Polecam

Najlepsza pasta z suszonych pomidorów i słonecznika

Najlepsza pasta z suszonych pomidorów i słonecznika


Po szalenie udanej Wystawie Produktów Regionalnych, podczas której moje roślinne pasty kanapkowe zrobiły prawdziwą furorę, Fundacja Natura Polska zaprosiła mnie na kolejne duże wydarzenie - Święto Lasu i Ochrony Klimatu w Żarach. Razem z rodzinną ekipą #przeplatanekolorami udało nam się stworzyć fantastyczną przestrzeń z warsztatami DIY (robiliśmy torby wielorazowe), panelem edukacyjnym na temat niemarnowania żywności (i konkretnymi przepisami - je także niebawem poznacie) oraz kuchnią roślinną - goście nie tylko mogli spróbować różnorodnych (wytrawnych i słodkich) wegańskich past, ale też nauczyli się podstaw ich przygotowywania.

Mimo ogromnych zapasów past i pieczywa, jakie przywieźliśmy - zniknęło absolutnie wszystko,  aż do ostatniego okruszka ;) Największym zainteresowaniem cieszyła się pasta z suszonych pomidorów i prażonego słonecznika i wcale się temu nie dziwię ;) Przepis, który udało mi się opracować metodą prób i błędów jest bardzo prosty, a przy tym fenomenalnie pyszny.

A jak wiadomo - dobrem należy się dzielić - dlatego od dziś każdy z Was będzie mógł przyrządzić taką pastę w domu.

Jednak zanim dojdziemy do przepisu, koniecznie muszę Wam coś powiedzieć...

Otóż... Bardzo możliwe, że części z Was po przygotowaniu własnej pasty może się wydawać, że choć podobny - to nie jest smak, jaki zapamiętaliście.

I możecie mieć rację ;)

Każda potrawa inaczej smakuje na powietrzu, każdy też z Was użyje minimalnie innych składników. Jeśli jednak będziecie się trzymać przepisu - na pewno uda się Wam stworzyć pyszną pastę, do której często i chętnie będziecie wracać :)


SKŁADNIKI:

5 kopiastych łyżek suszonych pomidorów - NIE Z ZALEWY! (zaraz wyjaśnię, dlaczego)

125 ml (1/2 szklanki) mieszanki oliwy z oliwek i dobrego oleju rzepakowego (pół na pół lub według uznania, warto jednak nie używać wyłącznie oliwy z oliwek, bo jej charakterystyczny smak finalnie mocno odmieni smak pasty)

dodatkowe 2 łyżki oleju rzepakowego

2 średnie ząbki czosnku

szklanka (250 ml) nasion słonecznika

1/2-1 łyżeczka soli (do smaku, jeśli używacie solonych suszonych pomidorów - soli potrzeba o wiele mniej)

1/3-1/2 łyżeczki chili

1/4 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Zaczynamy od przygotowania suszonych pomidorów - wg mnie najlepszy smak pasty uzyskuje się używając "suchych" pomidorów, nigdy tych sprzedawanych w zalewie. Oczywiście, najlepsze są te własnoręcznie suszone, jednak mam świadomość, że niewielu z Was robi to samodzielnie. Kupując gotowe suszone pomidory - koniecznie czytajcie skład! Mogą być w nim wyłącznie pomidory i sól (i to nie więcej niż 10 % soli) - to jest gwarancja idealnego smaku:) Jeśli Wasze pomidory to duże kawałki - warto je nieco rozdrobnić.

Kopiasta łyżka, czyli taka, na którą nie zmieści się już nawet najmniejszy skrawek pomidora ;)

Pastę najlepiej przygotowywać w wysokim, szklanym naczyniu - litrowy słoik jest wprost idealny. Do słoika wrzucamy pomidory, chili, wlewamy olej i oliwę z oliwek, mieszamy i całość odstawiamy na 15-20 minut.

Obrane ząbki czosnku albo od razu dodajemy do pomidorów z oliwą, albo - i ten sposób preferuję - podprażamy je na łyżeczce oliwy ze szczyptą soli - do uzyskania złotego koloru - i dopiero wtedy mieszamy czosnek z pomidorami. Używając surowego czosnku - musicie liczyć się z ostrzejszym smakiem i bardziej wyczuwalną nutą czosnku, pastę będziecie musieli też szybciej zużyć i przechowywać ją w lodówce maksymalnie 2-3 dni. W przypadku prażonego czosnku - ten czas wydłuża się do tygodnia.

Kiedy pomidory kąpią się w oliwie, na patelni mieszamy 2 łyżki oleju z solą i pieprzem, wrzucamy słonecznik i prażymy, od czasu do czasu mieszając. Jeszcze gorący słonecznik przekładamy do słoika z pomidorami i całość blendujemy.

Często pytacie - czy najlepiej zmiksować wszystko na gładko?

To zależy od osobistych preferencji, jednak ja staram się, by w gotowej paście czasem trafił się kawałek pomidorka lub większy fragment prażonego słonecznika.

Przed przełożeniem pasty do mniejszych słoiczków, koniecznie spróbujcie, czy nie wymaga doprawienia - jeśli tak, dodajcie potrzebną ilość soli i chili, po czym całość dokładnie wymieszajcie.


Ciekawym urozmaiceniem tej pasty będzie dodanie w ostatniej fazie blendowania łyżki posiekanej świeżej bazylii i 1/2 łyżeczki posiekanego lubczyku (lub 1/4 łyżeczki suszonego).

Pasta najlepiej smakuje ze świeżym pieczywem, choć sprawdzi się też do chrupkiego pieczywa typu Wasa. Czasem lubię ją zjeść z grubymi plastrami pomidora malinowego - tak też jest pysznie ;)



























Letnia pielęgnacja włosów - o czym musimy pamiętać?

Letnia pielęgnacja włosów - o czym musimy pamiętać?

Gdybyście dwa lata temu ośmielili się zadać mi jakiekolwiek pytanie związane z włosami - byłoby z Wami krucho ;)

Dlaczego?

Bo był to moment, kiedy włosy wypadały mi garściami, a wszystkiemu winne było zaostrzenie objawów hashimoto, zmiana przyjmowanych leków i początek walki z kilogramami. Kiedy po roku udało się nieco poprawić sytuację i nieśmiało zaczęły odrastać - przyszedł covid i "zabawa" zaczęła się od nowa.

Nie uważam się za próżną, ale kruche, łamliwe włosy, przerzedzone tak bardzo, że z daleka aż świeciłam gołą skórą, mocno podkopywały moje poczucie własnej wartości, postanowiłam więc zrobić wszystko, by naprawić sytuację. Po 7 miesiącach starannej pielęgnacji wciąż nieco brakuje im do ideału, czeka je też wizyta u fryzjera i nowe cięcie, ale rosną jak szalone i - co dla mnie najważniejsze - wciąż widzę nowe baby hair :)

Latem - jeśli tylko nie siedzicie 24/7 w domu - włosy zdecydowanie nie mają łatwo. Ostre słońce, wysokie temperatury, a co za tym idzie - suche powietrze - mają na nie negatywny wpływ. Jeśli dodamy do tego kąpiele w chlorowanych basenach, kontakt ze słoną wodą morską czy szybkie wyczesywanie z nich piasku po powrocie z plaży - nie powinniśmy się dziwić, gdy ich kondycja gwałtownie się pogarsza - nieraz w krótkim czasie.

Sama mam na sumieniu codzienne ćwiczenia na basenie, a że nie przepadam za korzystaniem z czepków - tym bardziej dbam o to, by nie zaszkodzić włosom. Kiedyś byłam przekonana, że dbanie o nie sprowadza się do mycia i nałożenia odżywki bez spłukiwania od czasu do czasu - i popełniałam chyba wszystkie możliwe błędy. Nie polecam, ale też staram się minimalizować czas, który na to poświęcam przy jednoczesnej maksymalizacji efektów ;) 

Właśnie dlatego przygotowałam dla Was krótki poradnik pielęgnacji włosów - zwłaszcza w tak trudnym dla nich okresie, jakim jest lato i czekający nas niebawem czas "po".


MINI PORADNIK LETNIEJ PIELĘGNACJI WŁOSÓW


1. Pamiętaj, że pielęgnacja włosów zaczyna się od skóry głowy, a nawet wcześniej - od prawidłowej diety i nawodnienia całego organizmu. Zadbajcie więc o pojawienie się w codziennym jadłospisie orzechów, roślin strączkowych i nasion, zielonych warzyw, a jeśli nie jesteście weganami - także jajek i tłustych ryb. Niezastąpiony jest również napar z pokrzywy i wypijanie minimum dwóch litów wody dziennie.

2. Regularnie oczyszczaj skórę głowy - moim niekwestionowanym faworytem jest tu Oczyszczający peeling do włosów Urban Alchemy - wegański, o naturalnym składzie, dający poczucie intensywnej świeżości i starannego oczyszczenia. Używam go raz w tygodniu, czyli co trzecie mycie.

3. Bądź delikatna/y podczas mycia - po dokładnym spłukaniu włosów letnią wodą, nałóż szampon na dłonie i delikatnie masuj - zacznij od skóry głowy, później delikatnie umyj włosy. Jeśli chodzi o szampony - często je zmieniam - nie potrafię oprzeć się testowaniu nowości ;) Odkryciem tego lata są dla mnie szampon Brazilian Joia oraz zestaw kosmetyków odbudowujących Alterna Repair Restructuring Bond Repair Consumer Trial Kit - w obu przypadkach są to kosmetyki bez parabenów, parafiny czy sulfatów, nie obciążające włosów i - co dla mnie równie ważne - o delikatnym zapachu.

4. Susz naturalnie - mokre włosy zawiń na chwilę w duży, miękki ręcznik - pozwól mu wchłonąć nadmiar wody. W miarę możliwości ogranicz korzystanie z suszarki, prostownicy i lokówki. Jeśli chodzi o rozczesywanie włosów - tu szkoły są różne. Moje zawsze miały skłonność do falowania, a kiedy po chorobie zaczęły odrastać - dość mocno się teraz kręcą. Rozczesanie ich na sucho jest trudne i bolesne, dlatego robię to, gdy są wciąż wilgotne. Przetestowałam wiele szczotek i najlepiej przy rozczesywaniu radzi sobie Tangle Teezer.

5. Latem dbaj o ochronę przed promieniowaniem UV - w przypadku włosów często o tym zapominamy, co jest sporym błędem. Kapelusz czy ozdobna chusta to sprzymierzeńcy zdrowych włosów, ale pomóc możemy im również odpowiednimi kosmetykami - tu nie eksperymentuję i polecam jeden - spray Nuggela & Sule Total Hair Protector.

6. Po kąpieli w basenie czy morzu ZAWSZE dokładnie wypłucz włosy. Przyznaję - nie myję głowy po każdym pobycie na basenie, jednak nigdy nie zapominam o ich dokładnym spłukaniu. Kiedy jest ciepło - nie suszę ich, a jedynie zawijam w ręcznik i tak wracam do domu. Gdy robi się chłodniej - używam wspomnianego już sprayu Nuggela & Sule (można go używać także przed saunowaniem - zamiast olejku) i  suszarki, a przed wyjściem na zewnątrz zakładam na głowę wielką czapkę z delikatnej wełny. 

7. Jeśli korzystacie z sauny lub łaźni - przed wejściem warto nałożyć na włosy olejek - moim odkryciem jest olej z czarnuszki, ale możecie użyć każdego, którego stosujecie do regularnego olejowania. 


Jeśli myślicie, że to pielęgnacja włosów jest czasochłonna - częściowo macie rację, jednak kiedy stanie się elementem codziennej rutyny - szybko zaczniecie ją postrzegać nie w kategoriach straty czasu, a zysków - zyskacie piękne włosy :)

A jak Wy dbacie o swoje?

Na co zwracacie uwagę przy wyborze kosmetyków do włosów? A może macie swoich faworytów do zadań specjalnych?

Smalec z fasoli - by świnki były szczęśliwe.

Smalec z fasoli - by świnki były szczęśliwe.


Smalec z fasoli jest pyszny i bajecznie prosty w przygotowaniu - i takie są fakty. Niezaprzeczalne, więc w dyskusję się nie wdaję ;)

Czy smakuje jak prawdziwy smalec?

Cóż - fasola i słonina jednak nieco się od siebie różnią, ale dodatek karmelizowanej cebulki sprawia, że różnica jest o wiele mniej znacząca, niż moglibyście podejrzewać ;)

Smalec z fasoli jest pyszną roślinna pastą, którą przygotujecie bez najmniejszego wysiłku w kilka minut. Najlepiej smakuje schłodzony i serwowany z małosolnym lub kiszonym ogórkiem, ale i z pomidorem potrafi pozytywnie zaskoczyć.


SMALEC Z FASOLI

2 PUSZKI BIAŁEJ FASOLI (lub szklanka suchej fasoli)

2 DUŻE CEBULE

2 ŁYŻKI CUKRU

5-6 ŁYŻEK OLEJU RZEPAKOWEGO

1/2-1 ŁYŻECZKA SOLI (do smaku)

1/3 ŁYŻECZKI WĘDZONEJ PAPRYKI

PIEPRZ DO SMAKU

 
 SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Jeśli używacie suchej fasoli - najpierw trzeba namoczyć ją w 2-3 szklankach wody przez 10-12 godzin, a następnie odcedzić, przepłukać i gotować w 3 szklankach wody przez około 2-3 godziny - pod przykryciem, na małym ogniu i do miękkości fasoli.

Łatwiejsza opcja do użycie fasoli z puszki - z każdej odlewamy 2/3-3/4 zalewy, a fasolę przekładamy do miski i dusimy widelcem - możemy też przecisnąć przez praskę do ziemniaków, a jeśli lubicie gładkie pasty - króciutko zblendować.

Cebulę kroimy w drobną kostkę, mieszamy z cukrem i wędzoną papryką, dodajemy olej i podsmażamy, aż całość pięknie się skarmelizuje. Dodajemy tak przygotowaną cebulkę do miski z fasolą, mieszamy (już absolutnie nie miksujemy!) i doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Tak przygotowany smalec możemy przechowywać w lodówce w szczelnym naczyniu (np. zakręconym słoiku) przez 3-4 dni.

Inne przepisy z mojego pokazu kuchni roślinnej znajdziecie w tym artykule (klik).

Paprykarz wegański - tak dobry, że hej ;)

Paprykarz wegański - tak dobry, że hej ;)


Wegański paprykarz to coś, czego każdy amator kuchni roślinnej po prostu powinien spróbować. Łatwy do przygotowania, o wyraźnie wyczuwalnej strukturze, idealny zarówno na ciepło, jak i w roli kanapkowej pasty. 

Lubię go na świeżym chlebie, obficie posypany posiekaną natką pietruszki. Moja wersja jest z jednej strony delikatna - tu nie szaleję za bardzo z pikanterią, a z drugiej - z tym niezbędnym pazurem, który jest zasługą sosu sojowego. Poniżej macie wersję z ryżem, ale równie smaczny (albo i smaczniejszy ;) będzie, gdy użyjecie kaszy jaglanej. Dla maksymalnego ułatwienia - w przepisie wykorzystałam ryż w woreczkach.

PAPRYKARZ WEGAŃSKI

1-2 WORECZKI RYŻU BIAŁEGO DŁUGOZIARNISTEGO - ilość zależy w dużej mierze od tego, ile gotowego produktu chcecie uzyskać ;)

1 WORECZEK RYŻU BRĄZOWEGO

3-4 DUŻE MARCHEWKI

1-2 ŚREDNIE PIETRUSZKI

1/4 ŚREDNIEGO SELERA

3 DUŻE CEBULE

3 ZĄBKI CZOSNKU

4-5 ŁYŻEK OLEJU/OLIWY

1 ŁYŻKA OSTREJ PAPRYKI (może być ostra wędzona)

1 ŁYŻECZKA SŁODKIEJ WĘDZONEJ PAPRYKI

1/2 ŁYŻECZKI ŚWIEŻO ZMIELONEGO PIEPRZU

3-5 ŁYŻEK SOSU SOJOWEGO  - ja używam najczęściej jasnego, który jest delikatniejszy w smaku - ciemny będzie bardziej wyrazisty

SÓL - według osobistych preferencji, u mnie to około 2 łyżek

400 g koncentratu pomidorowego


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Biały i brązowy ryż gotujemy razem - wg czasu dla ryżu brązowego (około 30 minut, najlepiej kierować się czasem z opakowania). Biały ryż będzie przez to nieco rozgotowany - ale o to tu chodzi. Ciepły mieszamy z koncentratem pomidorowym.

Cebule kroimy w drobną kostkę, czosnek przeciskamy przez praskę, podsmażamy na oliwie aż do miękkości i złotego koloru. Marchew, pietruszkę i seler obieramy i ścieramy na tarce - ja zwykle wybieram drobne oczka, ale możecie też zetrzeć na grubych. Starte warzywa mieszamy z cebulą i czosnkiem, dodajemy słodką i ostrą paprykę, sól i pieprz. Podsmażamy przez około 5 minut, po czym podlewamy szklanką wody i dusimy pod przykryciem do miękkości warzyw. Na koniec mieszamy je z ryżem i doprawiamy sosem sojowym - ponieważ ma dość charakterystyczny smak - zacznijcie od 1-2 łyżek i spróbujcie, czy to dla Was wystarczająco, czy potrzebujecie bardziej intensywnego smaku. U mnie zwykle kończy się na 5 łyżkach. Jeśli całość wydaje się Wam za rzadka - całość wystarczy jeszcze chwilę pogotować - bez przykrycia - aż do odparowania nadmiaru wody. Mieszanie jest tu niezbędne - ryż i warzywa mogą się łatwo przypalić.

Tak przygotowany paprykarz według mnie nie wymaga miksowania, jednak jeśli chcielibyście uzyskać "paprykarzową" pastę - wystarczy go zblendować na gładko. 

Gorący można przełożyć do słoików i po wystudzeniu przechowywać w lodówce około tygodnia.

Inne przepisy z mojego pokazu kuchni roślinnej znajdziecie w tym artykule (klik).




1




Ketchup z cukinii - najlepszy przepis:)

Ketchup z cukinii - najlepszy przepis:)


Umówmy się - ketchup nie zawsze bywa fotogeniczny albo to mi ciężko uchwycić ten jego urok w rozpaczliwej próbie pt. "zdążyć, zanim go pożrą". Wystarczy, że wyciągnę słoiczek czy butelkę - już po chwili dzieją się czary i cała zawartość znika.

Cukinia w tym roku funduje nam prawdziwą klęskę urodzaju - zresztą dzieje się tak już od kilku ładnych lat. Choć uwielbiam pieczone placuszki, pasztet, panierowaną czy faszerowaną - nie jesteśmy w stanie przejeść całego tego zielonego bogactwa, dlatego przerabiam na ketchup. I tak bez końca - trę, gotuję, pasteryzuję, znika - i zabawa zaczyna się od nowa.

Z powodzeniem zastępuje nam tradycyjne sklepowe sosy, które smakiem nie są mu w stanie dorównać. Pasuje do wszystkiego - kanapek, zapiekanek, tortilli, pizzy, grilla czy makaronu - na ciepło i zimno. 

Choć jego przygotowanie wymaga nieco czasu - jest bardzo proste, a efekt wart tej odrobiny wysiłku. Dla mnie najsmaczniejszy, gdy z młodej cukinii o cieniutkiej skórce, ale i ten ze starszych sztuk potrafi pozytywnie zaskoczyć. 

KETCHUP Z CUKINII

2 KG CUKINII - jeśli używamy starszych sztuk, obieramy je ze skórki, wycinamy gąbczasty środek z nasionami i dopiero wtedy ważymy

3-4 DUŻE CEBULE

3-4 DUŻE ZĄBKI CZOSNKU

4 ŁYŻKI SOLI - solidne, takie z górką ;)

3/4 SZKLANKI CUKRU

1/2-3/4 SZKLANKI OCTU - możecie użyć spirytusowego, ale jeśli wolicie łagodniejsze smaki - użyjcie jabłkowego

1 MAŁA PAPRYCZKA CHILI

1 ŁYŻKA SŁODKIEJ PAPRYKI

3/4 ŁYŻECZKI ŚWIEŻO ZMIELONEGO PIEPRZU

500-700 G DOMOWEGO PRZECIERU POMIDOROWEGO (możecie użyć kupionej passaty) LUB 2 słoiczki gęstego koncentratu pomidorowego - jeśli zależy Wam na bardziej intensywnym kolorze - zapewni go właśnie koncentrat

3 ŁYŻKI OLIWY Z OLIWEK LUB OLEJU RZEPAKOWEGO


Cukinię ścieramy na tarce - u mnie na drobnych oczkach. Mieszamy ją z solą - najlepiej w garnku, w którym będziemy później gotować ketchup - i odstawiamy na noc (6-10 godzin) do lodówki.

Na drugi dzień obieramy cebule i kroimy je w drobną kostkę, wrzucamy na patelnię z oliwą, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, obraną i drobno pokrojoną papryczkę chili oraz 2-3 łyżki cukru i całość dusimy na małym ogniu do miękkości i zezłocenia się cebuli. 

Dodajemy zawartość patelni do garnka z cukinią - nie odlewamy soku, który wytworzył się przez noc! Wsypujemy pozostały cukier, mieszamy i gotujemy około 40 minut na średnim ogniu, od czasu do czasu mieszając.

Następnie dodajemy słodką paprykę, pieprz i ocet, mieszamy i gotujemy około 20 minut.

Kolejny krok to dodanie przecieru pomidorowego lub koncentratu - mieszamy go z cukinią, przykrywamy i gotujemy około 10-15 minut. Po upływie tego czasu całość blendujemy - mam wysoki garnek, który świetnie nadaje się również do tego celu ;) Po zmiksowaniu naszego ketchupu oceniamy, czy jego gęstość jest dla nas odpowiednia - jeśli nie, gotujemy go bez przykrycie aż do osiągnięcia idealnie gęstej konsystencji (zwykle nie jest to konieczne).

Gotowym ketchupem od razu po zdjęciu z ognia napełniamy suche, uprzednio wyparzone butelki lub słoiki, zakręcamy i pasteryzujemy - np. w garnku z gorącą wodą lub stawiając do góry dnem, przykrywając grubym ręcznikiem i czekając aż całkowicie wystygną (najbezpieczniej zostawić je w tej pozycji na 24 godziny).

 Pamiętajcie, że już jutro na blogu pojawi się kolejny przepis - na pyszny paprykarz wegański, a wszystkie znajdziecie w tym poście (KLIK).

Wystawa produktów regionalnych i łużyckich w Lubomyślu - kuchnia roślinna dla każdego.

Wystawa produktów regionalnych i łużyckich w Lubomyślu - kuchnia roślinna dla każdego.


Wczoraj miałam zaszczyt i przyjemność wziąć udział w Polsko-niemieckiej wystawie produktów regionalnych i łużyckich. Na zaproszenie Organizatora - Fundacji Natura Polska przygotowałam pokaz kuchni roślinnej oraz degustację moich ulubionych warzywnych past kanapkowych. Zainteresowanie, a przede wszystkim niesamowita serdeczność odwiedzających - przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Pytaniom i długim rozmowom nie było końca, a przygotowane przeze mnie pasty znikały w mgnieniu oka :)

Nie jestem weganką, czego zresztą nigdy nie ukrywam - choć rezygnacja z mięsa i większości produktów odzwierzęcych nie stanowi dla mnie problemu, to jednak ciężko byłoby mi żyć bez mleka i serów. Jednak o tym porozmawiamy innym razem - jeśli macie jakiekolwiek pytania, zostawcie je w komentarzu. 

Chciałam pokazać bogactwo smaków, jakie daje kuchnia roślinna i myślę, że w dużym stopniu mi się to udało. Sama przygotowuję wiele potraw, do których przygotowania używam wyłącznie produktów roślinnych - początki tej kulinarnej przygody są ściśle związane z problemami dermatologicznymi i chorobą Hashimoto - w obu przypadkach rezygnacja z produktów zwierzęcych pozwala na szybkie złagodzenie wielu uciążliwych objawów.

Dziś krótko - zgodnie z obietnicą złożoną podczas wystawy, już od jutra każdego dnia będę publikowała jeden roślinny przepis na kanapkową pastę i po tygodniu będziecie mieć przepisy na kompletne wczorajsze menu :)

Dla ułatwienia - poniżej lista, do której w miarę dodawania kolejnych przepisów będę dołączać kierujące do nich linki:




4. PIETRUSZKOWE PESTO Z MIGDAŁAMI I SŁONECZNIKIEM.

5. PASTA Z PIECZONEJ PAPRYKI I GRILLOWANEGO BAKŁAŻANA.

6. PASTA Z PRAŻONEGO SŁONECZNIKA Z SUSZONYMI POMIDORAMI.

7. PESTO Z BAZYLII I LIŚCI KALAREPY.