Klucz do szczęścia - do czego potrzebne nam hygge?

Kiedy kurier przyniósł mi zaproszenie na świętowanie otwarcia 2500 sklepu (Gratulacje!) i prezentację nowej kolekcji JYSK, pierwsze, co poczułam, to ekscytacja - zeszłoroczne wydarzenie zrobiło na mnie ogromne wrażenie - TU możecie przeczytać relację - JYSK Favourites. Ale, ale... Otworzyłam i... zdębiałam, zobaczywszy to jedno jedyne słówko, które od miesięcy słyszę stanowczo zbyt często ;)

Rok temu zaatakowało nas zewsząd - jedną publikację szybko zaczęły gonić kolejne, dziwnym trafem akurat w okresie przedświątecznym. I nagle zaroiło się od niego wszędzie - w reklamach, gazetach i oczywiście na blogach. 

O czym mowa?

Rzecz jasna o hygge.

Zachłyśnięcie i zachwyt szybko stanęły w opozycji do głosów "nie idę za tłumem, w nosie mam hygge", co świetnie pokazało, że Polacy kochają nowości, choćby po to, by je krytykować;)

Czym zatem jest to słynne, duńskie hygge?


Dla Duńczyków to styl życia, swoista filozofia, która uczy, jak żyć szczęśliwie - cieszyć się chwilą i czerpać radość z drobnych, codziennych przyjemności. Nie wzięła się znikąd - to raczej system pracowicie wypracowany w opozycji chociażby do depresyjnej pogody i chronicznego braku słońca - gdy na zewnątrz wszystko tak bardzo zniechęca, skupmy się na tym, co mamy obok - relacjach z bliskimi, własnych zainteresowaniach, wnętrzach, w których spędzamy najwięcej czasu.

Mam nieprzyjemne wrażenie, że wraz z komercjalizacją hygge - zatraciliśmy jego sens i to zanim na dobre zdążyliśmy go zrozumieć.

Nagle wszystko stało się hygge - koc/lampa/kubek/meble w stylu hygge (w tłumaczeniu na polski "koc w stylu szczęścia/samozadowolenia/dobrych relacji z bliskimi/bezcelowego snucia się po domu"- prawda, jakie to absurdalne?), hyggekapciehyggeświatłohyggekolacja, hyggewalentynki - i pal licho, że nawet językowo jakoś lepiej brzmiałoby dla mnie nie hygge, lecz hyggelig. Choć tu zastrzegam, że żadna ze mnie lingwistka, a rozważenia snuję hobbystycznie ;)

Źle reaguję na nachalny marketing i spłycanie pojęć na jego potrzeby, więc temat wyparłam - na równy rok. Tym razem zwyciężyła jednak ciekawość - jak Jysk - marka na wskroś duńska - podejdzie do tematu hygge? 

Zaskoczenie było duże i ku mojej radości - nader pozytywne. W przestronnym wnętrzu Babki do wynajęcia swoje miejsce znalazły wygodne kanapy, zachęcające do wypoczynku fotele i krzesła oraz - moi zdecydowani faworyci - tapczany Varbjerg (przyznajcie sami, czy pierwszym skojarzeniem w ich przypadku nie jest "toż to szezlong!"?). 


Jysk - i chwała mu za to! - nie zamierzał nas zanudzić tylko li mówieniem o hygge - zamiast tego stworzył świetne aranżacje, które pozwoliły poczuć ten klimat - zachęcające do wypoczynku, rozmów, kosztowania pysznych przekąsek. Pokazał, że nie chodzi tu o to, by "mieć", bo liczy się "bycie" - dobre, pełne życie w doskonałym towarzystwie.









Do dyskusji o postrzeganiu i przeżywaniu hygge Jysk zaprosił Mateusza Banaszkiewicza - psychologa zdrowia, Joannę Glogazę - specjalistkę od slow fashion oraz Czesława Mozila - po ponad dwudziestu latach mieszkania w Danii jak mało kto nadaje się do roli eksperta. 
W telegraficznym skrócie można powiedzieć, że hygge jest wprost niezbędne dla naszego zdrowia psychicznego - dobre relacje oraz sam fakt posiadania i kultywowania więzi z bliskimi osobami, miejsce, w którym czujemy się bezpiecznie i komfortowo, równowaga między życiem osobistym i pracą - to małe elementy układanki, które razem tworzą szczęście. 

Sama nie czuję potrzeby posiłkowania się duńskim słownikiem - mój życiowy minimalizm zakłada bowiem maksimum treści w minimum słów, a właśnie "szczęście" w całości oddaje to, do czego dążę i inne słowa mi niepotrzebne. 

Jako humanistka wiem, że pytania o sposób osiągnięcia szczęścia - co ważne "tu i teraz", a nie gdzieś w niepewnych dla wielu zaświatach - towarzyszą ludzkości od zawsze - były kluczem do filozofii epikurejskiej, wywarły wpływ na empiryzm Locke'a, zadawał je sobie Marks i Nietzsche. To nieodłączny rys ludzkiej natury - bez względu na wiek, poziom wykształcenia czy status materialny. Jeśli odpowiedzią jest dla nas hygge i dzięki niemu uda nam się ten wymarzony stan osiągnąć - nie negujmy go;)

**************

Ciekawym akcentem okazały się warsztaty DIY z Kasią Ogórek - tworzenie dekoracyjnych świec było dla uczestników świetną i angażującą zabawą :)




Trzy nowe style, które w tym sezonie zaprezentował nam Jysk, choć wpisują się w powszechne postrzeganie zjawiska czy też stylu hygge - przede wszystkim stanowią świetną odpowiedź na niskie temperatury, coraz krótsze dni czy potrzebę wicia przytulnego, ciepłego gniazda.

Po raz pierwszy mam problem z wyborem ulubionego, bo - choć pozornie różne - łączy je olbrzymia spójność i czuję, że ich mieszanie pozwoli tworzyć coraz to nowe - eklektyczne i stylowe - aranżacje.

DARK DECO
To kwintesencja nieco ekstrawaganckiej elegancji - ciemna kolorystyka buduje atmosferę przyjemnego napięcia, ciężki welur, szlachetna miedź i marmur tworzą klimat luksusu, a całość ożywia kolorowe szkło, przywodzące na myśl to formowane ręcznie.



SOFT BOHEME
Jest kolekcją na wskroś kobiecą, a przez połączenie delikatnych wzorów i jasnych, pastelowych kolorów z etnicznymi detalami - skłania nas ku myśleniu o lekkim stylu retro. Wszystko tu jest miękkie, piękne i przyjemne, tworzy optymistyczną całość z lekką nutką dekadencji.



URBANITY
Inspirowany botaniką, z rozmytą, przez co sugerującą miękkość, kolorystyką, stawiający na organiczne materiały i roślinne motywy - jest odpowiedzią na tęsknotę mieszczucha za odrobina natury. Chętnie sięga po naturalne materiały - rattan, terakotę czy korek, świetnie wygląda uzupełniony naturalnym drewnem.




 A Wam która kolekcja spodobała się najbardziej?

Może macie już swój typ, który idealnie wpasowałby się we wnętrze Waszego domu?

**************

Poniżej przygotowałam dla Was zestawienie dodatków, które szczególnie wpadły mi w oko i które ponadto łączy jeszcze coś - uniwersalny charakter, który pozwoli się im odnaleźć w każdym domu i we wnętrzach urządzonych w różnorodny sposób.










Co najbardziej wpadło Wam w oko?

Mnie urzekły kule wprost stworzone do sadzenia w nich oplątw, ale przy najbliższej wyprawie na zakupy mam zamiar pomyśleć także o pościeli:)



**************
Dziękuję marce Jysk za pomoc w realizacji wpisu.


You May Also Like

6 komentarze

  1. mnie bardzo spodobał się lampion, który u Ciebie jest na zdjęciu z zegarem. Widziałam go w gazetce i pomyślałam, że taki sobie wymarzyłam. Niestety w sklepie zrezygnowalam. Okazało się, że wszystko tam ledwo trzyma się kupy :/ poza tym ostatnio zauważyłam, że rzeczywistość funkcjonowania tej firmy nijak ma się do głoszonej przez nich, przez Duńczyków filozofii hygg i braterskich relacji... Ale to już dość osobiste odczucia... ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że mnie zaskoczyłaś - sama nigdy nie miałam żadnych problemów, które tworzyłby sposób funkcjonowania sklepu, ale może to kwestia konkretnych pracowników, na których mam szczęście trafiać :)
      Lampion zwrócił moją uwagę ze względu na postarzany look, który uwielbiam, ale przyznaję, że nie zdążyłam go porządnie obmacać;)

      Usuń
    2. to nie to :) obsługa i sama organizacja sklepu są rewelacyjne. Sprzedawcy nigdy mnie nie zawiedli. chodzi mi o kulisy... ale jak pisałam: to tylko moje osobiste emocje :)

      Usuń
  2. hygge to teraz chyba bardziej sposób na robienie kasy niż filozofia życia ;-)...,a co do JYSK to lubię tam zagladać, pare razy trafiłam na bardzo fajne rzeczy w całkiem przystępnych cenach...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.