Wymarzony stoliczek, ocalona rama i takie jedno maleństwo:)

Dobry wieczór:)
 
Dzisiejszy dzień był pełen zadumy i myśli o Bliskich, których już z nami nie ma. A raczej tych,  którzy pozostali tylko i aż w naszych sercach. Choć w naszej Rodzinie pamiętamy o nich zawsze, nie tylko w te dwa listopadowe dni, często ich też odwiedzamy. Nie lubię szaleństwa panującego na cmentarzach rokrocznie w ostatnim tygodniu października. Tego szorowania zapominanych na 364 dni w roku grobowców, a później prawdziwej rewii mody 1 listopada. Och, wiem, życie pędzi jak oszalałe i nie każdy ma czas co tydzień jeździć na cmentarz. Ale czy naprawdę ten czas można znaleźć tylko raz w roku? Zresztą nie ma się co nad tym rozwodzić, w końcu to indywidualna sprawa każdego człowieka.
 
Wiankowo i stroikowo ostatnie dni były dla mnie pracowite, dziś pozwoliłam w końcu dłoniom odpocząć od drutów i iglastych gałązek. W końcu mogę też w spokoju nacieszyć się naszym nowym nabytkiem- stolikiem do kącika kawowego:) Długo szukaliśmy tego wymarzonego, od wielkanocnego piątku, kiedy to przyjechały do nas fotele z kanapą. Obejrzałam ich mnóstwo, ale przy każdym było jakieś "ale". I znów to M. wziął sprawy w swoje ręce i podczas wizyty w uroczym sklepie z antykami wynalazł takie cudo:
Rzecz jasna ja go właściwie nie dostrzegłam, no może tylko rzuciłam okiem z daleka i nawet byłam już gotowa kupić całkiem inny, na szczęście moja druga połowa okazała stanowczość:) Królują u nas meble kolonialne, to pierwszy antyk- pochodzi z połowy XIX wieku. Piękniś ów ma nogę dębową, a blat mahoniowy pokryty okleiną jesionową- ten jesion pojawił się w czasie renowacji. Według mnie- jest wspaniały i nawet nie przeszkadza mi, że nieco ciemniejszy od foteli. Styl zupełnie różny, dzielą je dłuuugie lata, ale całość jak najbardziej mi odpowiada:) Po cichutku liczę, że lada dzień mój kącik zostanie dokończony, bo i lampę już kupiliśmy (czeka na przypływ natchnienia, bo nijak nie wiemy, jak to cudo powiesić) i karnisz czeka na przywiercenie :) A tu jeszcze kilka zbliżeń:

 
 
Żaliłam się Wam niedawno, że spadł nam obraz i uszkodzeniu uległa rama. Trochę bałam się cokolwiek z nią robić, bo wiedzę w tej dziedzinie miałam więcej teoretyczną niż praktyczną, ale żal było patrzeć, więc zabrałam się do dzieła. Zdjęć "przed" ma tylko dwa i to kiepskie, ale wyglądało to mniej więcej tak:

Było też kilka  mniejszych odprysków, ale nie załapały się na zdjęcie. Zaczęłam od wymieszania wszelkich grudek w szpachlówce do gipsu i podobnych materiałów- jeśli mamy szpachlówkę uniwersalną lub nieznanego przeznaczenia, dobrze jest wymieszać ją z odrobiną talku. Najpierw przykleiłam te elementy, które nie rozbiły się w drobny mak, później starałam się odtworzyć brakujące.  Z braku maleńkich szpachelek posłużyłam się mini zestawem snycerskim, trochę bezmyślnie wrzuconym kiedyś w intermarche do koszyka, bo kosztował tylko 5zł:) I tak manipulując dłutkami "wyrzeźbiłam" w szpachlówce, ile tylko zdołałam;) Kiedy wyschła i stwardniała, zeszlifowałam jej nadmiar włókniną ścierną. Później całą ramę odtłuściłam rozpuszczalnikiem- oprócz pyłu i kurzu usunęłam też część starej farby, ale to tak mimochodem;) Całość pomalowałam ciemnobrązową emalią akrylową.

 
Na koniec planowałam użyć patyny, ale miałam już tylko resztkę, a jedyna jaką znalazłam kosztowała 45zł za 50ml, więc zaryzykowałam z najzwyklejszym w świecie złotolem Dragon- schnie niemal błyskawicznie i jest bardzo wydajny- podczas malowania trzeba go tylko często mieszać, a najlepiej wstrząsać. Nie wiem, jak tam z jego toksycznością, ale zżarł mi połowę pędzelka, więc lepiej pracować w rękawiczkach;). Efekt końcowy wygląda tak:

I tu jeszcze przy dziennym świetle:

I wiecie, co Wam powiem? Samej ciężko mi znaleźć uszkodzone miejsca, więc tym bardziej jestem z siebie zadowolona:)
 
Na koniec pochwalę się ostatnim starociowym znaleziskiem:


Maleństwo to ma trochę ponad 50ml pojemności i właśnie tym niewielkim rozmiarem mnie urzekło:)
A stoi sobie na obrusie wyszperanym w poprzednią sobotę w sh za całe 2zł. Przygarnęłam go ze względu na ponad 5 metrów  i cztery duże trójkątne wstawki przepięknej szydełkowej koronki i pierwotnie planowałam przeznaczyć na pocięcie, bo materiałowa część była strasznie zaplamiona, ale zabrudzenia udało się usunąć- jedyny problem to mała dziurka, ale myślę, że można by spróbować coś na niej wyhaftować- kiedy już mnie oświeci, pochwalę się efektami:)
 
Miało być dziś jeszcze o pigwowej konfiturze, z której zrobiła się marmolada i innych metamorfozach z pigwą w roli głównej, ale zwyczajnie już padam, a trzeba jeszcze wyczarować jakąś kolację, więc moimi pigwowymi poczynaniami podręczę Was następnym razem:)
 
 
Życząc słodkich snów- pozdrawiam Was cieplutko:)
Madelinka

You May Also Like

23 komentarze

  1. Ach, stolik do kawy jest wspaniały! A fakt, że pochodzi z połowy XIX wieku, dodaje mu jeszcze dodatkowej urody. Z pewnością siedząc przy nim czujesz się jak prawdziwa dama! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niewiele mam tego czasu na siedzenie, ale czuję się przy nim wspaniale:)

      Usuń
  2. Stolik cudny! Moje marzenie, tylko póki co u mnie nie ma gdzie stanąć, bo salon zamienił się w bawialnię Marcysi :-)
    Rama zrobiona po mistrzowsku!
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami też mam wrażenie, że bawialnia Kornelki jest wszędzie, ale do kącika kawowego na razie rzadko się zapędza:)

      Usuń
  3. Rzeczywiście, toż to same cuda, przepadam za takimi klimatami. Z radością wypiłabym u Ciebie kawę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, zapraszam, zawsze jesteś mile widziana:)

      Usuń
  4. ile wspaniałości:)miło się czyta Twoje zmagania i heppi endy przy niedzielnej kawce:)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihi, bo chwalę się tylko tymi, gdzie happy end faktycznie nastąpił;) Niebawem mam nadzieję przedstawić wynik starcia z nietypową gipsową ramą pękniętą na pół;)

      Usuń
  5. Kochana ja tez nie lubię tej rewii mody przed tym szczegolnym dniu. Ludzie zapominają ze to modlitwa i symbolicznie zapalone swiatelko jed najważniejsze. Stol... usmiechnelam sie piniewaz prawiw identyczny wypatrzylam sobie tylko inny kolor. Jest fantastyczny;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, w stoliczku idzie się zakochać:)
      A na ludzi zbytnio staram się uwagi nie zwracać, ale jednak czasami wszystko to mnie drażni:(

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. maleńka, ale co tam, duża nie byłaby już chyba tak ładna:)

      Usuń
  7. Nabytki wspaniałe, ale, ale.... Ty masz fach w ręku! Ta renowacja ramy fantastyczna!
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję:) Byłam przerażona, kiedy zobaczyłam ją poobijaną, a teraz znów cieszy oczy:)

      Usuń
  8. stolik się wpasował idealnie...
    ale ja świr bardziej się zachwycam nad tym, co Ty zrobiłaś z ramą!!! już czekoladowo-brązowa pięknie wyglądała, ale pozłocona nabrała blasku i elegancji
    a karafka? słodkie maleństwo...a wewnątrz się mi zdaje czy to różowe musujące winko? mniam by było ;)
    pozdrawiam ciepło!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest truskawkowe wino musujące made by Tatuś:D Żal mi było innych odkorkowywać, a to już było otwarte:)
      A zramy, cóż, wiem, że to brzmi nieskromnie, ale dumna jestem jak nie wiem co:D

      Usuń
  9. cudeńka ... i ten stolik istne marzenie pozdrawiam ciepluteńko

    OdpowiedzUsuń
  10. Stolik jest wspaniały, a wiesz co Ci powiem w sekrecie ... może i dobrze, że ta rama spadła .... ;) teraz wygląda cudownie :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Stolik piękny, rama wyszła świetnie, same cuda, brawo !!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.