Dobry wieczór:)

Bo nie wiedzieć kiedy ten wieczór już nastał;) Ponurość i zimno chyba na dobre już do nas zawitały- nie, żebym za nimi prepadała, ale taka już jest jesień. Optymizmem napawa mnie względa bliskość Bożego Narodzenia- po prostu kocham te święta i całą związaną z nimi otoczkę:)

Postanowiłam ostatnio za wszelką cenę celebrować chwile tylko dla mnie- nie uważam już, że to egoizm i że zabieram ten czas Lady, bo skoro siedzi metr ode mnie i jest tak zafascynowana swoimi klockami (z których nota bene próbuje zrobić Balzakowi czapkę;), że nawet na mnie nie spojrzy, to te cenne 20 minut mogę poświęcić na to, co mi sprawia przyjemność- np. mały słodki podwieczorek z kawką, rzecz jasna wypitą z nowej filżaneczki:) Swoją drogą chyba coraz bardziej uzależniam się od kawy- do niedawna nie byłam w stanie wypić niczego bez sporej porcji mleka, teraz espresso nie sprawia mi już żadnego problemu, a sporą przyjemność:) Ale wiele rzeczy aktualnie "się robi" (Justynko, Twój bieżnik jest priorytetem, wierz mi:) i wolę nie paść martwa na łóżko zaraz po zaśnięciu mej swawolnej córci- kawa jest więc niezbędna. Chętnych na małe posiedzonko ze mną- serdecznie zapraszam:)
 
 
Winobluszcz nie ma już liści, ale pędy nie są jeszcze zdrewniałe- to idealna pora na ich ścięcie i uwicie z nich wianków albo malutkich wianuszków-kółeczek, które-np. pozłocone- są pięknym dodatkiem do tych dużych kompozycji:)
 Balkonowe pelargonie powoli przygotowują się do zimowania, ale wciąż jeszcze cieszą oczy:)
 Z czeluści przepastnej szafki z przydasiami wyciągnęłam starą kawiarkę i nie muszę już odpalać wielkiego ekspresu, gdy mam ochotę na maleńką kawkę:)
A do kawki polecam ,murzynek na kwaśnym mleku- dla chętnych przepis o tutaj. Dodatkowo przełożyłam go słoiczkiem malinowej konfitury, a przy degustacji dodałam śmietanowego kleksa- a co;)


Kominiarz ostatnio się zjawił- spóźnił się tylko godzinę, więc w kontekście czekania na niego przez ponad dwa miesiące to drobiazg. Odwiedził sąsiadów- kolejny absurd, bo żeby zobaczyć, które kominy są zajęte wystarczyłoby zajrzeć do planów budynku dostępnych w naszej spółdzielni- ci na szczęście zgodzili się go wpuścić (tylko jeden z trójki robił problem, ale to człowiek, dla którego problemem jest wszystko- grunt, że na 30 sekund Pana w Czerni wpuścił). Jednak decyzji ze zgodą na podłączenie się do komina nie dostałam. W pionie mieszkań jest pięć, a kominów 10, 4 są zajęte, z 6 pozostałych "wolnych" 4 należą do nas, bo nasze mieszkanie to dwa połączone. Wiemy, w którym miejscu należy się do komina przebić, potrzebujemy tylko tej decyzji. Ale Pan Kominiarz "zapomniał" swojej kuli, "zapomniał" też  pomocnika, który wlezie z nią na dach- rzekomo w celu sprawdzenia drożności kominowego przewodu. Właściwie więc nie wiem, po co przyszedł. No ale był. Kolejna wizyta została zapowiedziana na wtorek lub środę- zastanawiałam się, czy rzeczywiście chodzi o najbliższą- stwierdził, że tak. Zobaczymy. Ręce mi opadają, ale wolałabym uniknąć samowoli budowlanej, bo jak się dowiedziałam brak kominiarskiej zgody i postawienie pieca tudzież kominka bez niej- może być pod to podciągnięte. Mój endokrynolog stwierdził ostatnio, że leczenie nie przebiega tak jak powinno i przyczyną może być stres- ale jak tu się nie denerwować? Dostałam nawet leki wpływające na podniesienie progu stresu- nie lubię się niczym faszerować, ale jak tak dalej pójdzie, to chyba receptę zrealizuję. Mieliście kiedyś podobne przygody?
 
Wyżaliwszy się nieco- stwierdzam, że mi lepiej. Ciężko co prawda udawać, że grzejnik to wesoło trzaskający w palenisku ogień, ale cóż, muszę się tym zadowolić w ten wyjątkowo zimny wieczór. Eh, życie to nie bajka;)
 
Kochani, przypominam Wam o akcji "Wyszydełkuj sobie Święta" . Talent do prac manualnych nie jest Wam potrzebny- jeszcze przez 10 dni możecie przyłączyć się do zgadywania, co będzie nagrodą główną, możecie też nas wesprzeć po prostu zamieszczając u siebie banerek:)
 
Czas bawienia się klockami dobiegł końca, zmykam więc do mojej Lady:)
 
\Pozdrawiam Was gorąco:)
Madelinka

You May Also Like

19 komentarze

  1. Kusisz tymi słodkościami a ja ograniczać się muszę :)
    Batalii o kominek nie zazdroszczę. Nas ciągle grzeje jeszcze słońce ale teraz mamy huragan i śmieci pięknie wirują za oknem:)
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też powinnam, ale... Jeszcze dziś nie zrezygnuję z odrobiny słodyczy:)

      Usuń
  2. śliczna ta filiżanka i nie dziwię się ,że lubisz w niej popijać kawkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś tak ekskluzywnie się wtedy czuję:D

      Usuń
  3. Gdyby tak można było wpaść do Ciebie na kawkę i ...resztę...

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba mu było wszystkie guziki pourywać i oddać dopiero jak przyjdzie:)))
    Fotki nieustająco przepyszne:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż żałuję, że tego nie zrobiłam... Ale gdybym zabrała się za urywanie, pewnie zostałby bez głowy;)

      Usuń
  5. Kawa w połączeniu z takim ciachem wygląda baaaardzo apetycznie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdradzę Ci sekret- pysznie też smakuje:)

      Usuń
  6. Smakowite fotki i przepiękna porcelana, jak zawsze:)
    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam ostatnio wielki porcelanowy głód, tylko czasu na szukanie mało:)

      Usuń
  7. Miło u Ciebie przy tej kawce i ciachu, poproszę słabą kawkę i porcyjkę ciasta i chętnie usiądę z Tobą na chwilowyrelaks, bo mój maluch akurat zajęty malowaniem farbami :))) Też korzystam z takich chwil :))) Pozdrowuonka ślę :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje dziecię raczyło właśnie się zdrzemnąć- cud prawdziwy:)

      Usuń
  8. Nie mogę się napatrzeć na te cudowne, klimatyczne zdjęcia! Uwielbiam ten błogi nastrój, który czuje się pijąc kawę z pięknej filiżanki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak... A kiedy jeszcze nikt w tym nie przeszkadza... :)

      Usuń
  9. Na taką kawę i takie ciacho zawsze warto sie umówić :)
    Ja mam takie kontrole kominiarskie dwa razy w roku i na szczęście dobre z nimi wspomnienia :)
    Pozdrawiam Marta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie dotychczasowe doświadczenia z kominiarzem to dosłownie tragedia:(

      Usuń
  10. kochana a Ty mi wierz, że ja poczekam nawet do Świąt z tym bieżnikiem, także spokojnie, rób to do czego Cię wena wzywa :)
    ja też na takie chwile sobie coraz częściej pozwalam, kiedy u boku mam Z. niedaleko w łóżeczku bawi się A. a ja z kawą...nie jak poranną którą wypijam w pośpiechu lub zimną ;) ale z ciepła i aromatyczną pozwalam sobie na moment prawie zapomnienia...
    ponieważ wianki wciągają mnie coraz bardziej skorzystam z rady z winobluszczem :) hihi...o ile coś się jeszcze ostało ;)
    zdjęcia klimatyczne jak zawsze...i ta ich nowa oprawa :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.