Pierwsza czapeczka, pierwsze sanki, pierwsze zdjęcia:)
Przyszła zima i jest pięknie. Gdy śnieg wokół, a w dzień całkiem sporo słoneczka- nawet mróz mi niestraszny:)
Przez większą część zimy główkę Małej Lady ratowała czapeczka od Malwinki, bo choć matka szydełkiem machać uwielbia, czapki kształtnej wymachać nie była w stanie. Ale przyszły mrozy, dziecię podrosło, a głupio mi było prosić o kolejną, więc zmobilizowałam się ,przejrzałam stosy gazetek ze schematami i znalazłam śliczny kapelusik. Cały wieczór siedziałam i oto jest;)
W schemacie nie było "nauszników", ale stwierdziłam, że na zimę warto je dorobić wraz z wiązaniami. I powiem Wam, że: po pierwsze jestem z siebie dumna jak nie wiem co, bo myślałam, że robienie czapek to czarna magia, a po drugie- kapeluszo-czapusia sprawdza się idealnie:) Jeśli ktoś chętny na opis wykonania- piszcie:) (Agnieszko, pamiętam o Tobie i schemacie podstawek ze sznurka, zostało mi tylko kilka gazetek do przejrzenia, w którejś jest na pewno.)
Wczoraj był też Bardzo Ważny Dzień- kupiliśmy pierwsze sanki, tak na próbę, żeby zobaczyć, czy Lady się spodoba i czy warto w ogóle zamawiać wersję full wypas (bo słyszałam, choć trudno mi sobie to wyobrazić, że zdarzają się dzieciaczki będące wobec sanek totalnie na nie)- zresztą nie wiadomo, ile zima potrwa, a poza tym nie do końca jestem przekonana, czy dzieciom naprawdę potrzebne są te wszystkie udziwnienia w rodzaju budek a'la od wózka czy klaksonu;)
Model drewniany, absolutnie klasyczny, z oparciem według mnie niezbędnym dla tak małego szkraba. Na oparciu- nabyty w sh za 1,50zł ochraniacz z łóżeczka, jeden kocyk pod pupą i drugi na wierzchu- tak dla maminej pewności, że Lady nie zmarznie;) Jeśli miałam jakiekolwiek obawy, czy się jej spodoba jazda- zniknęły po pierwszych 20 metrach- wprost piszczała z uciechy, a największą krzywdą okazało się zatrzymanie na moment celem uwiecznienia tej chwili;)
Nie chciała wrócić do domu, a o pozostawieniu sanek na schodach już w ogóle nie mogło być mowy- stanęły dumnie na korytarzu, gdzie bawiła się siedząc na nich ponad dwie godziny:)
Tu jeszcze kilka migawek komórkowych z dwóch ostatnich spacerów, tak na dowód, że naprawdę mamy zimę:)
W nader rzadkich wolnych chwilach zapoznaję się z nowym aparatem. I tu moje przeogromne podziękowania dla Basi , która szepnęła słówko synowi i ten pomógł mi w wyborze:) Basia tylko mimochodem zdaje się być matematykiem- to przede wszystkim Artystka- poezja jest dla niej chlebem powszednim, a spod jej pędzla wychodzą cudowne obrazy- koniecznie zajrzyjcie, o tu klik . Dlaczego właśnie do Niej się zwróciłam? W internecie mnóstwo jest "wujków dobrych rad", ale laikowi takiemu jak ja ciężko byłoby z tego natłoku informacji wyłowić te właściwe. A wiem, że talent zamieszkał w Basinej rodzinie i jeden z jej synów jest wspaniałym fotografem- jego zdjęcia możecie podziwiać tu klik . Konrad nie dość, że z mnóstwem cierpliwości mnie wysłuchał, to w sposób maksymalnie prosty i zrozumiały wszystko mi wyjaśnił- na fotograficznych forach uderzyło mnie to, że nawet jeśli ktoś prosząc o pomoc napomyka, że ma małe pojęcie o fotografii- mało kto potrafi się powstrzymać od "wymądrzania się". I nawet nie chodzi o to, że tego nie lubię- po prostu takie porady są mało pomocne dla totalnego amatora, który z lustrzanką będzie miał pierwszy raz do czynienia. Kochani,jeszcze raz Wam dziękuję:*
Kornelia uwielbia pozować, więc ciężko jest ot tak wziąć aparat i sobie poćwiczyć- ciężko jej zrozumieć, że nie zawsze ona musi być głównym modelem;) Tak czy inaczej- przed chwilą się zdrzemnęła, więc trochę popstrykałam. Zastrzegam- dopiero się uczę, więc zdjęcia nie są idealne, ale to i tak przepaść w porównaniu do poprzedniego aparatu:)
Aż trudno mi uwierzyć, że obiektywem wcale nie przeznaczonym do wnętrz i to późnym już popołudniem można zrobić takie zdjęcia:) A róże suszę do wianka, przeznaczonego dla pewnej wyjątkowej osoby- mam nadzieję, że i mi uda się stworzyć dla niej coś niezwykłego:)
A to widok sprzed domu i w dodatku robiony przez szybę:)
Zaczynam nader głęboko zakochiwać się w tym aparacie:)
Zmykam, bo dziecię zaczyna się wiercić:)
Pozdrawiam cieplutko:)