Grasz w zielone? nieSzablonowa metamorfoza stołeczka.

Miłość do staroci przybiera u mnie dziwne formy. Czasem czym bardziej coś brzydkie, tym bardziej ciągnie mnie w tamtą stronę. Już nawet nie próbuję z tym walczyć, tylko przygarniam do piersi i pracowni te wszystkie bidulki, których nikt nie chciał . Jest w tym poczucie misji - dać nowe życie - czasem drugie, czasem dziesiąte, ale na pewno lepsze od tego, w którym go znalazłam.

Tak też było z tym stołeczkiem - przygarnęłam bidula za przysłowiowego piątaka. Może niezbyt piękny, ale stabilny i bez drewnojadów - u mnie tyle wystarczy, by się nad czymś pochylić. 

Mały stołeczek czy taborecik to dla mnie absolutny domowy must have. Ułatwia chociażby sięganie do najwyższych półek w kuchennych szafkach czy szafie - bez konieczności biegania za każdym razem po drabinę.

Swój wyszorowałam celem odtłuszczenia - wodą z płynem do naczyń, pozwoliłam wyschnąć i zabrałam do malowania farbą kredową. Przy ciemnych kolorach i niezbyt podejrzanej powierzchni przeznaczonej do malowania można pokusić się o rezygnację z podkładu, choć przy większych i cenniejszych meblach tego nie polecam. Tu zdecydowałam się na kolor szmaragdowy, specjalnie dla mnie nieco przyciemniony (Agnieszka, dziękuję:). Wg. mnie najlepszy efekt uzyskuje się malując mokrym pędzlem - nie zostawia wyraźnych śladów, pozwala też delikatnie uwidocznić rysunek słojów.

Później wybrałam idealnie wręcz dopasowany szablon od HagArt i przymocowałam go taśmą maskującą do krzywizn Tesa - ostatnio korzystam niemal wyłącznie z niej. Świetnie trzyma, ale przy odklejaniu nie odchodzi razem z farbą, można ją stosować nawet na nierównych powierzchniach - dopasowuje się do wszelkich krzywizn.

Do namalowania wzoru wybrałam kolor miętowy. Podczas malowania z użyciem szablonów najlepiej sprawdza się okrągły gąbkowy pędzel. Nabieramy na niego niewielką ilość farby - musi być niemal suchy. Nadmiar farby będzie podciekał pod szablon i zniekształci wzór.

Cały szablon, tapując,  raz przy razie pokrywamy farbą.

Po skończonym malowaniu delikatnie odklejamy taśmę i zdejmujemy szablon zdecydowanym ruchem. Szablony myjemy w ciepłej wodzie z użyciem mydła bądź płynu, można pomóc sobie miękką gąbką.

Na górę wybrałam prostokątny duży szablon, nóżki ozdobiłam mniejszym okrągłym. 


Konstrukcję stołeczka wzmacnia solidna listwa pod spodem - górną część także pomalowałam na miętowo.

Ostatni etap to położenie półmatowego lakieru Fluggera. Lakier (poza matowym), podobnie jak wosk, wspaniale "wyciąga" kolory, nadaje im głębi i wyrazu. Choć urzekają mnie woskowane meble - założyłam, że w przypadku tego, na którym i w butach zdarzy mi się stanąć - trwalszy będzie lakier.

Niestety mamy małe problemy z elektryką - a co za tym idzie- także z oświetleniem w pracowni, ciężko więc uchwycić kolory, jednak poniżej niemal się to udało.

Na koniec nie może oczywiście zabraknąć zestawienia "przed-po".
 Mały, soczysty akcent ożywi wnętrze, a jednocześnie nie razi zbytnio w oczy.

A może się mylę?

A jak jest u Was? Macie swoje stołeczki-pomocniczki?

Albo inne sprytne rozwiązanie tego typu?

You May Also Like

22 komentarze