Szlifowanie/matowienie przed malowaniem - tak czy nie? Shabby metamorfoza etażerki.

Malowanie mebli staje się coraz popularniejsze, a taki upcykling nie tylko odciąża portfele,ale też pozwala na stworzenie wielu wnętrzarskich perełek. Często to pozostałości dawnego, solidnego rzemiosła, z których jakością nijak może się porównywać współczesna masówka.

Poddawane metamorfozom meble bywają w różnym stanie i nie zawsze, mimo najszczerszych nawet chęci, da się je przywrócić do stanu pierwotnego bez wydawania fortuny na profesjonalną renowację. I o ile żal mi np. mahoniowej biedermeierowskiej sekretery we wciąż lśniącej politurze, którą ktoś z uporem maniaka pomazał na chippy look, to większość mebli w powszechnym obrocie antykami nie jest i nie mam skrupułów. 

Wśród pytań, które mi zadajecie, na początku zawsze pojawia się jedno - czy trzeba szlifować meble przed malowanie? Wiem, że najchętniej słyszaną odpowiedzią jest "nie", jednak to nie tak oczywiste.

Producenci większości farb kredowych zapewniają, że można ten etap pominąć. Ale czy na pewno?

Myślę, że nie. Sporo już mebli wyszło spod moich i Marcina pędzli i wiem jedno - tam, gdzie poświęciliśmy sporo pracy i czasu na dobre przygotowanie przed malowaniem - NIGDY nie było potrzeby poprawek.

Na początek - co rozumiem przez szlifowanie? To pozbycie się wszystkiego, co pokrywa dany mebel - politura, lakier, farba - i dotarcie do surowego drewna. Żmudne i często uciążliwe, jednak gdy powierzchnia pełna jest udprysków czy łuszczącego się lakieru - absolutnie niezbędne. Matowienie natomiast to taki level niżej - kontrolowane zarysowanie powierzchni mebla, umożliwiające uzyskanie lepszej przyczepności dla farby. Dziś kilka słów o nim na przykładzie małej etażerki zrobionej na szaro. Gotowi?

Mówiąc najprościej - czym powierzchnia mebla bardziej gładka/błyszcząca/w większym połysku, tym przyczepność farby będzie mniejsza. Dziś skupmy się na kredówkach- z nimi meblowe metamorfozy są najprostsze. 

Jeśli powierzchnia jest w dobrym stanie, często możemy zrezygnować ze szlifowania. Osobiście jednak uważam, że powinniśmy poświęcić kilka minut na zmatowienie mebla - pozwoli to uniknąć efektu ślizgającego się pędzla i finalnie oszczędzimy sporo czasu.

Czym zmatowić mebel?

Możemy rzecz jasna użyć szlifierki, ale często wystarczy papier ścierny w arkuszach - przy płaskich powierzchniach ułatwimy sobie zadanie nakładając go na drewniany klocek. sprawdzi się też wata stalowa lub kostka ścierna (gradacja 80-120)

Matowienie przeprowadzamy długimi ruchami w jednym kierunku, przy meblach drewnianych - wzdłuż słojów.

Zmatowioną powierzchnię odpylamy i odtłuszczamy - wystarczy ciepła woda z płynem do mycia naczyń.
Przed przystąpieniem do malowania mebel musi dobrze wyschnąć. Upewnijmy się też, że na powierzchni nie zostały żadne pyłki czy np, sierść domowego zwierzaka.

I to wszystko. Serio. Cały sekret przygotowania mebla przed malowaniem - przypominam jednak, że dotyczy to tych stosunkowo mało zniszczonych.

Już przy szmaragdowym stoliku polecałam Wam metodę malowania wilgotnym pędzlem, co pozwala uniknąć ciągłego rozcieńczania z natury przeważnie dość gęstych farb kredowych. Po raz kolejny zaufałam marce Vittorino, tym razem wybierając kolor grafitowy. Farbę przed malowaniem należy dobrze wymieszać.

Nie cierpię, gdy przemalowując mebel - spód zostawia się nie zmieniony. Może to zepsuć efekt nawet najlepszej metamorfozy. Dlatego gdy tylko rozmiary malowanego mebla na to pozwalają, zaczynamy od postawienia go do góry nogami i pomalowania spodniej części. 
W przypadku farb Vittorino często już jedna warstwa zapewnia idealne krycie, tu- ze względu na obłe kształty- w niektórych miejscach potrzebne były dwie.

Po wyschnięciu farby wybrałam szablon - by się nie powtarzać ->TU znajdziecie instrukcję krok po kroku jak namalować wzór z użyciem szablonu. Najważniejsze to zamocowanie go w sposób uniemożliwiający przesuwanie się.


Na koniec zastosowałam bardzo uproszczoną technikę przecierek - niemal suchym pędzlem gąbkowym przetarłam białą farbą brzegi i zaokrąglenia. 
Uchwyt nie jest tym docelowym - przemalowałam pierwotna wersję, by sprawdzić, czy biały będzie tu pasował. Jak myślicie? Według mnie jest dobrze :)

Tak prezentuje się niemal skończona etażerka. Niemal, bo wciąż się waham, czy zdecydować się na wosk (uwielbiam to wykończenie!) czy znacznie bardziej praktyczny matowy lakier. Może coś doradzicie?

Zestawienie "przed i po" zwykle najlepiej pokazuje, czy metamorfoza się udała, więc i teraz nie może go zabraknąć.

Muszę się przyznać - to mój pierwszy mebelek zmalowany w szarości i bieli, więc bądźcie dla mnie łaskawi. W zamian mam dla Was jeszcze kilka zdjęć.





Miłego dnia :)





You May Also Like

10 komentarze

  1. Śliczny mebelek, pomysł z białymi przetarciami dodaje mu uroku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę nie byłam przekonana co do tego rozwiązania, jednak finalnie jestem z niego bardzo zadowolona:)

      Usuń
  2. Juz kilkanascie lat poddaje meble malowaniu ( jeszcze nikt wtedy nie uzywal farb kredowych) i zawsze, ale to zawsze malowanie zaczynam od spodu 😊Dla mnie mebel jest skonczony , jak pomalowany jest caly☺Dotyczy to rowniez srodka , no chyba ze klient zyczy sobie pozostawic srodek w pierwotnym stanie😊.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię te z pomalowanym wnętrzem 😊 Wyjątek mogę zrobić w szufladach dla ładnej tkaniny papieru czy tapety😊

      Usuń
  3. Piękny efekt, wzór wygląda jak najpiękniejsza serwetka :) hehe, no tak, szlifowanie to najmniej wdzięczny etap nadawania nowego życia meblowi, miałam nadzieję, że farby kredowe rozwiązują ten problem. Szkoda, ze nie do końca tak jest :) ale, jak się robi, to trzeba zrobić to porządnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W bardzo dużym stopniu - rozwiązują. Oczywiście przy stylizacji chippy czy shabby - niewielkie nierówności są wręcz pożądane, więc i nie jest konieczne zrywanie wszystkiego do surowizny☺

      Usuń
  4. Z tym wzorem wygląda nieziemsko!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna metamorfoza. Etażerka zdecydowanie dostała drugie życie i to w jakim wydaniu! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój ukochany też mi ostatnio podobną półkę przytargał do domu! <3
    Lubię te kształty!
    Wystarczy troszkę serca, odrobinę koloru i już jest pięknie - jak u Ciebie!
    Ja jeszcze się nie wzięłam za moją!
    Ale ty mnie motywujesz! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo proszę o radę.Kupiłam piękny stary,dębowy stół ludwikowski.Docelowo chcę go wypiaskować,a potem myślę o zawoskowaniu woskiem wybielającym.Niestety stół wydziela dziwny,przykry zapach.Nie jest to stęchlizna...raczej taki smrodek rybi połączony ze starym olejem.Wymyłam stół ciepłą wodą z mydłem,potem wodą z octem,trzeci raz samym octem.na końcu rozsypałam sól na blacie....i nic.Smrodek jak był,tak jest.Czuję go w całym pokoju,jest nie do zniesienia.Czy jest jakiś sposób na zlikwidowanie go?Czy piaskowanie pomoże?Bardzo dziękuję za wszystkie pomocne porady. Jolanta

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.