Polecam

Dokarmianie ptaków zimą - czy, jak i czym dokarmiać?

Dokarmianie ptaków zimą - czy, jak i czym dokarmiać?

Kiedy byłam mała, właściwie każda zima oznaczała mnóstwo śniegu i trzaskające, kilku dziesięciostopniowe mrozy. Jej początek wiązał się też z rozpoczęciem dokarmiania ptaków - do naszego karmnika najczęściej przylatywały sikorki, wróble, gołębie i kawki, czasem pojawił się dzięcioł. Wieszaliśmy im paski niesolonej słoniny, wysypywaliśmy ziarna pszenicy, słonecznika, dyni czy siemienia lnianego, kasze, orzechy czy suszone jesienią owoce. Miałam niesamowitą frajdę obserwując ptasią jadłodajnię.

Choć zimy od kilku lat są znacznie łagodniejsze, my nadal pamiętamy o corocznym dokarmianiu - w pewnym stopniu także dlatego, by Kornelia mogła obserwować ptaki. Ważne jest jednak nie tylko to, by dokarmiać, ale przede wszystkim - by robić to mądrze, bowiem nasza niewiedza może przynieść ptakom więcej szkody niż pożytku.


O CZYM PAMIĘTAĆ PRZY DOKARMIANIU PTAKÓW?

SYSTEMATYCZNOŚĆ - decyzja o dokarmianiu ptaków powinna być podjęta ze świadomością, że nasza pomoc tylko wtedy będzie miała sens, gdy zadbamy o regularność - uzupełnianie i sprzątanie karmników, zapewnienie dostępu do wody.  Ptaki mają swoją pamięć - nauczone przylatywać na posiłek w jedno miejsce, nie będą szukały pożywienia gdzie indziej, a jego brak w wyznaczonym miejscu może okazać się dla nich tragiczny w skutkach. Kiedy pogoda na zewnątrz waha się w okolicach zera, często pada - wówczas szczególną uwagę powinniśmy poświęcić usuwaniu psujących się resztek.


DOBRE - BEZPIECZNE! - MIEJSCE - wybór właściwego miejsca dla naszego karmnika jest niezwykle istotny. W miarę możliwości powinno być osłonięte od wiatru, np. w głębi ogrodu czy za ścianą budynku. By zapewnić ptakom maksimum bezpieczeństwa np. przed kotami, idealnie, gdy wokół rosną drzewa lub krzewy o drobnych, ale gęstych i najlepiej kłujących gałązkach - pozwala im to nie tylko na szybką ucieczkę, ale i wcześniejsze obserwowanie miejsca posiłku.  Ważne jest także, byśmy my sami mieli względnie dobry dostęp do karmnika - by uzupełnić w nim zapasy lub sprzątnąć resztki i odchody.


UTRZYMANIE CZYSTOŚCI - w karmnikach typu domek, do wnętrza których ptaki mogą wlecieć/wejść, bardzo ważne jest utrzymanie czystości, regularne usuwanie odchodów oraz resztek pożywienia - zwłaszcza przy temperaturach powyżej 0 stopni. Prostym i skutecznym sposobem jest wyłożenie "podłogi" karmnika warstwą grubej folii aluminiowej, zamocowaną np. za pomocą taśmy dwustronnej. Porządki przeprowadzamy nie rzadziej niż raz na dwa tygodnie.



WŁAŚCIWY POKARM - jest kluczowy w odpowiedzialnym dokarmianiu ptaków. Głodne zwierzęta są w stanie zjeść wszystko, co im podamy, dlatego tak ważne jest, żebyśmy im nie zaszkodzili.

CZYM DOKARMIAĆ PTAKI?

ziarna zbóż

pestki słonecznika, dyni, siemienia lnianego, konopi

płatki owsiane, żytnie etc.

kasze

orzechy

suszone owoce - bez cukru, oleju palmowego i konserwantów (często suszone owoce to prawdziwa tablica Mendelejewa i ze zdrowiem niewiele mają wspólnego)

gotowane - NIESOLONE! - warzywa (te np. z rosołu - odpadają)

gotowe mieszanki nasion dla dzikich ptaków - do kupienia w sklepach zoologicznych, ogrodniczych, czasem w marketach

tłuszcz zwierzęcy - słonina w paskach, łój

masło orzechowe 100% - bez soli i innych dodatków


WODA - choć nastręcza to pewnych trudności, zapewnienie do niej dostępu i częste wymienianie/uzupełnianie jest szczególnie ważne podczas mrozów.


JAK PODAWAĆ PTAKOM POKARM?

Suchy - możemy wysypywać bezpośrednio do karmnika. Możemy też stworzyć mieszanki, w których tłuszcz stanowi spoiwo. Taką masą możemy wypełnić np. wydrążone połówki pomarańczy, kubeczki po jogurtach czy łupinę kokosa. 

Ja użyłam w tym celu dużej szyszki piniowej oraz... kolorowych foremek do babeczek.

Jak?

Już wyjaśniam:)


KARMNIK DLA PTAKÓW Z DUŻEJ SZYSZKI

CZEGO POTRZEBUJEMY?

4-6 łyżek suszonych owoców - u mnie to śliwki i żurawina
2-3 łyżki płatków owsianych lub np. żytnich czy mieszanki 5 zbóż
2-3 łyżki pestek - u mnie słonecznik
2-3 łyżki orzechów - u mnie włoskie
garść orzeszków ziemnych (wyłuskać)

1-2 łyżki masła orzechowego

100-150 g niesolonego smalcu bez dodatków



Zaczynamy od stopienia smalcu.

Dodajemy masło orzechowe i resztę składników, dokładnie mieszamy i odstawiamy na pół godziny w chłodne miejsce, by całość lekko stężała.

Kiedy masa wciąż jest miękka, ale już nie lejąca się - możemy przystąpić do napełniania szyszki (i nie tylko ;)


Wypełniamy całą szyszkę naszą ptasią karmą:


Szyszkę zawieszamy na mocnej wstążce bądź sznurku:

Na dworze mieszanka jeszcze bardziej stwardnieje, ale dodatek masła orzechowego nie pozwoli zmrozić jej na kość nawet podczas dużych mrozów.

Poniżej - przykład tego, JAK NIE NALEŻY WIESZAĆ naszego mini karmnika - na pochyły pień drzewa bardzo łatwo mogą wspiąć się koty i stanowić zagrożenie dla ptaków. Jedną szyszkę zostawiamy jednak zawsze w takim miejscu ze względu na wiewiórki, których sporo w okolicy i które uwielbiają się u nas stołować ;)


MINI KARMNICZEK Z PAPILOTKÓW DO MUFFINÓW

Papierowe papilotki do muffinów delikatnie nacinamy i przez powstały otwór przewiązujemy mocny sznurek bądź wstążkę. 



Wypełniamy je naszą ptasią mieszanką:


Gotowe mini karmniczki wieszamy wysoko wśród drobnych gałązek:




Stary przedpokój w nowej odsłonie.

Stary przedpokój w nowej odsłonie.

Przedpokój to wizytówka domu, pierwsze, co widzą zaproszeni przez nas goście, ten kawałek naszej prywatnej przestrzeni, do której zaglądają kurierzy czy listonosz. Oczywiście, nikt nam nie każe przejmować się opinią innych, ale dla samych siebie chcemy, by nasze miejsce na ziemi wyglądało pięknie. 

Kupując mieszkanie niemal osiem lat temu, mieliśmy je wyremontowane i gotowe do wprowadzenia, wystarczyło kupić meble. Wiele ówczesnych rozwiązań nam odpowiadało, stąd też zostały z nami na długo. Jednym z nich była struktura w przedpokoju - pasująca do brązów, beżów i śmietanki, które długo wiodły u nas prym. Była nie do zdarcia i łatwo zmywalna, co przy dużym psie okazało  się nieocenione.

Jednak... Balzaka już z nami nie ma, odszedł 7 listopada :( Choć minęło osiem tygodni, wciąż nie jesteśmy w stanie tak do końca się pozbierać. Remont salonu planowaliśmy co prawda dużo wcześniej, jednak ta tak bolesna dla nas strata sprawiła, że poszerzyliśmy zakres zmian - po części także dlatego, żeby zajmując się pracą, nie myśleć zbyt wiele. 

Drewniana ściana i szarości w salonie sprawiły, że przedpokój wizualnie mocno zaczął się z nim gryźć. Co prawda trochę żal mi było mojej ściennej galerii z tamborków, ale chodzi mi już po głowie nowy, zupełnie inny sposób ich wykorzystania.

Główne pytanie przed metamorfozą przedpokoju dotyczyło struktury - skuwamy, szpachlujemy czy malujemy?

Wybraliśmy ostatnią opcję jako najmniej inwazyjną i najszybszą do wykonania - bo zależało nam na skończeniu wcześniej niż we Wigilię ;)


METAMORFOZA PRZEDPOKOJU KROK PO KROKU


1. PRZYGOTOWANIE POWIERZCHNI

Ponieważ mieliśmy do czynienia z twardą strukturą, bez żadnych ubytków, odprysków czy łuszczących się elementów, przygotowanie powierzchni przed malowaniem okazało się proste.

Sufit - tak jak w salonie - został umyty ciepłą wodą z dodatkiem mydła malarskiego i dwukrotnie zmyty czystą wodą. W przypadku struktury - okazała się bardziej brudna niż mogłabym przypuszczać, dlatego w ruch poszedł grejpfrutowy Frosch do kuchni - to genialny pogromca wszelkiego brudu, tłuszczu i nawet plam o nieznanym pochodzeniu. Nie, nie jest to reklama, a po prostu polecenie świetnego produktu (jednego z całej serii bardzo skutecznych eko produktów czyszczących). 

Kiedy sufit i ściany wyschły, można było przystąpić do kolejnych czynności - odkręcenia kontaktów i włączników światła oraz zabezpieczenia wszystkiego przed malowaniem.


2. ZABEZPIECZENIE POWIERZCHNI PRZED MALOWANIEM.

Tu tradycyjnie korzystaliśmy z niebieskich taśm malarskich, którymi zostały oklejone: domofon, skrzynka z bezpiecznikami, futryny drzwi, a po jego pomalowaniu na biało - także sufit. Od dawna podłogę zamiast folią, zabezpieczamy tekturą malarską - kupicie je w rolce w każdym markecie budowlanym.


3. MALOWANIE.

Do malowania sufitów użyliśmy białej farby Beckers Vaggfarg - świetnie kryje, zatem wystarczające okazało się dwukrotne malowanie. 

Po zabezpieczeniu taśmą pomalowanego już sufitu, przystąpiliśmy do malowania ścian - tu powtórzyliśmy obecny już w salonie kolor  Grafitowy Antracyt (Magnat Ceramic). Miałam pewne obawy, jak sprawdzi się na chropowatej, nierównej powierzchni, jednak szybko się rozwiały - właściwie już jedna warstwa świetnie wszystko pokryła, dla ładnego wykończenia Marcin położył drugą. Ogromnym plusem jest praktycznie błyskawiczne schnięcie farby - po niecałych dwóch godzinach powierzchnia była już sucha.

Nie zdecydowaliśmy się w tym momencie na malowanie drzwi i futryn, przez co ich biel różni się od koloru listew przypodłogowych. Dlaczego? W dwóch miejscach mamy niewielkie 3-4-centymetrowe uszczerbki, futryna wygląda tam na nieznacznie napuchniętą, pomimo, że wilgotność powietrza w mieszkaniu jest niska, nie były też niczym zalane. Zamierzamy zająć się tym wiosną - to drewno, warto więc o nie zawalczyć. 


4. WYKOŃCZENIE.

Wszystkie kontakty i włączniki światła zostały wymienione na nowe, Kornelia jest już na tyle duża, że zrezygnowaliśmy z dotychczasowych osłon ściennych natynkowych wokół kontaktów - wcześniej irytowały nas wieczne zabrudzenia tych okolic. 

Zamiast dotychczasowych "listw" przypodłogowych z płytek - zdecydowaliśmy się na białe - proste, ale wysokie (12 cm) listwy przypodłogowe. Przy ich docinaniu niezbędna okazała się ukośnica.


5. ARANŻACJA PRZEDPOKOJU

Zmiany w przedpokoju to część naszej akcji #wielka_metamorfoza_z_JYSK , dlatego i tu pojawiły się nowości.

Kusiło mnie zastąpienie dotychczasowej skrzyni/ławki na buty wizualnie znacznie lżejszą ławką Rjukan, która ma dokładnie tę samą tapicerkę, co nasza nowa kanapa Egedal. przeważył jednak argument praktyczny - dotychczasowy mebel świetnie sprawdza się do przechowywania aktualnie noszonego obuwia - jest pod tym względem cudownie pojemny.

Wieszak na ubrania świetnie nam służy, z niego także nie chcieliśmy rezygnować. Komodę z akacji uwielbiam za pojemność i usłojenie, do lustra też brak zastrzeżeń.

Na razie dużo (za dużo) się tu dzieje, ale to u nas taki świąteczny standard, który za kilka dni zniknie ;)

Sama skrzynia wyglądała dość surowo, spartańsko niemal, zyskała więc nowy wygląd dzięki szarej sztucznej skórze owczej i futrzanym poduszkom TAKS - to był pomysł Kornelii, któa uznała, że potrzebuje komfortu podczas szykowania się do wyjścia z domu ;) Finalnie jednak bardzo podoba mi się efekt końcowy. 

Waham się, czy nie wymienić dotychczasowego dywanika z liny jutowej  na coś innego, jednak od pięciu lat świetnie się sprawdza, stąd na razie został.

Największe zmiany spotkały wspomnianą już ścianę z tamborkami - w głównej mierze dlatego, że i tu chciałam przemycić kilka roślin. Pomogły mi w tym dwie półki ścienne OVAL, które zawisły po obu stronach drzwi łazienkowych oraz okrągły stolik RANDERUP.


Półki na pierwszy rzut oka wydają się niepozorne, jednak nie tylko pomieściły część naszej kolekcji drewnianych figurek zwierząt, ale i pnącego fikusa, trzy odmiany filodendronów, bluszcz i oplątwę ;)



Stolik, choć sprawia filigranowe wrażenie, jest solidny i dość spory - ma 47 cm średnicy. Dumnie stanął na nim skrzydłokwiat Sweet Lauretta - cudem ocalony z regału wstydu w Obi, gdzie w stanie skrajnego przesuszenia przeceniono go na zawrotne dwie dyszki, a który błyskawicznie postanowił odwdzięczyć się za ratunek.



Czy to koniec zmian? 

Cóż...

Ta podłoga nie do końca mi tu teraz pasuje, zwłaszcza, że jeśli już dywany, to preferuję raczej klasyczne, a nie takie z płytek, może i kolor schodów warto by na nowo przedyskutować... Ale co najmniej do kwietnia zamierzam zostawić przedpokój w spokoju, oczywiście nie po to, by się nudzić ;) Co prawda dysk wciąż wyłącza mnie z większości aktywności, jednak Marcinowi tak spodobały się zmiany, że już planuje kolejne :)  Jak myślicie - gdzie tym razem?

Drewniana ściana w salonie - krok po kroku.

Drewniana ściana w salonie - krok po kroku.

Odkąd tylko skończyliśmy remont salonu w ramach akcji #wielka_metamorfoza_z_JYSK - chodzę dumna, szczęśliwa i wszystkim się chwalę :) Dla nas - to ogromna zmiana na plus - przede wszystkim wizualna, ale w dużym stopniu także funkcjonalna. Nagle zrobiło się znacznie więcej miejsca i to pomimo obecności ogromnej choinki - pod tym względem jesteśmy tradycjonalistami i nie wyobrażamy sobie świąt bez niej i jej pięknego zapachu :)

Kiedy pokazałam efekty naszej metamorfozy na facebooku - zostałam dosłownie zasypana pozytywnymi komentarzami, ale też wieloma pytaniami. Na te o meble większość odpowiedzi znajdziecie w tym wpisie - tu oczywiście nieoceniony okazał się Jysk. Jednak ogromne emocje zdaje się też budzić nasza nowa drewniana ściana :)

Szczerze mówiąc - wcale mnie to nie dziwi :)

Tak naprawdę - w pierwotnym planie wcale jej nie było. W miejscu imitacji piaskowca, której tak bardzo chcieliśmy się pozbyć, zaplanowaliśmy wyłącznie szpachlowanie i malowanie - na ciemną szarość. Prosto i bez udziwnień.

Kiedy Marcin po raz pierwszy podzielił się ze mną tym pomysłem, byłam nieco sceptyczna. Później przyszła euforia - tak! Chcę! Także za kominkiem i na podeście. Ale jak to z nadmiernym entuzjazmem bywa - dość szybko przygasł, bo po dokładnym zbadaniu przepisów przeciwpożarowych odkryliśmy, że nie do końca jest to bezpieczne rozwiązanie, zwłaszcza, jeśli na realizację nie planujemy wydać fortuny. 

W końcu jednak decyzja zapadła - kładziemy deski, ale tylko na tę część ściany, która nie znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie pieca, czyli na dotychczasową "ścianę z telewizorem".

Najpierw jednak trzeba było odpowiednio przygotować ścianę.


DREWNIANA ŚCIANA KROK PO KROKU

1. PRZYGOTOWANIE ŚCIANY

Pierwszym krokiem było skucie dotychczasowych płytek. Niekompetencja kładącego je fachowca, zwłaszcza w części przy piecu, w znacznym stopniu ułatwiła pracę - wiele włożonych było tylko "na wcisk, bez kleju lub z jego śladowymi ilościami. Choć ciężko w to uwierzyć - po ruszeniu jednej, wiele z nich dało się zdjęć tylko z użyciem... dłoni. Na głównej ścianie było już nieco trudniej - tam część płytek w poprzednich latach ruszała się tak bardzo, że były doklejane. Ich skuwanie już tak proste nie było, pozbycie się niektórych możliwe było wyłącznie razem z gruba warstwą tynku.

Krok drugi to przeszlifowanie całości celem pozbycia się resztek zaprawy oraz uzupełnienie - goldbandem - wyrw w tynku.

Krok trzeci to odpylenie i zagruntowanie całej powierzchni w celu przygotowania jej do szpachlowania - tu Marcin szczególnie skupił się na części pod skosem, gdzie ściana miała zostać pomalowana. Niezbędne okazały się dwie warstwy szpachli plus gdzieniegdzie dodatkowo większe poprawki.

Kiedy gładź wyschła - mogliśmy przejść do kroku czwartego - powierzchnia została starannie wyszlifowana i zagruntowana.


2. MONTAŻ STELAŻA I DESEK

Cała konstrukcja opiera się na sześciu pionowych kantówkach zamontowanych do ściany (za pomocą długich korków rozporowych) - to właśnie do nich przykręcone są wszystkie deski.

Po takim przygotowaniu - cała powierzchnia ściany, wraz z kantówkami, została dwukrotnie pomalowana na czarno. Po co? Żeby po zamontowaniu desek (przypomnę - obarczonych różnymi niedoskonałościami, także nierównościami) - spod spodu nie było widać nieestetycznych jasnych prześwitów.


Po wykonaniu tych wszystkich prac, nareszcie przyszła konieczność wyboru - jakie deski wybrać?


JAKIE DESKI WYBRAĆ?

Od razu odrzuciliśmy opcję premium - równiutkie, wyszlifowane, ze szlachetnego drewna, a więc - po prostu drogie, ale też dostępne głównie na zamówienie, a nam zależało na czasie.

Na drugim biegunie była wersja minimum - deski z odzysku. Co prawda przyszło nam na myśl wykorzystać wysmagane wiatrem, doświadczone przez słońce, deszcze i mrozy dechy ze starej stodoły, ale przeraziła nas ilość pracy, jaką trzeba by w nie włożyć oraz fakt, że część z nich przez lata nabrała lekko łukowatego kształtu. Odrzuciliśmy tez rozwiązanie upcyklingowe i deski z palet jako za wąskie - zwykle mają po 8-12 cm szerokości.

Co więc wybraliśmy?

Sosnowe strugane kantówki - szerokie, bo aż dwudziestocentymetrowe i długie - mierzące 240 cm.

Ściana, którą zabudowaliśmy drewnem ma 252 cm długości i 250 cm wysokości. Ponieważ zdecydowaliśmy się na najprostszy możliwy układ desek - ułożenie w poziomie - trzeba było rozwiązać problem brakujących 12 centymetrów. Tu w sukurs przyszło zamontowanie dwóch desek w pionie - na początku i końcu ściany oraz przycięcie ich wraz z górną poziomą deską na wzór ramki. Ta górna deska także cudownym sposobem się nie wydłużyła - musieliśmy dociąć brakujący kawałek, na szczęście niezbędna obecność kratki wentylacyjnej uratowała sytuację i niemal całkowicie ukryła łączenie.




Kolejne 11 desek trzeba było dociąć na długość 212 cm (252 cm - 2 x 20 cm).

Na samym dole, po montażu 12 pionowych desek, niemal idealnie udało się wpasować struganą kantówkę o szerokości 10 cm.


3. WYKOŃCZENIE

Kolejnym krokiem było przeszlifowanie całości w celu pozbycia się zadr i większych nierówności - najpierw papierem ściernym o gradacji P60, później - gąbką ścierną o gradacji P80. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by całość wyszlifować na gładko - dodatkowo papierem/gąbką ścierną o gradacji najpierw P120, a później P180. Nam jednak zależało na efekcie pewnej surowości, stąd pozwoliliśmy deskom zachować część niedoskonałości. 

Na koniec ściana została dwukrotnie pomalowana impregnatem hybrydowym Sadolin Classic w kolorze drewna tekowego - po drugiej warstwie pięknie dopasował się do koloru naszych mebli, choć rozważamy jeszcze położenie trzeciej. Przed przystąpieniem do nakładania impregnatu - konieczne jest zabezpieczenie powierzchni wokół, których malować nie zamierzamy.

Pędzel angielski i naturalne włosie sprawiają, że nakładanie impregnatu idzie szybko i dokładnie. Impregnat nakładamy długimi ruchami pędzla wzdłuż słojów drewna.

Jak widać - już jedna warstwa pięknie kryje i wydobywa całe piękno drewna - usłojenie i sęki.

Tu z kolei dobrze widać różnicę między jednokrotnym a dwukrotnym nałożeniem impregnatu - każda kolejna warstwa pogłębia kolor, jednocześnie nie ukrywając rysunku drewna.

Większość prac wykonywana była wieczorami, stąd ciemne zdjęcia, jednak nawet na nich świetnie widać efekt.


LISTA NIEZBĘDNYCH PRODUKTÓW I NARZĘDZI

Poniżej przygotowałam listę wszystkiego, co okazało się nam niezbędne. Większość jest uniwersalna, kwestią dopasowania pozostaje rodzaj i wymiary desek czy kolor impregnatu.

miarka

poziomnica

szlifierka i/lub papier/gąbki ścierne

ukośnica + piła ręczna/wyrzynarka (przy szerszych deskach końcówki trzeba dociąć piłą lub wyrzynarką, w razie potrzeby są w stanie zastąpić ukośnicę)

kołki rozporowe (minimum 5 cm)

wkręty do drewna

wkrętarka

czarna farba - wystarczy najtańsza akrylowa/lateksowa/emulsyjna

impregnat - u nas Sadolin Classic, ale możecie też rozważyć np. olej czy lakier

szeroki płaski pędzel angielski z naturalnego włosia - z syntetyków impregnat lubi spływać, co utrudnia pracę

rozpuszczalnik uniwersalny - do czyszczenia pędzli i miejsc, które przez przypadek zabrudzimy

folia malarska lub lepiej - tektura budowlana

rozpuszczalnik uniwersalny

folia malarska do zabezpieczenia przy malowaniu


Nasz wybór - ciemne drewno na ścianie - w dużej mierze podyktowany był nieustającą fascynacją elementami stylu kolonialnego. Co prawda odeszliśmy od niego w kuchni, nigdy też nie pojawił się w pokoju Kornelii, jednak w sypialni pozwoliliśmy mu grać pierwsze skrzypce. W salonie potrzebowaliśmy czegoś nieco lżejszego, dość luźno inspirowanego stylem skandynawskim. On sam - podoba mi się, od dawna kusi, jednak wciąż mam pewne obawy, czy się w nim odnajdę. Plan już jest - bawialnia dla Kornelii na górnym piętrze, jednak sporo kwestii jest tam do ogarnięcia, stąd też potrzebny nam naprawdę dobry plan:)

Tu dobrze widać, jak ładnie sprawdziło się takie łączenie desek pod kątem 45 stopni:

Zastosowanie wkrętów w kolorze złoto-brązowym sprawiło, że są niemal niewidoczne:


DREWNIANA ŚCIANA - MOŻNA INACZEJ

Wracając jednak do ściany - fani stylu skandynawskiego w jego klasycznej formie, mogą rozważyć ługowanie lub bielenie desek - jestem przekonana, że pozwoli to na uzyskanie spektakularnych efektów i przyznam, że z prawdziwą ciekawością obejrzałabym takie realizacje:) Samo zaś wykonanie będzie podobne, jedyna różnica to na etapie przed montażem właściwych desek - pomalowanie ściany wraz z kantówkami na biało (ewentualnie jasnoszaro) zamiast na czarno.

UKŁAD DESEK

Zastosowaliśmy prosty układ poziomy - takie ułożenie optycznie poszerza wnętrze i na tym nam zależało. Nasz salon nie jest duży, ma niecałe 30 m2 i dla naszej trzyosobowej rodziny jest wystarczający jako miejsce do relaksu, jednak chcieliśmy uczynić go wizualnie jak najbardziej przestrzennym.

W układzie poziomym możecie także montować deski "na cegiełkę", z góry ustalając jednolity wzór i odstępy - tu będziecie potrzebowali większej liczby kantówek jako stelaża, możecie też rozważyć montowanie czy nawet klejenie desek bezpośrednio na ścianie. Inna opcja, przydatna zwłaszcza przy zastosowaniu recyklingowych desek z palet, to misz masz, deski różnej długości czy nawet szerokości.

Możecie też rozważyć montaż desek w pionie - obawiam się jednak, że to rozwiązanie najbardziej sprawdzi się przy bardzo szerokich deskach - przy wąskich deskach bałabym się efektu boazerii. Przy takim rozwiązaniu kantówki składające się na stelaż montujemy w poziomie - w większości przypadków zapewne wystarczą cztery bądź pięć.

Kuszące wydaje się też być ułożenie w jodełkę, jednak to już nieco trudniejsze, myślę też, że aby uniknąć efektu parkietu na ścianie - powinno stosować się wyłącznie duże deski na bardzo dużych powierzchniach.

Jak podoba się Wam efekt końcowy?


W kolejnym salonowym poście opowiem Wam, jakich farb użyliśmy - do ścian, sufitu, płytek na podeście pod piecem, grzejnika oraz kratki wentylacyjnej i drzwiczek od wyczystki - jak widać, sporo tego było :) Pomogę Wam także w przygotowaniu kosztorysu własnych remontów - okazuje się bowiem, że sporo jest tzw. kosztów ukrytych, które początkowo wielu z nas pomija, a które finalnie stanowią spory procent wszystkich kosztów.