastry pomarańczy

cukier puder Diamant

lukier ;)

* przepis gęsty lukier : ubij sztywną pianę z jednego białka, powoli dodawaj po łyżce cukru Diamant do polewy - będziesz potrzebować około 250 g - dodaj tyle, by uzyskać konsystencję bardzo gęstej śmietany.


Zaczynamy od przygotowania suszonych plastrów pomarańczy - oczywiście możecie kupić gotowe, jednak nic nie zastąpi tych zrobionych własnoręcznie.

Pomarańcze kroimy ostrym nożem na plastry grubości około 5 mm, w środek każdej możemy wbić jeden lub więcej goździków. 

Przed suszeniem posypujemy plasterki - z obu stron - cienką warstwą cukru pudru - dzięki temu po wysuszeniu nabiorą pięknego połysku.

Plastry pomarańczy najłatwiej ususzyć w suszarce do owoców, warzyw i grzybów. Inna skuteczna metoda to suszenie w piekarniku - plastry układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, nagrzewamy piekarnik do 100 stopni (80 stopni w przypadku piekarnika z termoobiegiem) i suszymy przez 3 do 5 godzin (w zależności od grubości plastrów). Plastry obracamy na drugą stronę co około pół godziny.

Zaczynamy od wianka z gałązek - możemy ułożyć go na dużym talerzu lub dekoracyjnej tacy.

Zaczynamy od plasterków pomarańczy - możemy ułożyć je tylko na wianku lub przykleić... używając gęstego lukru ;) Tak samo postępujemy ze wszystkimi innymi dekoracjami.

Jako następne dodajemy pierniczki - u mnie wszystkie dekorowała - samodzielnie! - Kornelia :)

Jako następne dodajemy gwiazdki anyżu:

Przepięknie wyglądają niełuskane migdały - one także znalazły się na naszym wianku :)

Cynamon to dla nas absolutny must have :)

Jako ostatnie dodałam orzechy - niewiele, bo dość opornie trzymały się dzięki lukrowi ;)

Voila!

Nasz wianek gotowy!

W środek wystarczy wstawić świecę:

Po więcej pomysłów na oryginalne i... pyszne dekoracje oraz słodkie prezenty zapraszam Was na stronę www.zima.slodkielaczy.pl - gwarantuję, że wyjdziecie mocno zainspirowani ;)