Rama lustra ze starego rattanowego abażuru.


Mam słabość do wystawek...

Uff, wyrzuciłam to z siebie ;)

A tak poważnie - nie uważam, by czym hańbiącym było zabranie czegoś, co ktoś inny wyrzucił. W czasach, w których "nadmiar" ma niewyobrażalną wręcz skalę i tylko krok dzieli nas od utonięcia w śmieciach - za szczególnie cenną uważam postawę rezygnacji z kupna nowych rzeczy i tym samym nakręcania popytu na nie, na rzecz ponownego wykorzystania pozornie niepotrzebny już przedmiotów i podarowanie im drugiego życia.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zniszczony rattanowy abażur, pomyślałam jedynie "szkoda, że już do niczego się nie nadaje". Dlaczego tak? Bo widziałam w nim tylko to, czym był - klosz lampy, zbyt zniszczony, by wciąż mógł zdobić.


I wiecie co?

Przechodziłam obok niego przez cały tydzień i kusił mnie coraz bardziej - właśnie przez ten rattan, którym jestem absolutnie zafascynowana. W końcu nie wytrzymałam i mając na uwadze zbliżający się dzień wywozu gabarytów - zabrałam.

Wystarczyło spojrzeć na niego z innej perspektywy i w głowie pojawił się plan, jak mogę go przerobić i wykorzystać ;)

Część, która najbardziej mnie interesowała - poza jednym małym wyjątkiem - okazała się być w bardzo dobrym stanie. Całość była jednak niemiłosiernie wręcz brudna, konieczne okazało się więc porządne (i kilkukrotne) mycie.

W przypadku rattanu nie bójcie się go w razie potrzeby zamoczyć - całkiem dobrze to znosi, a czasem to jedyny sposób na porządne oczyszczenie. Mokry rattan staje się elastyczny, łatwo więc wówczas go w razie potrzeby wyprostować/uformować. Poniżej - ciekawostka - ten widoczny brudek to nie pierwsze, a... trzecie mycie (z użyciem rewelacyjnego Froscha sodowego - to nie reklama, to środki są po prostu fantastyczne!).

Kiedy całość wyschła, przyszła pora na trudne decyzje. Co prawda próbowałam kiedyś wyplatania, ale to takie podstawy podstaw i nie sądzę, bym zdołała go naprawić - szkoda, ale tak bywa.

Zaczęłam od obcięcia zdekompletowanych koralików.

Ponieważ są spore i mają ciekawy owalny kształt - postanowiłam je zachować do innego projektu (a jakże ;)

Małymi i ostrymi nożyczkami dokonałam dzieła zniszczenia (tudzież przyszłej kreacji ;), wycinając najbardziej wystającą, uszkodzoną część. W podobnych przypadkach - na początku lepiej wyciąć mniej i później poprawić, niż od razu ciachnąć za dużo ;)

Poniżej dobrze widać, co nadaje się do cięcia w drugim podejściu ;)

Okrągłe lustro, które wykorzystałam, jeszcze niedawno można było kupić w Action (choć przyznaję, że rozeszły się jak ciepłe bułeczki, zapewne z powodu zawrotnej ceny 8,99 zł). Były jeszcze kwadratowe - tu podrzucę Wam inspirację na BOHO LUSTRO Z RAMĄ Z TRZCINY ;)

Już od pierwszej przymiarki wiedziałam, że będzie się wprost idealnie nadawało.

Do połączenia obu elementów wykorzystałam absolutnie niezawodną czarną taśmę  naprawczą Tesa Universal Extra Power. 

Jeżeli oburza Was ten pozór prowizorki - bądźcie spokojni - po pierwsze, lustro na ścianie wisi na swoim oryginalnym uchwycie do zawieszenia. Po drugie - ta taśma jest kosmicznie wręcz solidna. Po trzecie - mam na ten rattan jeszcze jeden pomysł, więc wolałam uniknąć zabrudzenia całości klejem.

A oto i efekt końcowy!
Jak Wam się podoba?











4 komentarze:

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.