Cena designu...

Temat nie jest nowy i zapewne nie tylko moje myśli często zaprząta. 

Nie wiem dokładnie, gdzie przebiega w moim życiu granica, za którą zaczęłam się interesować tym, co "modne", zwłaszcza w odniesieniu do szeroko pojętych dodatków dla domu. Zastanawiając się nad tym stwierdzam, że musiała to być przeprowadzka do własnego mieszkania i... początek blogowania;) Może wstyd się przyznawać, ale w epoce przedblogowej nie wiedziałam, co to Green Gate, Ib Laursen czy Bloomingville, nie miałam pojęcia o shabby chic, lofcie czy stylu skandynawskim - i bynajmniej nie czułam się przez to uboższa;)

Urządzając mieszkanie- sięgnęłam po czasopisma wnętrzarskie (wcześniej znałam tylko MM i M jak mieszkanie), blogując- poczułam się wprost zalana falą inspiracji. Po pierwszym zachłyśnięciu wcale nie otrzeźwiałam i przy np. wyborze mebli od eklektycznego szaleństwa (bo podobało mi się wszystko, niekoniecznie w jednym stylu;) uratował mnie jedynie rozsądek własnego Męża. I jak mantra powtarzane, że nie ma pośpiechu;) Dzięki temu uniknęłam wielu wpadek, a moje cztery katy urządzone są spójnie i tak jak lubię, choć wciąż trwa ów etap dochodzenia do ideału;)

Zaglądając na wiele blogów często powiązanych z prowadzonymi przez Autorów sklepami z dodatkami, na początku trwałam w niekończącym się zdumieniu- no bo jak to jest, że mała miseczka kosztuje 50 czy 100 zł, o większych gabarytach nawet nie wspominając? Dziś ceny mnie nie szokują- zwykle tylko powzdycham sobie, a jeśli przez długi czas zachwyty nie maleją- zaczynam myśleć o zakupach. Oczywiście nie bez refleksji, że w Polsce znane i cenione marki owszem, są dostępne, ale w cenach wysoce nieadekwatnych do tzw. przeciętnych zarobków. Kolejny sprzeciw- taki mój własny wewnętrzny- na początku budziła marża większości sklepów- ale kiedy wziąć pod uwagę koszty prowadzenia działalności w naszym dziwnym kraju- i to staje się zrozumiałe. Dziś jestem na etapie, gdzie przy zakupach najczęściej zwycięża u mnie zdrowy rozsądek- bo jeśli potrzebuję/chcę mieć np. nowy kubek i umyśliłam sobie, że ma być w gwiazdki- po prostu go kupuję- jeśli mogę to zrobić w dyskoncie, w niskiej cenie i przy możliwej do zaakceptowania jakości- marka nie ma dla mnie znaczenia. Gorzej, gdy zamiennika znaleźć nie potrafię- ale i na to mam sposób- albo modyfikuje własne chciejstwo, albo cierpi moja dość oszczędna natura i płacę- radość posiadania rekompensuje inne dyskomforty;)

A jak jest z Wami?
Oszczędzacie za wszelką cenę na topowy produkt czy może za trendami nie gonicie wcale?


Jakiś czas temu pisałam Wam o mojej fascynacji miedzią (klik) - wiąże się ona z marzeniem o kuchni pełnej miedzianych rondli i innych kuchennych akcesoriów pod powałą. Oczywiście nie uda mi się tego zrealizować od razu, ale pewien początek udało mi się stworzyć- wersja póki co nader minimalistyczna, ale mnie zadowala;)




Wieszak to Madam Stoltz - tu się nie oparłam i uległam chęci posiadania. Po roku użytkowania nie jestem może niezadowolona, bo wyglądobrze i włąśnie dla wyglądu go kupiłam, ale widzę kilka wad- szybko zaczął rdzewieć- delikatnie, ale zawsze. Drut, z jakiego jest wykonany nie jest zbyt gruby przez co bardzo podatny na wyginanie. Największy minus za główny haczyk do powieszenia- przy większym obciążeniu (pęczki ziół na wszystkich haczykach)- dosłownie się rozprostował i spadł z haka, na jakim był zawieszony- dobrze, że nie były to bombki;) Dlatego- choć chciałabym powiesić na nim jeszcze chociażby lejek- musiałam z tego pomysłu zrezygnować;)

Nie oparłam się również widzianym na wielu blogach poduszkom z gwiazdką- wciąż dostępne w trzech kolorach (czerwień, beż i szary- lekko wpadający w delikatny fiolet- przynajmniej ja tak go odebrałam) w Pepco.



A na starociach wyszperałam ostatnio nowiutkie (jeszcze w kartonie;) wiaderko na szampana- na razie zamieszkały w nim szyszki;)

Kosztowało zawrotne 5 zł:)

Na koniec mam dla Was kilka zdjęć naszego ulubieńca;)
Uwielbiam leniwą naturę Balzaka;)

Dostałam dziś od mamy dwie owcze- tym razem prawdziwe- skórki. To będzie wyzwanie, bo Balzak intensywnie reaguje na zapach wełny;)

Kochani, uciekam, bo zimno się robi, a piec wciąż nie napalony.

Dobranoc:)

You May Also Like

23 komentarze

  1. Dla mnie ma znaczenie głównie wygląd i cena. Nie muszę mieć "firmówek" ale podróbek nie lubię (choć to dotyczy ciuchów czy dodatków typu zegarek czy torebka). Lubię patrzeć na detale i estetykę:)) No i dana rzecz musi mieć to coś:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale słodziutki piesek! Co do rozważań na temat stosunku marki do ceny mam tak samo jak Ty! Też wolę poszukać tańszych odpowiedników ale nie zawsze się udaje :( czasami dam się ponieść ale w granicach rozsądku zwłaszcza ze nie mam swojego mieszkania i wszystko co kupuje i tak ląduje w kartonach i czeka na lepsze czasy
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie musi się coś po prostu podobać żebym kupiła. Patrzę oczywiście i na cenę i na gatunek. Czasami wolę odczekać i poszperwać w tańszych sklepach bądź w sieci, żeby znaleźć coś taniej, niekoniecznie ten sam przedmiot pożądania, ale prawie taki sam... Czasami też kupuję orginał, bo po prostu "zastępstwa" nie są na tyle dla mnie dobre.
    Ten wieszak od Madam Stoltz po prostu Madelinko nadaje się tylko na ziółka. Jest zbyt delikatny. Ja długo szukałam odpowiedniego, bo też taki przedmiocik chciałam u mnie mieć... Ceny były zawrotne w markowych sklepach. Odczekałam i kupiłam o wiele taniej i naprawdę bardzo solidny w zwykłym Botexie, chcesz to luknij:

    http://voncologne.blogspot.de/search/label/wieszak%20na%20zio%C5%82a

    Orginalnie był rdzawobrązowy, jednak go przemalowałam na biało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie potrzebuję markowych rzeczy, oczywiście bardzo podobają mi się ale duże sumy odstraszają mnie i czesto szukam zamienników albo pieknych staroci :) oczywiście czasami skuszę sie ale jak już nigdzie nie ma czegoś tańszego, ew sama robię :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja przy zakupach nie sugeruję się marką czy faktem,że dana rzecz jest "na fali",po prostu coś musi mnie tak zauroczyć,że po prostu czuję,że muszę to mieć i już ;p
    Ceny tych markowych produktów są czasami zatrważająca,fakt,ale jak coś jest dla mnie nie osiągalne to nie kupuję i tyle a poza tym często w sklepach stacjonarnych,chociażby pepco,można znaleźć na prawdę super gadżety i to za ułamek ceny.
    Nie powiem,skusiłam się na kilka internetowych zakupów produktów znanych marek,typu kubeczki Krasilnikof czy ostatnio druciaki Madam Stoltz ale to było pokierowane faktem ,że akurat te rzeczy bardzo mi się spodobały,długo zastanawiałam się czy je kupić a że były w promocji no to się skusiłam ;p
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nie gonię za modą, nie muszę mieć markowych produktów, cieszą mnie drobiazgi i jestem szczęśliwa dlatego, że żyję, mam bliskich, a reszta to tylko dodatki...

    OdpowiedzUsuń
  7. Pepco, ikea, bazarki, netto cz biedronka to alternatywa do drogich przedmiotów, które mi się podobają ale przegrywają z oszczędnoścą u mnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, ja nie potrzebuję mieć drogich rzeczy, choć bardzo mi się podobają... Wystarczy mi jakiś tani sklep, gdzie mogę wyszukać jakąś perełkę!!!
    Piękny psiak, cudowny u ciebie klimat...
    uściski kochana

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana Madelinko, Balzak jest przesłodki :)). Rozumiem Cię doskonale, ja choć dzięki mojej byłej pracy (w Antykwariacie Galerii poznałam wiele stylów, firm, autorów), to przed blogowaniem też nie znałam tych firm, co wymieniasz! :) IbLaursenem i GreenGate też się zachwyciłam. Teraz trochę się obawiam, by nie zapachać maleńkiego mieszkanka czymś z czym potem nie będę miała co robić...czy będą pasować? Na szczęście mój skromny portfel chroni mnie przed wpadkami. Ale mam za to tak, jak piszesz, że coś zobaczę, to potem o tym myślę i myślę, aż kupię :). Najgorzej, że mi się tyle stylów podoba, że obawiam się, by mieszanki brzydkiej nie zrobić.. :/
    Ja na miedź, jak Ty jeszcze nie mam fazy, ale kobieta zmienna jest :)
    Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. ach te nowości i moda :-))) lubię popatrzeć powzdychać... czasem dam nierozsądną cenę by mieć ale częściej coś swojego przerobie "upodobnie" bo mam w tym zabawę i oszczędzam kasy kupię :-) ja mieszkam w starym rodzinnym domu więc zawsze w nim jest coś do roboty zawsze jest coś zrobione i tak balansuje między tym co chcę a chciałabym :-))) i chyba tak już zawsze będzie :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Balzac jest moim ulubieńcem. Nie lecę za modą, nie chce mi się, nie mam miejsca. Do kuchni robię przemyślane zakupy i umiem czekać, aż trafię na tę odpowiednią rzecz w okazyjnej cenie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Madelinko...ja to mam straszną słabość do Madam stoltz właśnie ;-). W zeszłym roku na tym wieszaczku robiłam kalendarz adwentowy...w tym mam taki wieszak na pocztówki tej samej marki. Wszystko mnie w tej firmie urzeka i nie ma się czego wstydzić, że nie wiedziałaś...bo ja kiedyś znałam tylko Ikeę i BRW ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. róznie to u mnie bywa :) niby lubie te wszystkie wspaniałości choćby z GG ale ich nie mam i szkoda mi na to funduszy. Patrzenie mi wystarczy, póki co. Może zmieni sie to gdy dom bedzie gotowy... nie myślałam jeszcze nad tym :) a psiak cudny ... mój w ogóle nie jest leniwy :* szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  14. oj tak ja mam czesto dylemat czy kupic "oryginał" czy "zamiennik" czasem kupuje oryginała ,ale wyczekuje okazji np. jakis promocji albo znizek wtedy łatwiej ;)
    a miedź tez mi się podoba i chiałabym chiała ,ale garnki bardzo drogie

    OdpowiedzUsuń
  15. Modelinko ja raczej nie ulegam trendom, u mnie bardziej coś sobie sama wymyślę i muszę to mieć:) Kuchnia pełna miedzi świetny pomysł:) Piesek wspaniały leniwiec:) pozdrawiam aga

    OdpowiedzUsuń
  16. Hmmm poruszyłaś dość wrażliwy temat. Ja opieram się zakupom bo nie mam na nie kasy zazwyczaj, ale wyostrzają one moje gusta i coraz rzadziej kupuję w realu bo mało co mnie tak cieszy jak te pięknie zaprojektowane zachodnie nowości. Jednak to co piszesz o Pepko, czy innych sklepach gdzie za grosze kupisz to samo co w designu to uwielbiam lub jak mogę w takim sklepie za 5 zł kupić coś do przeróbki.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bloga prowadzimy dopiero od 4 miesięcy. Nie jesteśmy blogiem wnętrzarskim ale od kiedy "zajęliśmy" się na poważnie naszym domem (i pisaniem bloga) zaczęliśmy zaglądać w tego typu miejsca. I okazuje się, że można znaleźć tu wiele ciekawych inspiracji. Fakt, ceny czasami przerażają. Szczerze mówiąc nie rozumiem chęci kupowania markowych gadżetów. Nie jestem za kupowaniem badziewia ale płacenie za logo jest bez sensu. Szczerze mówiąc wolę podrasowane starocia, samodzielnie zrobione gadżety. Mam większą radochę kiedy kupię coś taniego i okaże się, ze to fajnie wygląda :) Pozdrowienia M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne podejście. Może to kwestia pokoleniowa, ale od zawsze robiłam (lub przerabiałam), zamiast kupować, jeśli to tylko było możliwe. Do blogów o profilu wnętrzarskim dotarłam za pośrednictwem blogów rękodzielniczych - i szczerze mówiąc, po krótkim zauroczeniu inspiracjami i stylizacjami zauważam ich coraz większą miałkość. "Kupię, kupiłam, kupiliśmy, muszę kupić". Ja tego nie kupuję ;-)

      Co ciekawe - ostatnio zauważyłam na części z nich postępujące zjawisko "ascetyzacji". Coraz więcej osób zauważa bezsens takiego właśnie kupowania, gromadzenia i gonitwy za trendami. I zaczyna oczyszczać przestrzeń wokół siebie. Pozbywać się ozdóbek, gadżecików, durnostojek. I zmieniać profil bloga ;-)

      Najbardziej atrakcyjne dla mnie są blogi, których autorzy własnoręcznie robią piękne rzeczy z niczego, nadają nowe życie jakimś paskudnym rupieciom. Nawet jeśli dana stylistyka jest mi zupełnie obca a ja nie potrafiłabym żyć w takim wnętrzu. No cóż, kreatywność jest dla mnie bardziej atrakcyjna niż pokaz zasobności portfela (czy alternatywnie - umiejętność oszczędzania na wymarzony wściekle drogi gadżet).
      I nieustająco przedkładam nasze rodzime rzemiosło nad okrzyczane zachodnie firmy. Btw. zakupiłam kiedyś metalowe pudło jednej z tych 'wspaniałych' firm i po otrzymaniu przesyłki byłam zdegustowana jego tandetnym wykonaniem. Ot, taka nieco zwichrowana zwykła puszka. Chociaż na zdjęciu w sklepie było bardzo klimatyczne.

      Usuń
  18. Lubię wyszukać na starociach jakąś rzecz :) Sprawia mi to frajdę :)
    Ostatnio nawet na giełdzie miałam rondelek miedziany w rękach, ale mąż mnie przed zakupem powstrzymał ;)
    Twierdząc, że nic miedzianego w kuchni nie mam ;) Ale od czegoś trzeba zacząć prawda ?
    Jak będzie na mnie czekał do następnego razu to znak, że był mi przeznaczony :)

    OdpowiedzUsuń
  19. JA co mam to mam dlatego, ze czuje iż musze to mieć:) Nie ulegam modzie, ale idę na czuja...i to mnie czasem gubi (mam na myśli swój portfel) POdusie słodkie!!!
    Buziaki ślę

    OdpowiedzUsuń
  20. u mnie w kwestii zakupów do domu zwycięża mimo wszystko rozsądek. Uwielbiam talerze, kubki i tego typu kuchenne utensylia - ale zanim nie wykorzystam tych które mam - mam na myśli takie prawdziwe, codzienne używanie - nie kupuje nowych. Wiem, że można mieć i gromadzić dla samej przyjemności posiadania oraz dla ich piękna i uroku. Nie raz taka myśl mi kiełkuje, że może coś zacznę zbierać - np. te kubki, ale wtedy zadaję sobie pytanie:po co? Co nie zmienia faktu, że bardzo mi się podobają rózne piekne przedmioty, uwielbiam nimi nasycać oczy i pewnie gdybym miała mnóstwo kasy, częściej pozwalałabym sobie na kupowanie tylko dlatego, że coś jest piękne i chcę to mieć. Interesując się to tematyką i czytając czasopisma i blogi można dostać swoistego świra od ilości tych wszystkich pięknych przedmiotów. A przecież wszystkiego nie da się mieć.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakbym to ja pisała:))))) No może nie w 100 procentach,ale rozterki chyba każda z nas ma podobne:)
    Niestety rozsądek na zakupach musi wygrać z chciejstwem,bo inaczej nie zmieściłybyśmy się we własnym domu:)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Myślę podobnie jak Ty,czasami coś kupię,najczęściej z przecen ale zawsze kieruję się rozsądkiem:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.