Jak obrać mango + kokosowa jaglanka + weganizm 9 miesięcy później.

Dzień dobry:) 
Dobry, bo przeziębienie (wspominałam, że znów mnie dopadło jakiś tydzień temu?) lekko odpuszcza i oddycham w miarę normalnie... Z drugiej strony Szanowny Małżonek ledwie stoi na nogach, więc aż tak rewelacyjnie nie jest, a w pracy nikt nas nie zastąpi... (i pal licho, że to już nie dzień, tylko wieczór, ale i trzecie dziś podejście do pisania;)
Wiele miesięcy temu pisałam Wam, jak z konieczności musiałam PRZEJŚĆ NA DIETĘ WEGAŃSKĄ, a później relacjonowałam PIERWSZE WRAŻENIA. Choć od tamtej pory wiele się zmieniło - temat nie do końca zniknął z mojego życia, choć przyznaję, że zabrakło czasu na dalsze sprawozdania. Przez cztery miesiące żywiłam się wyłącznie produktami pochodzenia roślinnego. Mimo dostępności ogromu różnorodnych produktów (np.cały wachlarz bazujący na soi) - i korzystania z najróżniejszych przepisów - niektóre rzeczy zwyczajnie mi nie smakowały, więc trzymałam się tych ulubionych, a od tego już tylko krok do monotonii. Cóż, hummus po prostu nie każdemu smakuje, bez względu na to, ile popularnych blogerek się nim zajada. Przyzwyczajona do diety bogatej w nabiał - czułam, że bardzo mi go brakuje, zwłaszcza do porannej kawy - tzw. mleko roślinne, np. kokosowe czy migdałowe, owszem, nie są złe w smaku, ale już w kawie miałam wrażenie, że piję ją po prostu mocno wodnistą, o smaku migdałów. Czyli niekoniecznie dokładnie taką jak lubię, choć akceptowalną. Nie znalazłam też niczego, co zastąpiłoby mi np. jajecznicę czy jajka na miękko, które uwielbiam. Koktajle na bazie kefiru czy maślanki było stosunkowo najłatwiej zastąpić "nabiałem" roślinnym, ale zwykle występują w nich spore ilości rozmaitych "E-...", więc wolałam zadowolić się samymi owocami. Po około dwóch miesiącach pojawiło się też częste uczucie poddenerwowania i ogólnego rozdrażnienia. Dodatkowo - ciężko było o uczucie sytości po posiłku. Owszem, po misce sałat czułam się pełna, ale nie zasycona i po godzinie-dwóch najzwyczajniej głodna. Morfologia z końca września wykazała powrót anemii (cyklicznie wraca do mnie od początków liceum, nasila się przy intensywnych dietach), pojawiła się także nadwrażliwość szkliwa zębów i jego drobne ubytki (wcześniej nigdy takich problemów nie miałam). Oczywiście nie winię tu diety wegańskiej jako takiej - odpowiednio zbilansowana pozwala uniknąć niedoborów i związanych z nimi problemów, ale na niektórych posiłków i produktów zalecanych przez dietetyka nie potrafiłam przełknąć. Po czterech miesiącach (i konsultacji z lekarzem), kiedy po alergicznych wykwitach z maja nie został nawet ślad, zaczęłam na powrót włączać do swojej diety nabiał, na początek niewielkie ilości mleka. I nic się nie wydarzyło. Następny był chudy twaróg i jogurt naturalny, później jajka (po 2szt. mniej więcej dwa razy w tygodniu). Swędzenie pojawiło się po trzech tygodniach, gdy jednego dnia "przytrafiła" mi się jajecznica na śniadanie, trzy latte w ciągu dnia i twaróg na kolację. Teraz się pilnuję i pozwalam sobie jedynie na jeden produkt pochodzenia zwierzęcego dziennie, zwykle to ser lub jogurt, rzadziej mięso czy ryba. Mięso, którego także bardzo mi brakowało, obecnie nieszczególnie mnie ciągnie, właściwie jem niemal wyłącznie indyka, czasem gęś, królika lub wołowinę (raz na tydzień-dwa). Od czasu do czasu skuszę się na tuńczyka czy mały grzeszek w postaci wędzonej makreli, ale do ryb straciłam zapał niemal całkowicie.
Jak podsumowałabym swoje doświadczenia z dietą wegańską? Weganizm ideologicznie pozostał mi daleki, więc skupię się na stronie żywieniowej. Ani moje ciało, ani umysł, nie do końca potrafiły się w niego wpasować. Sama dieta nie jest tak trudna, jak się obawiałam - całoroczna dostępność warzyw i owoców + bogaty asortyment sklepów ze zdrową żywnością + niezliczona ilość przepisów w internecie sprawiają, że posiłki można przygotowywać stosunkowo łatwo, tanio i dość szybko. Jednak by dieta faktycznie była prawidłowo zbilansowana i nie prowadziła do niedoborów - potrzeba sporej wiedzy - własnej lub dietetyka. Ciastoholicy mają co prawda do dyspozycji przepisy na buraczkowe brownie, ciastka z soczewicy i wiele innych "wynalazków", ale - choć wiele z nich jest autentycznie smacznych - fanom potrójnie czekoladowych muffinów pozostanie niedosyt i poczucie, że to nie "TO", ale jedynie "coś zamiast"(zwłaszcza jeśli odpuścimy sobie też cukier/miód czy nawet mąkę). Warzyw i owoców nigdy w naszej kuchni nie brakowało, ale jest ich jeszcze więcej niż wcześniej, pojawiły się nowe rodzaje kasz i makaronów, całkowicie zrezygnowaliśmy z białego ryżu, ziemniaki w niewielkich ilościach dodaję jedynie do zup, zaprzyjaźniliśmy się ze stewią, ksylitolem, chia, komosą, soczewicą i innymi strączkowymi (wciąż odkrywamy nowe odmiany i przepisy), ogromnie spadło też nasze spożycie pieczywa (m.in. na rzecz placków owsianych, ale o nich innym razem). Innymi słowy - nasz codzienny jadłospis jest prawdziwie wartościowy, z niewielkimi tylko grzeszkami od czasu do czasu. Piszę o "nas", bo nawet w okresie rezygnacji z produktów zwierzęcych przygotowywałam swoje produkty także w wersji mięsnej czy nabiałowej - dla Marcina i Kornelki. To duże ułatwienie logistyczne;) Wegańska przygoda pozwoliła mi zapanować nad alergią, a przynajmniej znacząco ograniczyć z nią problemy. Okazuje się, że gdy pojawia się u dorosłych, bardzo często ma źródło właśnie w nieprawidłowym odżywianiu, myślę więc, że warto spróbować:)
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam;) By nie przedłużać - obiecany przepis na pyszną jaglankę;)
KOKOSOWA JAGLANKA Z MANGO
pół szklanki płatków jaglanych
szklanka mleka (może być roślinne, idealne - kokosowe)
3-4 łyżki prażonych, niesłodzonych chipsów kokosowych (mogą być wiórki)
pół dojrzałego mango
1-2 łyżki miodu (lub np. syropu z agawy/ryżowego)
Wiórki zalewamy mlekiem (dobrze jest moczyć je w nim przez 1-2 godziny, ale nie jest to niezbędne;), dodajemy płatki, gotujemy na średnim ogniu 3-5 minut, od czasu do czasu mieszając. Dosładzamy do smaku. Mango obieramy, miksujemy na gładko. Polewamy ugotowane płatki i zajadamy ciesząc się smakiem;)
Podobny przepis - na koktajl jaglany - znajdziecie TU.
Pokusiłam się też o małą obrazkową instrukcję - aż za dobrze pamiętam czasy, gdy sama miałam problem z mango;)
JAK OBRAĆ MANGO;)
Odkrawamy od pestki mniej więcej trzy równe części...
 ...na każdej z nich nacinamy paski w odstępach mniej więcej centymetra, uważając by nie przeciąć skórki...
 ...najlepiej robić to trzymając owoc w zagłębieniu dłoni.
 Następnie nacinamy paski w drugą stronę, tworząc krateczkę...
 ...po czym wywijamy na drugą stronę tworząc "jeżyka".
 Podobnie robimy z resztą odkrojonych od pestki kawałków.
 Odkrawamy od skórki zgrabne kostki (najlepiej trzymając owoc płasko na desce).


 Prawda, że poste?:)

Dobrej nocy:)

You May Also Like

13 komentarze