Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stół. Pokaż wszystkie posty
Stół, który inspiruje. Leśne przyjęcie + przepis.

Stół, który inspiruje. Leśne przyjęcie + przepis.

Stół to coś więcej, niż tylko mebel.

Stół to miejsce - wspólnych posiłków, niekończących się rozmów, pracy, zabawy, tworzenia...

Stół to wspomnienia wielu stołów, przy których siedziałam - małych i dużych, starych i boleśnie wręcz nowoczesnych, zachwycających pięknem drewna i straszących plastikiem, rodzinnych i jednego dla dwojga dwa tysiące kilometrów od domu.

Stół był pierwszym meblem w nowym domu.

W każdym, który odwiedzam - on pierwszy przykuwa moją uwagę. 

Stoły to moja słabość i miłość, choć czuję, że TEN JEDYNY wciąż gdzieś na mnie czeka.

Nie zdziwicie się zapewne, że Bloggers Photo Meeting także zaczęło się od stołu;)

Proste surowe dechy plus koziołki (najtańsze Lerberg kupicie w Ikea już za 25 zł)- żaden inny na tej leśnej polanie nie prezentowałby się lepiej.

Black & gold DIY. Metamorfoza młynków z efektem WOW. Minimalistyczny... stół?

Black & gold DIY. Metamorfoza młynków z efektem WOW. Minimalistyczny... stół?

Czy moje przemalowane młynki zasługują na "WOW"? To już musicie ocenić sami. Mi wyjątkowo podoba się ta mała metamorfoza - i świetnie wpisuje się w mój pomysł na kuchnię , w którym ostatnio coraz częściej czerń i złoto dochodzą do głosu.
 
Część z Was wie, ze uwielbiam stare młynki - nieważne czy do kawy, czy pieprzu. Mam ich całkiem sporo, wszystkie sprawne, choć w ciągłym użyciu jest tylko część. Niektóre są do siebie bardzo podobne, bo gdy trafiają do mnie- wyznaję zasadę, że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda;)  Podobnie, gdy buszuję na starociach - gdy tanie, ładne i ze zdrowym drewnem- biorę, nawet gdy nie potrzebuję. Jak ten komplet znalazł się u mnie - już nie pamiętam. Ważne, że stał i się kurzył. Postanowiłam więc na nim poeksperymentować...
 
Wyszorowałam, przeszlifowałam lekko, odtłuściłam. Dlaczego to takie ważne? Zwłaszcza przy przedmiotach, które stały w kuchni, mogą się na nich osadzać drobinki nie tylko kurzu, ale i tłuszczu. W najgorszym stanie zwykle są te z domów z kuchenką gazową. Całe przygotowanie do malowania nie zajmuje dużo czasu, a zmniejsza ryzyko, że farba może spływać albo później się łuszczyć. Od środka, w otworki, przez które wylatują przyprawy, napchałam pocięte na kawałki wykałaczki i całość dodatkowo obkleiłam (bo nie wydaje mi się, by lakier, którego używałam, miał atesty do kontaktu z żywnością). A do malowania odkręciłam góry- każdy kawałek pokryłam lakierem osobno, nawet metalową zatyczkę do młynka- w ten sposób odpadła konieczność obklejania przy zmianie kolorów.
Zdjęć krok po kroku niestety nie mam, bo rzadko zabieram aparat do pracowni, zwłaszcza gdy pracuję ze sprayami. Jakich tu użyłam? Czarny to Lakier ogólnego stosowania, złoty - Lakier metaliczny połysk , oba z szerokiej oferty multisprayów Śnieżki.
 
Muszę Was ostrzec- jeżeli przedmiot, który malujecie ma jakieś niedoskonałości - metaliczne złoto jeszcze je uwypukli, na moim młynku widać to zwłaszcza przy dole. Mi nie przeszkadza, ale takie są fakty;)
I na koniec moje ulubione zestawienie;)
 
Niedługo zobaczycie inną metamorfozę- metalowego młynka. Dziś pokazuję jej skrót- finału nie ma, bo wszystko popsułam:
Jak?
Pierwszy błąd to użycie złotego sprayu Colours- w niektórych miejscach po prostu spływał, strasznie rozpryskuje się na boki i niestety ma bardzo intensywny zapach. Drugi błąd - za szybko zerwałam taśmę zabezpieczającą- choć może to jednak nie do końca moja wina- lakier spływając przesiąkł przez taśmę. Na szczęście błędy już zeszlifowane i jutro poprawiam Śnieżką. Na obronę pierwszego lakieru mogę tylko powiedzieć, że kolor ma piękny, są niemal identyczne.
 
 
Znów choruję- mam wrażenie, że sezon grypowy wokół mnie uparcie nie chce się skończyć. Jakimś pocieszeniem są coraz wyraźniejsze wiosenne symptomy;)

 
Choć wszem i wobec deklaruję, że minimalistką nie jestem, mój salon coraz częściej zdarza mi się tak w myślach określać, chyba więc będę musiała na nowo się określić;)
 Naprawdę jakoś coraz mniej mi potrzeba do wnętrzarskiego szczęścia i zamiast kupić coś nowego- co rusz z czegoś rezygnuję... A jak jest u Was ze stołami właśnie? Obrus? Bieżnik? Mnóstwo dekoracji? Czy stan surowy jak u mnie?