Polecam

Rama lustra ze starego rattanowego abażuru.

Rama lustra ze starego rattanowego abażuru.

Mam słabość do wystawek...

Uff, wyrzuciłam to z siebie ;)

A tak poważnie - nie uważam, by czym hańbiącym było zabranie czegoś, co ktoś inny wyrzucił. W czasach, w których "nadmiar" ma niewyobrażalną wręcz skalę i tylko krok dzieli nas od utonięcia w śmieciach - za szczególnie cenną uważam postawę rezygnacji z kupna nowych rzeczy i tym samym nakręcania popytu na nie, na rzecz ponownego wykorzystania pozornie niepotrzebny już przedmiotów i podarowanie im drugiego życia.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zniszczony rattanowy abażur, pomyślałam jedynie "szkoda, że już do niczego się nie nadaje". Dlaczego tak? Bo widziałam w nim tylko to, czym był - klosz lampy, zbyt zniszczony, by wciąż mógł zdobić.


I wiecie co?

Przechodziłam obok niego przez cały tydzień i kusił mnie coraz bardziej - właśnie przez ten rattan, którym jestem absolutnie zafascynowana. W końcu nie wytrzymałam i mając na uwadze zbliżający się dzień wywozu gabarytów - zabrałam.

Wystarczyło spojrzeć na niego z innej perspektywy i w głowie pojawił się plan, jak mogę go przerobić i wykorzystać ;)

Część, która najbardziej mnie interesowała - poza jednym małym wyjątkiem - okazała się być w bardzo dobrym stanie. Całość była jednak niemiłosiernie wręcz brudna, konieczne okazało się więc porządne (i kilkukrotne) mycie.

W przypadku rattanu nie bójcie się go w razie potrzeby zamoczyć - całkiem dobrze to znosi, a czasem to jedyny sposób na porządne oczyszczenie. Mokry rattan staje się elastyczny, łatwo więc wówczas go w razie potrzeby wyprostować/uformować. Poniżej - ciekawostka - ten widoczny brudek to nie pierwsze, a... trzecie mycie (z użyciem rewelacyjnego Froscha sodowego - to nie reklama, to środki są po prostu fantastyczne!).

Kiedy całość wyschła, przyszła pora na trudne decyzje. Co prawda próbowałam kiedyś wyplatania, ale to takie podstawy podstaw i nie sądzę, bym zdołała go naprawić - szkoda, ale tak bywa.

Zaczęłam od obcięcia zdekompletowanych koralików.

Ponieważ są spore i mają ciekawy owalny kształt - postanowiłam je zachować do innego projektu (a jakże ;)

Małymi i ostrymi nożyczkami dokonałam dzieła zniszczenia (tudzież przyszłej kreacji ;), wycinając najbardziej wystającą, uszkodzoną część. W podobnych przypadkach - na początku lepiej wyciąć mniej i później poprawić, niż od razu ciachnąć za dużo ;)

Poniżej dobrze widać, co nadaje się do cięcia w drugim podejściu ;)

Okrągłe lustro, które wykorzystałam, jeszcze niedawno można było kupić w Action (choć przyznaję, że rozeszły się jak ciepłe bułeczki, zapewne z powodu zawrotnej ceny 8,99 zł). Były jeszcze kwadratowe - tu podrzucę Wam inspirację na BOHO LUSTRO Z RAMĄ Z TRZCINY ;)

Już od pierwszej przymiarki wiedziałam, że będzie się wprost idealnie nadawało.

Do połączenia obu elementów wykorzystałam absolutnie niezawodną czarną taśmę  naprawczą Tesa Universal Extra Power. 

Jeżeli oburza Was ten pozór prowizorki - bądźcie spokojni - po pierwsze, lustro na ścianie wisi na swoim oryginalnym uchwycie do zawieszenia. Po drugie - ta taśma jest kosmicznie wręcz solidna. Po trzecie - mam na ten rattan jeszcze jeden pomysł, więc wolałam uniknąć zabrudzenia całości klejem.

A oto i efekt końcowy!
Jak Wam się podoba?











Kwietnik z makramowymi splotami z koszyka na drobiazgi.

Kwietnik z makramowymi splotami z koszyka na drobiazgi.

Od niedawna staram się poskramiać swoją naturę chomika. Oj, uwierzcie, to wcale nie jest łatwe. Ale w końcu do mnie dotarło, że w efekcie ulegania pokusom i gromadzenia coraz większej liczby przedmiotów  50m2 naszego mieszkania, czyli cały górny poziom, jest praktycznie wyłączona z użytkowania. Na dole co prawda mamy tych metrów 90, ale jednak to marnotrawstwo, tym bardziej, że coraz częściej marzy mi się stworzenie... domowej oranżerii ;)

Dlatego segreguję, staram się być twarda i pozbywać wszystkiego, co do czego mam podejrzenie graniczące z pewnością, że raczej mi już potrzebne nie będzie. Wciąż też na nowo odkrywam, co zdołałam tam zgromadzić i tak właśnie wpadły mi w ręce owalne koszyczki Curver. A że akurat miałam nadwyżkę ziół i nie bardzo wiedziałam, gdzie je postawić - postanowiłam zrobić dla nich wiszący kwietnik :)

Kilka lat temu pokazywałam Wam, jak zacząć przygodę z makramą i stworzyć swój pierwszy makramowy kwietnik, od czasu do czasu pokazuję też nowe sploty na instagramie. Dziś pokażę Wam, jak łatwo zmienić zwykły koszyczek w przyciągający wzrok kwietnik - nie tylko na balkon.


CZEGO POTRZEBUJEMY?

KOSZYK Z DWOMA UCHWYTAMI - mój jest z tworzywa, ale może być też np. wiklinowy (jeśli nie odpowiada Wam kolor lub chcecie go odświeżyć, koniecznie zajrzyjcie do mojego poradnika JAK POMALOWAĆ RATTAN I WIKLINĘ.)

SZNUREK BAWEŁNIANY SKRĘCANY - u mnie w kolorze złamanej bieli o grubości 5 mm

OSTRE NOŻYCZKI

DREWNIANE KÓŁKO (takie, na jakich kiedyś wieszało się firany/zasłony, koszt około 1,5 zł/szt.

Odcinamy 4 kawałki sznurka o długości około 5 metrów każdy, dwa odkładamy na bok.
Każdy z pozostałych dwóch składamy, ale nie na pół, tylko tak, by jedna część miała około 1,5 m, a druga 3,5 m.

Miejsce złożenia sznurków przekładamy przez drewniane kółko...

...tworzy się coś w rodzaju pętelki...

...przez którą od spodu przeplatamy luźne końce sznurków.

Po odwróceniu kółka na drugą stronę, powinno to wyglądać tak:

Układamy nasze kółko przed sobą, ze sznurkami skierowanymi w dół. Krótsze końce układamy wewnątrz, dłuższe - na zewnątrz:

Przeplatamy sznurki w sposób pokazany poniżej:

Aż do uzyskania pożądanej długości:

Zaplatanie sznurków cały czas w ten sam sposób sprawia, że uzyskujemy równy, spiralny splot - idealny do zastosowania przy kwietnikach, półkach czy huśtawkach. To jest jedno ramię naszego kwietnika, analogicznie zaplatamy drugie z dwóch odłożonych wcześniej kawałków sznurka.

Teraz mocujemy ramiona do uchwytów naszego koszyka - ciężko tu o jedną uniwersalną metodę, ponieważ uchwyty i poczucie estetyki mamy różne. Zdecydowałam się na najprostsze węzły...

...po czym luźne końce zaplotłam w warkocz z czterech pasm:

Analogicznie postąpiłam z drugim uchwytem, po czym oba warkocze połączyłam dokładnie tak, jak przy tworzeniu dekoracyjnych chwostów:
Na koniec wszystkie sznurki równo przycięłam, rozczesałam gęstym grzebieniem i jeszcze raz docięłam wystające nitki.

Kosztowało mnie to niecałą godzinkę pracy, a efekt okazał się świetny :)

Tworzycie własne kwietniki czy raczej jesteście fanami gotowych rozwiązań?





Malowanie rattanu i wikliny - jak pomalować meble rattanowe?

Malowanie rattanu i wikliny - jak pomalować meble rattanowe?

Meble rattanowe zachwycają lekkością, a często także finezyjnymi kształtami, urzekają naturalnością i świetnie pasują do wnętrz w różnorodnych stylach. Powstają z rattanu - surowca pozyskiwanego z palm rotang, którego największym eksporterem jest obecnie Indonezja. Stare rattanowe krzesło niedawno zagościło w naszym salonie - sami zobaczcie, jak się w nim odnalazło ;)

Rattan to bardzo charakterystyczny rodzaj drewna - lekki, a jednocześnie elastyczny i trwały, odporny na działanie wody, a więc odpowiedni także do produkcji mebli ogrodowych i tarasowych. Łatwo go barwić - zarówno malując, jak i stosując bejce. Ostatnio pokazywałam Wam, jakie możliwości w stylizacji mebli daje wykorzystanie plecionki rattanowej (KLIK), dziś wrócimy do związanego z nią tematu malowania natryskowego, ale o tym za chwilę.

Meble rattanowe powstają poprzez gięcie - na gorąco z użyciem pary - kija rattanowego. Jego wysoka elastyczność sprawia, że możliwe jest wyginanie go w najróżniejsze kształty. Powierzchnia mebli rattanowych jest ręcznie polerowana, dzięki czemu stają się przyjemnie satynowe i gładkie w dotyku. Dość często są także lakierowane - to - przynajmniej dla mnie - nie zawsze jest plusem, ponieważ usuwanie później starych powłok nie należy do łatwych i jest bardzo czasochłonne. 

Kilka lat temu udało mi się kupić dwa używane krzesła rattanowe - był rok 2012, właśnie kupiliśmy mieszkanie i po raz pierwszy miałam urządzać własny balkon. Za 50 zł stałam się szczęśliwą posiadaczką zestawu ze stolikiem. Służyły nam dwa sezony, po czym zastąpiłam je wielkimi dębowymi fotelami. Później jedno przemalowałam farbami kredowymi, drugie w niezmienionym kształcie często było dodatkowym krzesłem dla gości podczas rodzinnych przyjęć. W końcu oba wylądowały w pracowni - czekały na pomysł i szansę na nowe życie.

Właściwie sam pomysł siedział mi w głowie od dawna - mocny, energetyczny kolor, jednak trwalszy od farb kredowych, stąd decyzja o użyciu emalii. Problemem było malowanie - ktokolwiek z Was przymierzał się do malowania wikliny bądź rattanu, ten wie, jak żmudna i czasochłonna jest to praca i jak ciężko uniknąć nieestetycznych zacieków z farby. Przyznam, że to perspektywa, która skutecznie mnie zniechęcała i to przez długi czas. Zmiana nastąpiła dzięki pistoletowi malarskiemu Wagner W590 i poznaniu wszystkich zalet malowania natryskowego.


MALOWANIE RATTANU I WIKLINY - OD CZEGO ZACZĄĆ?

Rattanowe bądź wiklinowe meble, kosze, osłonki na doniczki czy parawany - wszystko to przedmioty, które - choć pięknie wyglądają w naturalnym stanie - z wiekiem mogą się opatrzyć lub stracić na urodzie (zszarzeć, a jeśli były lakierowane - zżółknąć). Oczywistym więc wydaje się odświeżenie ich poprzez pomalowanie na kolor spójny z wnętrzem, w którym się znajdują lub wręcz przeciwnie - kontrastowy i mocno się wyróżniający.

Samo malowanie musi być poprzedzone dokładnym oczyszczeniem rattanu bądź wikliny - warto tu postawić na naturalne detergenty (ciepłą woda z kwaskiem cytrynowym i sodą oczyszczoną) lub delikatny płyn do naczyń, a do czyszczenia używać miękkiej (np. flanelowej) szmatki. Taki wstępny zabieg pozwala na ocenę stanu przedmiotu, którym się zajmujemy - pod warstwą kurzu czy brudu może się bowiem kryć np. łuszczący się lakier (częste zwłaszcza w przypadku mebli zewnętrznych). 


USUWANIE STAREGO LAKIERU Z MEBLI RATTANOWYCH.

Jeśli liczycie, że będzie łatwo, szybko i przyjemnie - muszę Was rozczarować. Czym więcej łączeń, łuków i giętych elementów - tym trudniejsze zadanie przed nami. Jeśli dodatkowo obawiamy się, że mebel mógł być nadmiernie przesuszony (a przez to rattan bardziej kruchy) - odradzałabym użycie wszelkich sprzętów i sugerowała ręczne szlifowanie z użyciem waty stalowej. 
Wata stalowa to materiał wykonany z cieniutkich metalowych nitek - czym cieńsze, tym delikatniejszy materiał. Różne gradacje służą do różnych prac i tak:

- gradacje nr 3-5 to najostrzejsze i najtwardsze odmiany waty, które służą do szlifowania /czyszczenia zgrubnego - w przypadku rattanu czy wikliny raczej nie będziemy ich stosować, przydadzą się ewentualnie przy większych zadrach.

- gradacje 1 i 2  - stosuje się je do oczyszczania drewna i rattanu ze starych powłok lakierniczych, usuniemy nimi także twarde pozostałości wosków.

- gradacje 00 i 0 - wykorzystuje się do oczyszczenia powierzchni rattanu z wszelkich niedoskonałości, zgrubień, resztek lakieru.

- gradacje 0000 i 000 - służą do satynowania, a więc nadania powierzchni idealnej gładkości.

My na celownik wzięliśmy wspomniane wyżej krzesło - rattan był tu lakierowany, w kilku miejscach pojawiły się odpryski, w innych - żadnym sposobem nie dawał się zeszlifować, usunęliśmy więc, co tylko się dało i wygładziliśmy powierzchnię.


ODTŁUSZCZENIE POWIERZCHNI.

Polega na przetarciu przygotowywanego do malowania przedmiotu rozpuszczalnikiem uniwersalnym lub przynajmniej ciepłą wodą z płynem do naczyń - najlepiej z użyciem miękkiej i niepozostawiającej kłaczków szmatki. Później mebel musi wyschnąć - najlepiej w suchym, ciepłym, przewiewnym i zacienionym miejscu. Ten etap jest bardzo ważny, dlatego dokładność jest kluczem - farba najlepiej trzyma się na porządnie odtłuszczonej powierzchni.


WYBÓR FARBY.

Każdorazowo powinien być dostosowany przede wszystkim do przeznaczenia malowanego mebla - inny jest bowiem poziom eksploatacji wysoko wiszącej półki na rzadko czytane książki, a zupełnie inny - używanego na co dzień krzesła czy stołu. Według mnie, w tym ostatnim przypadku najlepiej sprawdzą się emalie akrylowe - oprócz wysokiej trwałości i odporności na ścieranie, często nadają się zarówno do wnętrz, jak i zewnętrznych zastosowań.

Tym razem zdecydowaliśmy się na emalię Bondex Smart Paint w kolorze Pawie Pióro - to nasycony, ciemny turkus, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Wydobyła z naszego krzesła to, co najlepsze, cudownie podkreślając wszystkie łuki i detale. duży plus to niemal błyskawiczne schnięcie, które po krótkim czasie umożliwia położenie drugiej warstwy.
NAJLEPSZA METODA MALOWANIA RATTANU.

Mam za sobą zarówno żmudne malowanie pędzelkiem jak i próby bardziej kreatywnego podejścia w postaci malowania rattanu gąbką - choć efekty nie były złe, do końcowych - mam sporo zastrzeżeń. Pistolet malarski Wagner okazał się narzędziem wprost stworzonym do trudnych powierzchni - już pierwsza warstwa dała niemal idealne krycie, a co najważniejsze - bez najmniejszych nawet zacieków. To pozwala mi mniemać, że sprawdzi się też przy malowaniu drewnianych żaluzji, ale to już pomysł na inny projekt ;)


ZABEZPIECZENIE MIEJSCA PRACY (I SIEBIE;)

To co, o czym absolutnie nie można zapomnieć, zwłaszcza, gdy decydujemy się na malowanie natryskowe w domu. Co prawda w przypadku pistoletu Wagner ryzyko przypadkowego zabrudzenia ścian czy innych powierzchni jest niewielkie, ale drobinki farby są tak małe, że potrafią osiadać na... kurzu i wraz z nim krążyć po całym mieszkaniu.

Swoje miejsce pracy wydzieliliśmy za pomocą folii malarskiej przyklejonej  do sufitu taśmą Tesa - powstało coś w rodzaju namiotu ;) Oczywiście - to będę powtarzać do znudzenia - bezwzględnie powinniśmy pracować w masce i goglach ochronnych - Marcin niestety z uporem maniaka odmawia, ale nie bierzcie z niego przykładu.


MALOWANIE NATRYSKOWE RATTANU.

Jest błyskawiczne;) Serio, pomalowanie całego krzesła zajęło niecałe 10 minut. Na moim instastories znajdziecie filmy pokazujące wszystkie etapy prac.krok po kroku.

Przygotowanie farby ograniczyło się do jej dokładnego wymieszania, już pierwsza warstwa pokryła rattan niemal idealnie, druga - stanowiła czystą kosmetykę. Czyszczenie pistoletu po zakończonej pracy także nie należy do trudnych - wystarczy wszystkie elementy dokładnie umyć pod bieżącą wodą.


Efekt końcowy?
Obawiałam się, że krzesło przez kolor może zatracić swoje piękne linie - na szczęście turkus zdołał je cudownie podkreślić. Emalia Bondex jest matowa, a to dodaje całości elegancji i pewnej szlachetności.

Krzesło świetnie wpasowało się w przestrzeń naszego salonu, a choć kanapa czy fotel są zdecydowanie wygodniejsze - niemal każdy, kto do nas przychodzi, od razu na nim siada ;)

Podoba się Wam czy coś byście zmienili?

Malowanie natryskowe mebli - klasyczna bieliźniarka z rattanowym frontem.

Malowanie natryskowe mebli - klasyczna bieliźniarka z rattanowym frontem.

Dziś chcielibyśmy pokazać Wam wyjątkowy mebel, który czekał na nasz czas i zainteresowanie niemal cztery lata i któremu przyjdzie jeszcze troszkę poczekać na swoją docelową lokalizację - do dnia, w którym Kornelia przeniesie się na górne piętro, a my odzyskamy gabinet ;)


BIELIŹNIARKA - KLASYCZNY MEBEL W NIETYPOWEJ ODSŁONIE.

Mowa o starej bieliźniarce - podczas swoich starociowych pielgrzymek często trafiałam na tego typu meble, ale w formie - rzekłabym - klasycznej. Najczęściej były to wysokie dwudrzwiowe szafki, zwykle z szufladą - przeważnie u góry, choć niekoniecznie. I choć podobały mi się - żadna nie urzekła mnie na tyle, żebym chciała mieć ją u siebie - dopóki nie trafiłam na NIĄ...
Tak, wiem, że odbiłam się w szybce, wybaczcie ;)

Dość prosta, sosnowa, z jednymi przeszklonymi drzwiami - nie była typową bieliźniarką. Jednak miała to "coś" - sześć bocznych szufladek, dla których każdego dnia wynajduję dziesiątki rozmaitych zastosowań.

Nabrawszy mocy urzędowej - w końcu trafiła na warsztat. Pierwotnie miała być butelkowozielona, jednak ostatnio oboje przeżywamy fascynację czernią i także tu nie chcieliśmy z niej rezygnować. Pojawił się więc kolejny pomysł - połączenie zieleni i czerni. I to już wydawało się lepszym pomysłem, jednak wtedy przyszedł mi do głowy kolejny - struktura powstała z wykorzystaniem dwóch gradacji soli morskiej i dwóch kolorów farby. Próby wypadły pomyślnie, w międzyczasie butelkowa zieleń zmieniła się w turkus (i to taki, że ACH! i OCH!), a w nasze ręce trafił pistolet malarski WAGNER W590 i odkryliśmy zupełnie inny wymiar malowania mebli, czym dziś zamierzamy się z Wami podzielić.



MALOWANIE MEBLI - PROFANACJA CZY DRUGIE ŻYCIE?

Choć znam podstawy profesjonalnej renowacji mebli, nawet tak wymagającej jak politurowanie, przede wszystkim jestem fanką ich stylizacji - głownie wynika to z faktu, że większość mebli trafia do mnie za grosze lub przysłowiową czekoladę, nie są to więc cenne antyki czy klasyki designu, nie mam więc oporów przed eksperymentowaniem. 

Drewniane meble to wspaniała baza do malowania, te starsze przeważnie cechuje solidne wykonanie, często też piękna forma - nie uważam, by ich pomalowanie "odbierało im duszę" czy stanowiło ich dewastację, a wręcz przeciwnie - często to meble, które ktoś po prostu wyrzucił i które niechybnie trafiłyby do utylizacji - jeśli odrobiną farby i nowymi gałkami jesteśmy w stanie je ocalić, to nikt nie ma prawa nas krytykować ;) Nie zapominajmy też, że w ten sposób nie musimy dokonywać kolejnych zakupów i niepotrzebnie nakręcać spirali konsumpcjonizmu - a tu już bliska droga do idei zero waste i bycia eko :)


STYLIZACJA BIELIŹNIARKI - KROK PO KROKU.

Bieliźniarka jest kolejnym projektem naszego małżeńskiego teamu, w którym mój był pomysł (ewoluował po drodze, ale o tym za chwilę), a Marcin podjął się wykonania.

Ponieważ w planach była struktura i chęć nie ukrycia, a podkreślenia wieku mebla - postanowiliśmy nie uzupełniać ubytków. 

 1. POSZUKAJ ŚLADÓW SZKODNIKÓW DREWNA.

Jak w każdym przypadku, i tu pierwszym krokiem było poszukiwanie śladów po szkodnikach drewna, dla których mamy pieszczotliwe miano drewnojadów. Na szczęście tym razem trafiliśmy na mebel, na którym jedyne ślady zęba czasu to kilka rys i obtłuczeń. W przeciwnym wypadku niezbędne byłoby zastosowanie specjalistycznego preparatu, np. Hylotox Q czy Xirein.


2. OCZYSZCZENIE MEBLA.

To bardzo szerokie pojęcie i wszystko tak naprawdę zależy od stanu, w jakim znajduje się nasz mebel - my zaczynamy zawsze od miski z ciepłą wodą i płynem do naczyń oraz zwykłego kuchennego zmywaka - w ten sposób pozbywamy się brudu i kurzu. Mebel czyścimy wilgotną - dobrze odciśniętą! - gąbką, często konieczna jest kilkukrotna zmiana wody. Jeśli zauważymy nieprzyjemny zapach stęchlizny czy nikotyny - następny krok to umycie całości nasyconym roztworem sody oczyszczonej. Później - pozwalamy, by nasz mebel wysechł zarówno na zewnątrz, jak i w środku - najlepiej w ciepłym, przewiewnym miejscu, ale nie na słońcu czy w pobliżu kaloryfera (nie chcemy przecież, by drewno pękało, prawda?). Jeśli nie zamierzamy uzupełniać ubytków i nie musimy pozbywać się starych powłok malarskich czy lakierniczych - mamy odtłuszczony mebel, gotowy do dalszej stylizacji.



3. UZUPEŁNIENIE UBYTKÓW I SZLIFOWANIE.

To krok, który postanowiliśmy tym razem pominąć. Jeśli zależy Wam na jak najdokładniejszym przywróceniu mebla do stanu pierwotnego - konieczne jest staranne uzupełnienie wszystkich ubytków, np. szpachlą z pyłem drzewnym. Gdy wyschnie i się utwardzi - całość szlifujemy (w ten sposób pozbywamy się też starej farby czy lakieru), odpylamy i odtłuszczamy.


4. MALOWANIE NATRYSKOWE.

Jak już wspomniałam, przy bieliźniarce chcieliśmy wykorzystać metodę malowania natryskowego z wykorzystaniem pistoletu Wagner W590 - Marcin podziela moją niechęć do malowania pędzlem, co do wałka oboje jesteśmy już mniej sceptyczni, ale przy tej metodzie często zniechęca końcowy efekt "baranka", zwłaszcza widoczny przy używaniu emalii.


Zdecydowaliśmy się na wykorzystanie emalii akrylowej Bondex w kolorze Czarny Kot - zależało nam przede wszystkim na głębokim odcieniu i matowym wykończeniu. 


PISTOLET MALARSKI WAGNER W590

Cały zestaw zapakowany jest w zgrabną walizkę, dzięki czemu - nieużywany - jest łatwy do przechowywania i nie zajmuje dużo miejsca. Sam sprzęt - mimo na pozór sporego rozmiaru - jest bardzo lekki, uchwyt świetnie leży w dłoni i łatwo go prowadzić zarówno przy malowaniu góra-dół, jak i na boki.

W skład zestawu wchodzą dwie głowice - mniejsza do malowania drewna i metalu (a więc często będą to emalie) i większa do malowania ścian i sufitów (o sporej pojemności - 1300 ml, zatem nie ma potrzeby częstego ponownego jej napełniania).

Dodatkowe akcesoria to miarka do rozcieńczania farby ze szpikulcem do czyszczenia głowic z resztek farby, lejek do wlewania farby, zapasowa dysza do malowania ścian oraz dodatkowe filtry do pistoletu i uszczelki do głowic. Tym, co nas pozytywnie zaskoczyło był też plakat do testów - szczególnie przydatny przy pierwszym uruchomieniu pistoletu.

Pistolet Wagner W590 jest uniwersalnym urządzeniem do różnych zastosowań i już po kilku użyciach wiem, że niezbędnym dla każdego fana majsterkowania i DIY. 

Dotąd przeprowadzaliśmy próby na drewnie, MDFie, płycie obornickiej, rattanie i zwykłej ścianie pomalowanej farbą lateksową - na każdej powierzchni (stopniowo będziemy się z Wami dzielić efektami) i z wykorzystaniem różnych rodzajów farb (emalia akrylowa, farba lateksowa, farba antykorozyjna) - efekt każdorazowo w 100% spełnił nasze oczekiwania.


ZALETY MALOWANIA NATRYSKOWEGO.

SZYBKOŚĆ - wykorzystanie pistoletu malarskiego kilkukrotnie skraca czas malowania, na co składa się kilka czynników. Przede wszystkim - o wiele szybciej pokrywamy farbą duże powierzchnie, krycie jest też dokładniejsze, niż w przypadku wykorzystania pędzli czy wałków, a to oznacza brak konieczności poprawek. Ciekawostka - w 5 minut jesteśmy w stanie bez najmniejszego problemu pomalować obszar o powierzchni nawet 15m2!

DOKŁADNOŚĆ - strumień farby rozpylanej przez pistolet dociera nawet w trudno dostępne miejsca, często nieosiągalne dla wałka czy pędzla. O ile w przypadku ścian może to nie wydawać się szczególnie istotne, to przy meblach nabiera ogromnego znaczenia, a w odniesieniu do rattanu czy wikliny jest wprost nieocenione.

WSZECHSTRONNOŚĆ - pistolet poradzi sobie z każdym rodzajem powierzchni - niestraszne mu drewno, metal, ściany, sufity, elewacje, architektura ogrodowa, płoty, żaluzje - wymieniać można bez końca. Różnorodne powierzchnie wymagają różnego typu środków kryjących i ochronnych - pistolet Wagner nadaje się do malowania nie tylko różnymi typami farb, ale również lakierami czy lakierobejcami. 

WYDAJNOŚĆ - malowanie natryskowe sprawia, że zużywamy o wiele mniej farby, głównie dlatego, że już przy pierwszej warstwie - na różnych powierzchniach, także strukturach - uzyskujemy świetne krycie, a druga to w zasadzie nieliczne, kosmetyczne poprawki.

ŁATWOŚĆ OBSŁUGI I CZYSZCZENIA - czytelna instrukcja sprawia, że z obsługą poradzi sobie nawet laik, natomiast montaż głowic opiera się na prostym systemie click & paint, dzięki czemu pistolet jest od razu gotowy do pracy. Na głowicach do malowania można regulować zarówno ciśnienie, jak i ilość podawanej farby, dzięki czemu nie jest konieczne rozrabianie nawet relatywnie gęstej farby (u nas taka konieczność nie zaistniała). 
Tym, czego obawialiśmy się najbardziej, było czyszczenie sprzętu po użyciu - obawy okazały się płonne, w większości przypadków wystarczyło użycie samej wody i kilkukrotne przepłukanie wszystkich elementów.


ZABEZPIECZENIE OSOBISTE ORAZ POWIERZCHNI PRZY MALOWANIU NATRYSKOWYM.

Przy malowaniu krzesła rattanowego (KLIK) pokazaliśmy, jak najlepiej zabezpieczyć powierzchnię podczas malowania w domu. Równie ważne jest korzystanie z gogli i maski ochronnej - to absolutnie konieczne i - niestety - jest stałą kością niezgody między mną a Marcinem, który konsekwentnie odmawia ich stosowania. Znam go i wiem, że istotnie bardzo źle się w nich czuje i znacząco wpływają na komfort jego pracy, jednak tu z całą stanowczością nalegam, byście nie brali z niego przykładu ;)
Malując bieliźniarkę, postanowiliśmy skorzystać z pięknej pogody i przenieśliśmy się z nią na zewnątrz - na instastories (KLIK) możecie obejrzeć szczegółową dokumentację filmową całego procesu :)

Tym, co dla nas ważne, jest pomalowanie nawet tego, czego na pierwszy rzut oka nie widać - tylko dzięki temu mebel można uznać za w pełni wykończony :)



BIELIŹNIARKA - WERSJA BLACK &WHITE.

Teraz czas na niespodziankę - pomalowaną na czarno bieliźniarkę zgodnie uznaliśmy za nasz ideał, któremu drobne ubytki i niedoskonałości tylko dodają uroku, postanowiliśmy więc w inny niż pierwotnie planowany sposób nadać jej ostatecznych szlifów. Idealne okazały się porcelanowe gałki w kształcie róż w kolorze złamanej bieli oraz zastąpienie dotychczasowej szyby naturalną, rattanową siatką.

Właśnie ona sprawiła, że z jednej strony realizacja projektu rozciągnęła się w czasie (pierwszy sprzedawca wysłał nam... siatkę podtynkową, drugi - przestał się odzywać po złożeniu zamówienia i nie odpowiadał na żadne próby kontaktu, trzeci - dysponował właściwą siatką, okazał się względnie komunikatywny, ale korzysta wyłącznie z usług poczty, zatem zamówioną w poniedziałek, a wysłaną  - cóż z tego, że priorytetem - we wtorek siatkę, odebraliśmy dopiero w piątek wieczorem i to tylko dzięki temu, że kurier jest naszym klientem - inaczej musielibyśmy czekać do poniedziałku;), ale z drugiej - powstała szafka idealna, prosta, a jednocześnie elegancka, my zaś przekonaliśmy się, że klasyczne black & white to też kolory, które warto brać pod uwagę, nawet w domu tak kolorowym jak nasz :)


SIATKA RATTANOWA JAKO WYPEŁNIENIE FRONTU SZAFKI.

CZYM JEST RATTAN?

Siatka - czy też: plecionka rattanowa powstaje z wykorzystaniem surowca pozyskiwanego z rosnących w tropikalnych lasach południowo-wschodniej Azji palm rotang. Rozróżniamy dwa podstawowe typy plecionek - siatki rattanowe z licem, czyli z kory rattanu i bez lica - ze środka rattanu (peddig). Plecionki rattanowe bez lica bardzo łatwo barwić na różne kolory w przeciwieństwie do siatek z kory, czyli zewnętrznej części prętów rattanowych. 

Plecionki tego typu jako materiał wykorzystywany przy produkcji mebli zdobyły swoją popularność w połowie XIX wieku, kiedy to zostały wykorzystane do wykonania słynnego "krzesła bistro" czyli krzesła nr 14 Michaela Thoneta (po raz pierwszy w 1859 roku). Ponieważ wysoka sprężystość i elastyczność rattanu pozwala na tworzenie dowolnych kształtów, a wykonane z jego użyciem meble są lekkie i odporne na warunki atmosferyczne, popularność tego materiału systematycznie rosła, wykorzystywano go nie tylko do produkcji foteli, kanap czy narożników, ale także mebli ogrodowych.

Kiedy myślę o plecionce rattanowej, w głowie od razu pojawiają mi się dziesiątki projektów - wiele z nich w tak bliskich nam stylach - boho, kolonialnym czy urban jungle. Pierwszy krok za nami - nasza bieliźniarka dostała rattanowy front.


JAK MONTOWAĆ SIATKĘ RATTANOWĄ?

Zamawiając siatkę rattanową, spodziewajcie się, że otrzymacie ją zwiniętą w rulon - to dla niej najbezpieczniejszy sposób transportu. Rozwinięta - nie zawsze ma od razu idealnie równą powierzchnię, czym absolutnie nie musicie się niepokoić.
Rattan co do zasady jest giętki i elastyczny, jednak najlepszym sposobem montażu jest metoda na mokro - siatkę rattanową moczymy przez dwie do czterech godzin w zimnej wodzie - bardzo szybko nabiera wówczas jeszcze większej elastyczności (daje się zginać niczym grubsza tkanina). 

Kiedy uznamy, że jest już wystarczająco giętka - odsączamy ją z nadmiaru wody na równej powierzchni (np. położonym na podłodze ręczniku), po czym montujemy - my wykorzystaliśmy w tym celu zszywacz Ryobi, co znacznie ułatwiło pracę.

Ponieważ to była nasza pierwsza przygoda z rattanem, nie czuliśmy się tak do końca pewnie, dlatego - by wszystko idealnie się trzymało, zdecydowaliśmy się na dwa rzędy zszywek.

Nadmiar rattanu najlepiej odciąć już po przymocowaniu go do frontu szafki i sprawdzeniu, czy wszystko jest dobrze zamontowane.

Czy nasza bieliźniarka pozostanie w takiej formie?

Na jakiś czas na pewno tak - zestawienie czerni i bieli stanowi doskonałe tło dla wszystkich naszych roślin i żywych, nasyconych kolorów.

Z drugiej jednak strony - wciąż chodzą mi po głowie eksperymenty z solą morską i strukturą, więc... zobaczymy;)

Pewna jestem jednego - odkrycie możliwości, jakie daje malowanie natryskowe sprawia, że w planach mamy już wiele nowych projektów - nasze poddasze pełne jest oryginalnych mebli, które aż krzyczą "Zajmijcie się nami!!!"