Dziecko i Pies - jak to jest?

Często chodzimy na spacer we trójkę- ja, Kornelka i Balzak- i podczas tych spacerów wielokrotnie ktoś nas zaczepiał z pytaniem, jak daję sobie radę z małym dzieckiem i dużym psem. I choć pierwszą odpowiedzią jest "bez problemów", to jednak nie zawsze to łatwe.

Nie jestem psychologiem ani weterynarzem, więc mogę się wypowiadać wyłącznie jako matka. Widzę mnóstwo plusów wychowywania dziecka w towarzystwie psa, ale nie jestem też ślepa na minusy- bo i one istnieją. Znam pary, które pozbyły się psa, gdy pojawiło się dziecko- dziwnym zbiegiem okoliczności za każdym razem powołując się na rzekomą alergię (tym dziwniejszą, że bezobjawową).

Z perspektywy czasu widzę, że ważna jest kolejność, w jakiej w naszym życiu pojawia się dziecko i zwierzę - często jest tak, że pupil jest pierwszy, ma być swego rodzaju próbą, czy sprawdzimy się jako rodzice. I teraz widzę, że to złe podejście- u nas tak właśnie było. Pies-jedynak, częstokroć rozpieszczany i traktowany jak dziecko, w jednej chwili być nim przestaje- gdy pojawia się Mały Człowiek i stawia dom do góry nogami. Choć Balzakowi od początku stawialiśmy pewne granice- nie pozwalaliśmy np. na spanie w łóżku czy na kanapie- pojawienie się Kornelki było dla niego ciężkim przeżyciem. Przez pierwszy rok był zazdrosny, przejawiał objawy psiej depresji (nie śmiejcie się, to jak najbardziej możliwe), robił sobie krzywdę wygryzając łapy do krwi. I mimo ogromnych starań z naszej strony- to był bardzo ciężki okres. Więc i z tym trzeba się liczyć decydując się na zwierzę i w dalszej perspektywie mając dziecko. Bo jeśli dajemy radę z tym ostatnim- poradzimy sobie z pupilem. Odwrotnie- będzie o wiele ciężej.

Jednak ten post nie ma być próbą straszenia kogokolwiek - byłam, jestem i będę zwolenniczką obecności zwierząt w życiu rodziny. Plusów- przede wszystkim dla dziecka- jest bardzo wiele. Nauka chodzenia przebiegała u Kornelki niemal bez żadnego upadku- pierwszy raz wstała trzymając się jego szyi, to przy nim postawiła pierwszy samodzielny krok i wszystkie kolejne. Ani razu nie upadła, ani się nie uderzyła- jedynie kilka razy klapnęła na pupę i to bardziej chyba dla zabawy. Od samego początku większość czasu spędzałam w domu sama z tą moją dwójką, więc już jako niemowlak wychodziła ze mną na spacery- bez względu na porę roku. Obserwując to, szybko zrozumiała, że gdy Balzak zaczyna mruczeć pod drzwiami- trzeba zostawić nawet najlepszą zabawę, ubrać się i wyjść. A to uczy obowiązków. Odkąd chodzi do przedszkola- nie wyjdzie z domu bez nakarmienia swojego ulubieńca. Choć spędzają ze sobą mnóstwo czasu- łatwo było wytłumaczyć jej, że Balzaka może głaskać i przytulać bez ograniczeń (z wyjątkiem chwil, kiedy ten je), a do innych psów lepiej nie podchodzić, bo jego znamy, a ich nie. Pewnym problemem jest podkarmianie- z tej swojej miłości próbuje się z nim wszystkim dzielić, a on niestety jest alergikiem i pewnych rzeczy mu nie wolno- wciąż nad tym pracujemy. Nie wiem, czy to zasługa naszego psiaka czy po prostu taki już ma charakter, ale rośnie na bardzo empatyczna dziewczynkę, pogodną i wesołą, jako trzylatka dopomina się o dokarmianie bezpańskich kotków czy obowiązkowe zabieranie chleba dla kaczek, gdy idziemy do parku nad stawem. Mimo odziedziczonej po nas skłonności do alergii, nie zauważyliśmy by objawy azs w jakikolwiek sposób nasilały się przy kontakcie z Balzakiem. 

Zresztą jak to właściwie jest z tą alergią na psią sierść? Czy naprawdę aż tak bardzo trzeba się jej bać? Moim zdaniem nie. Alergenem jest nie sama sierść, a resztki śliny i złuszczonego naskórka, które mogą się na niej znajdować. Najsilniej uczula sierść kotów, w dalszej kolejności- gryzoni, dopiero później psów i koni. Problem dotyczy ok. 10-15% populacji (wśród dzieci ok.6-12%) i w zdecydowanej większości występuje po kontakcie z kotem. Co ciekawe- dzieci matek, w których domu w czasie ciąży było obecna zwierzę, bardzo rzadko są uczulone na jego sierść. Ostra reakcja alergiczna (wysypka, katar przypominający sienny, kaszel, kłopoty z oddychaniem, świąd skóry) występuje w mniej niż 3-5% przypadków, w większości z nich wystarczy zwiększyć częstotliwość sprzątania i kąpania pupila oraz ograniczyć jego przebywanie w pokoju dziecka. Odpowiednio dobrane leki lub w trudniejszych przypadkach immunoterapia są w stanie całkowicie wyeliminować objawy uczulenia. 

Stały kontakt ze zwierzęciem wzmacnia odporność dziecka- tak twierdzą obaj nasi zaprzyjaźnienie pediatrzy i coś w tym jest - przez niemal trzy lata Kornelka zachorowała tylko raz, kilka dni temu- tydzień po pójściu do przedszkola, a organizm pokonał chorobę w trzy dni. Wcześniej najpoważniejszym, co nam się przytrafiło była półtoradniowa wirusówka i dwudniowy katar.

Oczywiście obecność zwierzęcia w domu ma też pewne minusy, choć nie mają one nic wspólnego z dzieckiem. Sierść to w przypadku większości raz coś, czego nie unikniemy- ale sprawę załatwi dobry odkurzacz;) Konieczność regularnych i długich spacerów jest czymś oczywistym - i decydując się na czworonożnego członka rodziny zawczasu powinniśmy pomyśleć, czy czas nam na nie pozwoli. Przeważnie czym większy pies, tym więcej czasu potrzebuje dla zachowania właściwej kondycji, przede wszystkim stawów. Spacery z psem i dzieckiem (gdy małe to w wózku, który czasem trzeba znieść z trzeciego piętra z tymże maluchem w środku;) to hardcore, który na szczęście nie każdemu jest dany (przeżyłam - da się;) Zdarzają się psy o specjalnych potrzebach żywieniowych- jak np. nasz Balzak- może jeść wyłącznie specjalistyczną karmę, ewentualnie chude mięso i niektóre warzywa- a to kosztuje, więc i własne możliwości finansowe trzeba brać pod uwagę. Pies, którego nie nauczymy pewnych zachowań, może zniszczyć buty czy meble, pobrudzić tapicerkę czy nawet załatwić się w domu - i choć budzi to zrozumiałą złość- winny jest człowiek, nie zwierzę.

Mam nadzieję, że nikogo nie nastraszyłam i nie zniechęciłam;)  Skąd w ogóle ten post? Cóż, usłyszałam od znajomego, że "musi pozbyć się psa"... Dlaczego? Bo spodziewają się dziecka i "Lepiej, żeby nie miało alergii". Krew mnie zalała, a ręce opadły. "Zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą"- to zdanie z Ustawy o ochronie zwierząt zapadło mi w pamięć na pierwszym roku studiów i tkwi tam cały czas. Boli mnie, że ludzie tak niefrasobliwie- i bezdusznie podchodzą do czworonogów. W jednej chwili rozpieszczają do granic możliwości, a w drugiej pozbywają się jak niepotrzebnego przedmiotu. 

Spójrzcie na tę parkę - dla takiej miłości warto czasem znaleźć trochę sierści choćby na ulubionej sukience;)

Spodobał Ci się ten post? Zajrzyj też tu:

You May Also Like

13 komentarze

  1. Z wielką uwagą przeczytałam Twój post. Zgadzam się w pełni. Dodam tylko, ze dzieci chowane wśród psów nabierają empatii i przekazują to własnym dzieciom. I jeszcze jedna uwaga, Decydując się na kupno psa, kupujmy je sobie, a w drugiej kolejności dzieciom. Wtedy wiemy czy jesteśmy na to gotowi. Na zrzucajmy odpowiedzialności na dzieci, ale uczmy je opieki nad zwierzęciem. U mnie to zagrało. Psa mamy od zawsze, a moje wnuki bardzo go kochają. Mąż natomiast codziennie o godz, 6.30 maszeruje z pieskiem na długi spacer, a o 7.00 śmiga do pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- to my musimy "chcieć" najbardziej, bo dziecko przymuszane do obowiązków może je sobie szybko obrzydzić. Mój mąż z Balzakiem smiga po piątej;)

      Usuń
  2. Zgadzam się w 100%.
    Wkurza, mnie to zrzucanie winy na zwierzaki jako powód alergii. Mam trzy koty. Julka, gdy była mniejsza miała problem z AZS. Pierwsze pytanie lekarki- macie w domu zwierzaka? Tak, trzy koty.- No to znamy powód uczulenia.
    Jak to- dziecko tuli koty, ba śpi z jednym z nich i nie kicha przy tym, nie smarcze.
    Okazało się, że winowajcą jest czekolada, ale najłatwiej było skazać kota.
    Uwielbiam obserwować jak moje dzieci funkcjonują z kotami, jakie mają relacje, jaka łaczy je więź. Nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt, ani tego jak mogłabym się ich pozbyć z uwagi na ewentualne problemy ze zdrowiem, nasze czy ich.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już pisałam, że Twoja Córeczka ma szczęście że wychowuje sie z psem. Wszystko o czym piszesz jest bardzo ważne I mam nadzieję, że przyszli rodzice zaczną się zastanawiać poważnie nad decyzja pozbycia sie psa. Pies to nie przedmiot, nie rzecz ale czująca istota! A człowiek może tylko skorzystać na kontakcie z nim. I duży i mały człowiek. Cieszę się że napisałaś również o wadach posiadania psa o ile w ogóle posiadacze psów tak uważają. Ja raczej niedogodności czy zwiększone obowiązki związane z posiadaniem dwóch długowłosych psów uważam za konsekwencję swojej decyzji posiadania psów. Nie da się mieć ciastko i zjeść ciastko. A kocha sie tę istotę bezwarunkowo, nie przestaje sie dlatego że po podłodze latają kłęby psiej sierści, albo na świat przychodzi dziecko. Trzeba dostosować się do nowej sytuacji, nauczyć się w niej żyć i wychować psa do nowej sytuacji. Wy zdaliście egzamin na piątkę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo bardzo podoba mi się ten post... Uwielbiam twoje podejście do tej sprawy...
    Z zazdrościa zawsze podglądam twoje zdjecia z Kornelką i Balzakiem... I żałuję, że naszej kochanej Chicci nie ma już z nami... Ale nie raz wyobrażam sobie jak moje dziewczynki wspaniale bawiłyby się z naszą shar-peiką :) Niestety teraz to tylko wspomnienie :)
    Czasem mam silne pragnienie posiadania psiaka ale rozsądek bierze górę... Może kiedyś, na emeryturze :) Może nie kiedyś a na pewno tak... :)

    Pozdrawiam dziewczyny i tuliś dla dzielnego Balzaka za przejście trudnych chwil :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piekna ta Twoja corcia :))) Post super :) Co do alergii nie kazdy ja ma i nie kazdy tak samo ja przechodzi. Mojego meza kuzynka , ma alergie na siersc psa . Kupili pieska Jorka i mimo alergii nie oddali go. Kuzynka jak wraca do domu to kicha ,oj tak to ja meczy ,ale i kocha ponad zycie swojego pieska. I tak slina pieska bardzo zle reaguje na alergikow. Raz kuzynka miala cos na buzi jakas ranke ,piesek polizal i juz po godzinie duza czesc na okolo ranki byla rana. Z tym akurat trzeba uwazac. No sa osoby co po prostu nie maja alergii i sa takie co maja mocna lub slaba. Oddawanie pieska ,bo dziecko sie urodzi ?? Masakra ,nie rozumiem takiego postepowania. Moze i przed niezdrowym powietrzem tez beda chronic to dziecko ech no szkoda slow na takich ludzi. Alez sie rozpisalam :) Cudna psinke macie w domu :))) A corcia Slodkosci :))) Pozdrawiam Cie Serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowna przyjaźń! Labradory są kochane. My też mamy Browcia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się. Dzieciaczki uczą się dużo mając własne zwierzątka:)
    Widać, ze sie kochają!!!
    moc uścisków:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniała ostatnia fotka:-) Widać , że się uwielbiają:-) Dobry post, mądrze napisane...

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się Wspólne życie ze zwierzakiem wiele uczy i ubogaca :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ilonko zgadzam się z Tobą w 100%. U nas również pies był w domu przed Lenką, ale w niczym to nie przeszkodziło. Staramy się cały czas przynajmniej raz dziennie znaleźć 10min na zabawę tylko i wyłącznie z Fuksją np. kiedy Lena śpi. Mieliśmy też zajęcia w szkole rodzenia jak wprowadzić dziecko do domu, gdzie jest już pies i one przyniosły nam wiele ciekawych informacji. Aktualnie gdy tylko Lena zapłacze Fuksja jest przy niej przed nami i sprawdza co się dzieje. Poleciłabym każdemu wychowywanie dzieci ze zwierzętami. Pozdrawiam cieplutko dziewczyny:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nawiążę do jednej kwestii - nie rzucajcie kaczkom chleba. Nie jest to dla nich odpowiedni pokarm, wręcz szkodliwy (zamiast (można np. gotowaną kaszę czy ryż - ale na brzeg, nie do wody). Dodatkowo, jeśli chce się je dokarmiać to lepiej w ZIMIE, jeśli gdzieś je zauważycie. W lecie mają dostatek pokarmu i podkarmianie może skutkować tym, że coraz gorzej będą sobie radziły w naturalnym środowisku. Powinny odlatywać na zimę, w poszukiwaniu zasobniejszych terenów, ale nagminne podkarmianie w okresie letnim powoduje, że nie widzą powodu by odlatywać. A w zimie "podkarmiaczy" ubywa (już nie jest tak przyjemnie i cieplutko w parkach) a kaczki nie maja żadnego pokarmu...

    OdpowiedzUsuń
  12. Kolejny post i kolejne podobieństwa widzę! jak tak dalej pójdzie, to zasypię Cię komentarzami :) Też mam trzylatkę, to już pisałam wyżej, ale i też mam psa. U nas nie było kolorowo jednak, jeśli chodzi o naukę chodzenia. Kiedy Łucja "wstala" i zrobiła się nagle większa od Fretki, ta poczuła się zagrożona i zrodziła się w niej agresja. Ze dwa razy warknęła na dziecko i raz ugryzła w buzię, na szczęście niegroźnie. Wyjścia mieliśmy dwa - uśpić, albo wypracować kompromis (pewnie ten Twój znajomy od razu by uśpił). My zainwestowaliśmy w sesję z psim behawiorystą. Wystarczyło kilka prostych ćwiczeń. Zmiana jest ogromna! Dziś to dwie najlepsze przyjaciółki! Łucja leży u psa w koszyku, czesze ją, zwraca nam uwagę, kiedy miski z wodą i jedzeniem są puste. Teraz ciężko z nimi dwiema na spacerze, bo obie to wielkie indywidualności, ale jak Łucja miała 3-4 miesiące i później też, a mój Mąż musiał na długo wyjeżdżać, to jakoś musiałam sobie poradzić. Na osiedlu patrzeli na mnie jak na debila, kiedy o piątej rano zaiwaniałam z dzieckiem w nosidle na brzuchu i z psem na smyczy. A kiedy już wyciągałam torebkę i sprzątałam kupę po psie, to miałam wrażenie, że oto teleportowałam się na inną planetę i wszyscy widzą we mnie kosmitę. Zgadzam się z Tobą, że pies to ogromna odpowiedzialność, ale i niesamowita radość dla dziecka i dla nas samych. Swoją drogą nasza piesia też musi być na diecie... W sumie luzik - i ona i Łucja. Alergie są przecież rodzinne :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.