Farby kredowe - obalamy mity. Kamerdyner jako wieszak na ubrania.

Nie jestem ekspertką i nie będę na nią pozować- malowaniem mebli zajmuję się hobbystycznie i na własny użytek, względnie przekonana jękami znajomych. Mimo wielu dostępnych na rynku farb kredowych, sama przetestowałam tylko trzy marki. Nie stałam się też ich zagorzałą fanką, choć dostrzegam w nich wiele zalet.
Mam wrażenie, że narosło wokół nich- zwłaszcza jeśli chodzi o farby Annie Sloan (wielki plus za genialny marketing;)- wiele mitów. Gotowi na rozprawienie się z nimi?

Z którymi markami sama miałam do czynienia? To kolejno Autentico, Annie Sloan i - ostatnio - Ambietne Chalky Colours. I w odniesieniu do wszystkim mam podobne spostrzeżenia, choć akurat pierwszymi malowałam najwięcej, więc głównie na pracy z nimi opiera się moje doświadczenie;)

Największą zaletą farb kredowych jest brak konieczności przygotowania podłoża przed malowaniem - odpada więc konieczność zdzierania starego lakieru i żmudnego szlifowania. Czy jednak na pewno wystarczy meble umyć i odtłuścić przed malowaniem? Nie zawsze - przy meblach malowanych z przecierkami czy postarzanych - takiej konieczności nie ma. Jednak chcąc finalnie osiągnąć gładką powierzchnię - choćby wstępne szlifowanie i wyrównanie powierzchni jest niezbędne.

Idealnej przyczepności do podłoża też nie możemy być do końca pewni - na politurowanych meblach, a w przypadku szafy w pokoju Kornelki- także jedynie lakierowanych - pędzel ślizgał się po powierzchni, co znacznie osłabiało krycie i konieczne okazało się położenie 4-5 warstw plus jedna dodatkowa na początek- czyli primer. Więc i tu obalam mit - primer jest dodatkowym kosztem, a w tym konkretnym przypadku nie pomógł. Wątpliwości mam też w odniesieniu do malowania mdf-u komody- po położeniu primera i dwóch warstw farby krycie ciemnego brązu okazało się tak słabe, że odpuściliśmy i pomalowaliśmy całość - już bez problemów- emalią Supermal.

Brak żółtych plam na pomalowanych na biało meblach. Tak, to prawda, w naszym przypadku w 100%,  z tym jednak zastrzeżeniem, że używaliśmy primera. 

Primer to konieczność przy wszelkiego rodzaju powierzchniach innych niż surowe drewno- zwłaszcza, gdy malujemy na biało. To moja prywatna opinia. Dlaczego taka? Przemalowując meble, zwłaszcza stare, często nie znamy ich historii - mogły być czymś zalane, zatłuszczone, przechowywane w wilgoci- i może być tak, że gołym okiem tego nie widać. Choć tak naprawdę nawet malując deskę prosto z tartaku nie mamy pewności, czy nie pojawią się żółte plamy od żywicy- a te do estetycznych nie należą. Użycie primera minimalizuje ryzyko takiej niespodzianki.

Niezwykła wytrzymałość to trochę chwyt marketingowy - po niemal roku użytkowania stwierdzam, że sekret nie tyle tkwi w farbach, co w woskowaniu, a nawet przeprowadzane regularne co półtora-dwa miesiące nie jest gwarancją braku odprysków czy rys. Na szafie istotnie prawie ich nie ma, ale jest ona najmniej eksploatowanym meblem. W przypadku blatu sekretarzyka przy każdym woskowaniu mieszam z woskiem trochę białej farby i w ten sposób je usuwam, więc np. do pomalowania biurka nikomu ich nie polecę. Moje słynne turkusowe krzesło w przedpokoju także jest często używane i - mimo regularnego woskowania- zwłaszcza na oparciu i podłokietnikach- farba najzwyczajniej się wytarła- póki co nie jest to zbyt widoczne, ale z bliska dostrzegalne.

Łatwe malowanie - kolejna rzecz, z którą się nie zgodzę- choć podkreślam, że mam na myśli dążenie do uzyskania gładkiej powierzchni. Farby- bez względu na markę- są bardzo gęste i malowanie wałkiem jest dość uciążliwe (a pędzel zostawia niechciane smugi). Można je oczywiście rozcieńczyć wodą, ale słabnie wtedy krycie i trzeba położyć więcej warstw.

Nie mają zapachu - Autentico i Ambiente - prawda lub inaczej - jest bardzo delikatny i niedrażniący. Annie Sloan - mit. Zapach nie jest szczególnie intensywny, ale dość charakterystyczny, jakby lekko oleisty? Mi osobiście nie odpowiada, choć na plus przemawia to, że szybko się ulatnia.

Schną bardzo szybko, wręcz błyskawicznie, ale ewentualne zacieki stosunkowo łatwo zeszlifować drobnoziarnistym papierem.

Szybsze efekty niż w przypadku malowania innym typem farb- to MIT. Jedynym ułatwieniem jest możliwość przystąpienia do pracy bez szlifowania. ALE!
- dla uzyskania idealnie gładkiej powierzchni potrzebujemy nieraz nawet czterech czy pięciu warstw
- jeśli chcemy zwiększyć przyczepność farb i zapobiec możliwości powstania żółtych plam - wskazane jest użycie primera
- pomalowaną powierzchnię musimy zabezpieczyć minimum dwoma warstwami wosku, każdą trzeba wypolerować czy wyszczotkować
- nie wystarczy powtarzać woskowanie raz w roku - na meblach mocno eksploatowanych absolutne minimum to 3 miesiące
- szlifowanie - choć ma zdecydowanie mniej "brudną" formę - jest zalecane między pierwszym a drugim woskowaniem.
I w ten sposób okazuje się, że zamiast np. nałożyć dwie, w porywach trzy warstwy starej dobrej emalii do drewna i metalu (a w praktyce do niemal wszystkiego) - już na wstępie czeka nas tych warstw minimum sześć (przy założeniu 1x primer, 3x farba, 2x wosk).

Utrzymanie w czystości - w dziecięcym pokoju jest z tym mały problem i prowadzi do wiecznego latania ze ścierką i woskiem. Powierzchni pomalowanej kredówką i zawoskowanej nie można po prostu umyć czy wręcz wyszorować- wskazane jest ścieranie na sucho. W przypadku kurzu - proste. Schody zaczynają się przy soku (zwłaszcza marchwiowym;), lodach czy czekoladzie. Najpierw ścieram ile się tylko da- na sucho, później lekko wilgotna gąbeczka, wycieranie do sucha i przetarcie woskiem. Choć generalna zasada jest taka, że jemy wyłącznie przy stole - wpadki się zdarzają. 

Cena - jak za farby, z którymi jest sporo zachodu - dość znaczna:

Autentico - 120 zł/l farby plus 120 zł/l primera plus 45 zł/370 ml najzwyklejszego bezbarwnego lub brązowego wosku (biały to już 65 zł, metaliczny- 120). Tester, czyli 100 ml farby kosztuje 35 zł.

Annie Sloan - 145 zł/l farby plus wosk 55 zł/500 ml (cena za bezbarwny lub 30 zł/ 120 ml za różne rodzaje wosków do stylizacji) plus (tego preparatu nie znałam i nie używałam) - lakier zabezpieczający 60 zł/ 250 ml (wydajność opakowania to 2,5m2). Tester 100 ml - 30 zł.

Ambiente - 25,9 zł / 250 ml farby plus 25,9 zł /250 ml - Podkład Związujący plus wosk 25,9 zł / 250 ml.

Czy mogę farby kredowe zdecydowanie polecić lub odradzić? Polecam, gdy zależy Wam na meblach w stylu schabby czy osiągnięciu efektu mocnego postarzenia, a widoczne ślady pędzla traktujecie jako zaletę. Jeśli dodatkowo malowany mebel głównie stoi i nie jest mocno eksploatowany (np. komoda) - sprawdzą się na pewno. Jeśli jednak chodzi o nietapicerowane krzesła czy blaty- wszystko używane codziennie przez wiele godzin, także przez dzieci i istotna jest dla Was łatwość utrzymania ich w czystości - odpuśćcie i kupcie emalię do drewna i metalu. 

Swoje doświadczenia z pierwszego większego malowania farbami kredowymi zebrałam tu - AUTENTICO - PRIMIER, FARBA, WOSK - mogą się Wam przydać, gdy dopiero zaczynac przygodę z tym rodzajem farb.

Jeśli wciąż się zastanawiacie - na pewno przydatne mogą okazać się trzy wpisy:
* Przewodnik Małgosi z Odnawialni to prawdziwe KOMPENDIUM WIEDZY O FARBACH KREDOWYCH
* Agnieszka zdała świetną i szczerą RELACJĘ Z UŻYTKOWANIA KUCHNI MALOWANEJ FARBAMI KREDOWYMI
* Paula zmierzyła się z nimi przy ODNAWIANIU STARYCH DRZWI

A jakie są Wasze doświadczenia z farbami kredowymi?
Jakich marek używacie?
Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami:)


Dzisiejszym bohaterem miał jednak być kamerdyner;)
Trafił do mnie jakieś trzy lata temu i długo nie miałam na niego pomysłu - tak długo, że nawet wystawiłam go na blogowej wyprzedaży i nie znalazł amatora. Ba! Zdążył w międzyczasie zaginąć i wrócić do mnie - więc jak nic byliśmy sobie pisani. Przypomniałam sobie o nim ostatnio, bo dostałam pięć zapytań, czy oferta, zagubiona gdzieś w czeluściach bloga, wciąż jest aktualna;) Cóż - nie jest;)

Marka ApaPolska jakiś czas temu poprosiła grupę blogerów o przetestowanie produktu w fazie komponowania receptury - nie wiedzieliśmy, jakie to farby, chodziło o wrażenia z użytkowania. Niedawno farby trafiły na rynek jako Ambiente Chalky Colors - akrylowe farby kredowe, w gamie 28 kolorów. A na mnie czekała przesyłka z niespodzianką;)

Oczywiście kusiło jak najszybsze przetestowanie i przypomniał mi się kamerdyner- zabrałam się więc do pracy.
Poszłam po linii absolutnie najmniejszego oporu - jedynym przygotowaniem przed malowaniem było umycie stojaka ciepłą wodą z płynem do naczyń i odczekanie, aż całość wyschnie.
 Farby sprzedawane są w plastikowych, szczelnie zamykanych pojemnikach o pojemności 250 ml. Ze względu na wysoką wydajność jest to ilość w zupełności wystarczająca do pomalowania kilku małych lub jednego sporego mebla - a cena jest niższa niż za stumililitrowy tester Autentico czy AS. Otwarcie i ponowne zamknięcie jest prostsze niż w przypadku puszek dzięki małemu uchwytowi. Farba ma naturalną tendencję do lekkiego rozwarstwiania się i wytrącania na dnie osadu, konieczne jest więc intensywne wstrząśnięcie przed użyciem.
 Ponieważ farba jest bardzo gęsta, a nie chciałam jej rozcieńczać, by sprawdzić, jak dobre ma krycie - malowanie wałkiem szło na początku opornie, ale tylko do momentu, gdy wałeczek dobrze nią przesiąknął. Poniżej widzicie efekt po położeniu zaledwie jednej warstwy i bez stosowania podkładu związującego.

Kamerdyner miał dwa tajemnicze otwory, podejrzewam, że po jakimś dodatkowym drążku. Zamiast je zaszpachlować- postanowiłam wykorzystać, musiałam jedynie przewiercić je na wylot, a później zamontowałam w nich ceramiczne gałki.
Całość zabezpieczyłam bezbarwnym woskiem. Trochę dziwnie się z nim pracuje, nie jest bowiem zbyt gęsty, Najłatwiej nakładać go miękką szmatką i od razu polerować. Olbrzymim plusem tej metody jest niepowstawanie nieestetycznych zgrubień ze źle roztartego wosku.

Tak gotowy stojak prezentuje się w POKOJU KORNELKI - na jednej z facebookowych grup zarzucono mi, że to tylko kolejny zbędny gadżet w mocno przeładowanym pokoju (dostało się też "zagracającemu" wszystko fotelowi i "wprowadzającemu chaos" domkowi dla lalek). I wiecie co? To prawda i mnie także nachodzą myśli, że mogłoby być wszystkiego mniej i byłoby bardziej katalogowo. Ale zabrać dziecku ulubiona zabawkę czy sobie wygodny fotel do czytania tejże dziewczynce bajek? W imię czego? Designu? Pustych pochwał od zupełnie obcych ludzi? Na większą estetykę - mam nadzieję- przyjdzie jeszcze czas. Teraz to ma być dziecięcy świat, w którym Kornelka czuje się swobodnie. A czuje się na pewno:)
Ale kamerdynera nie oddam - wieczorem szykujemy na nim zestaw ubraniowy na kolejny dzień, co rano zdecydowanie ułatwia życie;)



You May Also Like

23 komentarze

  1. Przyglądam się tym farbom już od jakiegoś czasu. Dziękuje za tak rzetelny wpis, bo większość osób pisze tylko o zaletach farb kredowych. Od dawna już podejrzewałam, że więcej w tym marketingu i mody niż użyteczności. Mnie od kupna odstraszała jak dotąd cena oraz woskowanie. Z zasady nie lubię sobie dokładać pracy, a mamy obecnie tak duży wybór farb do drewna i metalu, których nie trzeba konserwować, dbać o nie jakoś szczególnie po malowaniu, że można sobie odpuścić farby kredowe :)
    Podoba mi się również twoje podejście do pokoju córki :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emilia, mój mąż ma swoją teorię odnośnie tych zachwytów - skoro się już tyle pieniędzy na farby wydało, głupio się przyznać, że nie są tak idealne, jak mówią reklamy;) Tak naprawdę to dobre farby, tylko przekłamaniem jest twierdzenie "idealne przyczepne do każdej powierzchni bez szlifowania" - i w tym cały problem. Do większości mebli o wiele lepiej sprawdzą się emalie albo wręcz zwykłe farby akrylowe - a są wielokrotnie tańsze.

      Usuń
  2. Co do oceny pokoju Twojej córki, to zgadzam się z Tobą całkowicie. Cóż Ci po ocenach kompletnie obcych ludzi. Poza tym mieszkanie jest dla nas, a nie my dla mieszkania. Pewnie, że trzeba o nie dbać. W ładnej przestrzeni chętniej się przebywa, chętniej zaprasza się do niej gości. Ale przede wszystkim ma nam służyc.
    A co do farb kredowych, to próbowałam farby AS i byłam nimi zachwycona. Po roku użytkowania fotela musiałam go przemalować, o czym pisałam na swoim blogu. Więc masz rację- do dekoracyjnych rzeczy jak najbardziej, do użytkowych używam teraz emalii akrylowych.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ella, podeślij link do posta z fotelem - czytelnikom będzie łatwiej trafić, a czym więcej opinii, tym lepiej:)

      Usuń
    2. Proszę bardzo :)
      http://capsellaelli.blogspot.com/2016/04/jak-samemu-przetapicerowac-fotel-diy.html

      Usuń
  3. Ładny kolorek. A farby kredowe są genialne. I te ich kolory.... Ja uzywam bardzo często. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie aż tak nie urzekły, choć kolory faktycznie zachwycają:)

      Usuń
  4. Moje meble kuchenne przemalowane AS trzymają się ok już 3 rok. Faktura farby, faktycznie specyficzna. Jeżeli zależy nam na gładkiej powierzchni nie polecam. Mankamentem są szafki, które umieszczone są nad kuchenką. Farba zżółkła i to dość szybko. Już ją poprawiałam akrylówką. Mam niewielkie doświadczenie z farbą kredową robioną domowym sposobem i muszę przyznać, że nie widzę różnicy a nawet powiem, że wygląda po czasie lepiej niż oryginał, no i cena znacznie niższa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem nawet, że ta domowo przez rok świetnie sprawowała mi się na balkonie - nawet na zimujących tam fotelach - dopiero druga zima sprawiła, że farba złuszczyła się niemiłosiernie i teraz trwa przywracanie mebli do życia:)

      Usuń
  5. /refreszing/
    Jak już pisałam, kompletnie nie rozumiem, i żadne pieniądze mnie nie przekonają, fenomenu farb kredowych i ich ceny (!). "Maluję" meble od 13 lat. I uczciwie powiem, po testach, farby akrylowe (polskiego nomen omen producenta), sprawdziły się na najlepiej. Dekorala nic nie przebije, ani farby kredowe, ani farby z motylem, ani Śnieżka (przykro mi, wielkie nie). Cena jest najbardziej przystępna. Mam meble sprzed 5,8 lat, i są nie do ruszenia. Serio! Zero impregnacji i innych specyfików. Kredówki nie dość, że drogie, to wszystkie te OKOŁO zakupy, specjalny pędzel, wosk, pożerają tylko kasę z portfela. Dla mnie- NIE. Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula, niech Ci nie będzie przykro;) Śnieżkami maluję od półtora roku i jestem zadowolona tak, że inne już mnie nawet nie ciągną:) A dekorala po prostu nie znam jako farby do mebli, do marki zniechęciły mnie natomiast farby do ścian. Jednak komu jak komu - ale Tobie w kwestiach refreszingów ufam bez zastrzeżeń, więc jeśli mówisz, że nie do zdarcia - to nic ich nie zedrze:)

      Usuń
  6. Ja też jestem za akrylami. Za kredowymi przemawia jedynie matowość,ale wytrzymałość bez porównania. Używanie primerów jest i tak konieczne i nie nadają się do użytkowych powierzchni. Działa na nie woda, tłuszcz, pozostają plamy, a na podwórku w ogóle odlatują. Niektóre meblemusiałam przemalowywać jeszcze raz.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie akurat sama matowość aż tak nie przemawia i jedyne, co je w miarę ratuje, to przyjemna powłoka po woskowaniu. Ogólnie więcej raczej ich nie kupię, chyba że znajdę kolor tak kuszący, że nie znajdę podobnej emalii;)

      Usuń
  7. Ja nie mam takich zdolności ale czasem też coś przemaluję:)))śliczny wieszak:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba kwestia nie tyle zdolności, co determinacji, żeby coś zmienic😉

      Usuń
  8. Gratulujemy projektu, wieszak rzeczywiście zyskał pod wpływem pastelowego koloru :-) Dziękujemy też za przypatrzenie się farbom kredowym na rynku - w tym naszym. Oraz za miłe słowa pod adresem naszego marketingu ;-) Tyle, że Annie stworzyła swoją farbę kredową 25 lat temu - nie byłoby to możliwe gdyby za obietnicami nie szła jakość. I wiedza :-) Farby Annie Sloan mają mnóstwo różnych możliwości zastosowania i można użyć ich do bardzo różnych technik i o tym opowiadamy na warsztatach, które regularnie organizujemy w naszych autoryzowanych pracowniach. Jeśli tylko miałaby Pani ochotę zweryfikować swoje doświadczenia – jesteśmy otwarci i zapraszamy Panią do bezpłatnego udziału w wybranych warsztatach. Prosimy o kontakt w tej sprawie na wspolpraca@farbyanniesloan.pl Pozdrawiamy serdecznie!

    PS. Skoro o wiedzy mowa... rada techniczna co do wosków: radzimy woskować raz na...półtorej roku, dwa lata :-) Wosk rozpuszcza wosk, świeżo położony dojrzewa do swojej pełnej odporności nawet kilka tygodni, a wiec paradoksalnie to wlasnie częste woskowanie być może mści się na odporności na zarysowania danego mebelka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością skorzystam z zaproszenia- uwielbiam uczyć się nowych rzeczy ☺ Bardzo możliwe, że to mój błąd - jednak farby kremowe mogą nie być najlepszym wyborem w pokoju żywiołowego dziecka😉

      Usuń
  9. Przeczytałam wnikliwie, bo rzeczywiście opisałaś szczegółowo swoje doświadczenia.
    Ja maluję kredówkami od 3 lat, zaczęłam od uczestnictwa w warsztatach bo jest wiele technik malowania tymi specyficznymi farbami w zależności co się maluje, jakie podłoże i jaki efekt chce sie uzyskać. Pomalowałam od tego czasu dziesiątki mebli i nadal zdarza się, że kolejny stary mebel zaskakuje mnie niechcianymi niespodziankami. Mam dwuletnie meble których blaty sa intensywnie używane. Zostały zawoskowane 3 razy - zgodnie z wiedza z warsztatów. Jak na każdych meblach, używam podkładek np. pod gorące kubki. Zresztą do powierzchni mocno używanych można farby kredowe pokryć lakierem lub werniksem. Uważam podobnie jak TY że malowanie farbami kredowymi nie jest łatwe, bo rzeczywiście potrzebna jest solidna wiedza co, jak i w jakiej kolejności wykonać aby uzyskać trwały efekt. Dlatego polecam udział w warsztatach. Ja miałam okazję malować Annie Sloan, Autentico a teraz od dłuższego czasu używam AMAZONA oraz farby kredowo olejowe Byta-yta. Cały czas poznaję nowe możliwości i po 3 latach doświadczenia i testowanie różnych technik otworzyłam własny sklep z tymi farbami. Znam ich wady i zalety, a mając do wyboru parę rodzajów farb mogę pomóc dobrać rzetelnie farbę do konkretnego celu bo prawdą jest że farby kredowe-wbrew reklamom- nie są do wszystkiego i nie każdemu można je polecić. Czasem akrylowe sa rzeczywiście lepsze. Pozdrawiam z Przytulnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa,dziękuję za taką wyczerpującą wypowiedź ☺ tych olejowo-kredowych nie używałam, choć kiedyś na pewno spróbuję. Wydaje mi się, że to po prostu farby,które musisz poznać i pokocha albo trzymać się z daleka 😉

      Usuń
  10. Nie ma wielkich doświadczeń z farba kredową, ale pokusiłam się, bo opisy kusiły. I przyznam, że biała nie spełniła tych wszystkich wyimaginowanych oczekiwań. Za to szarość kryla prawie błyskawicznie. Jednak na koniec wróciłam do moich farb:) A tak w temacie oceny pokoiku dziecięcego, to widzę po swoich dziewczynkach, że to ich świat. I choć my dorośli coś nakreślamy, jakiś wstępny styl, to dzieci same modelują swoją przestrzeń i nie zawsze to musi nam odpowiadać. Tak jak piszesz- to nasze dzieciaki muszą czuć się w tym pokoiku dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- jako rodzice czasem jednak o tym zapominamy- dobrze, że dzieci i tak robią po swojemu😉

      Usuń
  11. Prowadząc warsztaty malarskie z użyciem farb kredowych, śmiało stwierdzam iż 80% osób które mają pierwszy raz styczność z tymi farbami zakochuję się w nich:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ilona, ale czy są na rynku inne farby, które nie po których użyciu mebel nie będzie się błyszczał tylko będzie matowy?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.