Happy place - kolorowa aranżacja przyjęcia. Slow life.

Choć czasem narzekam, lubię żyć intensywnie, działać, tworzyć, stawiać sobie wyzwania i czuć się zwycięzcą. Oswoiłam ten wieczny niedoczas - dziś całkiem dobrze nam się razem żyje. 

Zdarza mi się wpaść na ścianę - mój mały prywatny wróg czasem piętrzy przeszkody, a ja włączam tryb awaryjny i przechodzę na offline. To trochę taka kurtyna - posiedzę trochę w ciemności, nabiorę sił i wracam - spragniona zarówno dobrej energii, jak i spotkań w miłym gronie. Dlatego dziś przychodzę do Was z słuszną porcją kolorów i pomysłem na energetyczną aranżację przyjęcia w duchu happy place - szykuje się u nas kilka mniejszych i większych spotkań, więc zbieram siły i inspiracje:)

Wprawne oko i wierny czytelnik zauważy, że to zdjęcia z zeszłorocznego Bloggers Photo Meeting. Tak! To już rok! Tak się dziwnie złożyło, że zdążyłam Wam tylko pokazać leśne przyjęcie i wczasy pod gruszą w klimacie marine. Teraz przymusowy slow life pozwolił mi do nich wrócić i na nowo poczuć uroczą niespieszność tamtego weekendu.

No właśnie - jak to w ogóle jest z tym życiem powoli? Celebrowanie każdej chwili, pośpiech upchnięty w najgłębszej szufladzie, budzik z wyjętą baterią... Nierealna mrzonka czy rzecz całkiem możliwa na co dzień?

Zewsząd słyszę, że owszem. Wiecie,  joga o wschodzie słońca, niespieszne śniadanko do łóżka, kontemplacja przyrody w drodze do pracy - na miętowej holenderce (ujdzie tez biel i pudrowy róż), ofkors, potem lunch z przyjaciółmi, masaż po pracy i romantyczna kolacja z mężem przy dobrym winie.

Brzmi wspaniale?

Tylko JAK?

Wiecie, jestem kiepska w przepisywaniu uniwersalnych recept i nijak się mam do roli eksperta, bo zanim się do tej jogi zabiorę, zdążę wyłączyć budzik 22 razy, a ostatecznie i tak budzi mnie słońce promieniem prosto w oczy i uczucie paniki "O, fuck! Znowu spóźnimy się do przedszkola!" Efekt? W ostatniej minucie łóżkowania, zamiast nabożnego smakowania pożywnej jaglanki, przełykam bukiet inwektyw pod własnym adresem, zrywam w te pędy i zaczynam pięciobój -> prysznic-makijaż-budzenie-ubieranie-sprint. Wierzcie mi - to ciężka walka- Kornela zwykle potrzebuje minimum 11 godzin snu i budzenie jej choćby kwadrans wcześniej - to dowód odwagi.

Tu niejeden mentor tudzież inny samozwańczy kołcz pokiwa z politowaniem głową nad złą organizacją czasu, czemu zapewne winny będzie brak super hiper modnego planera i  - rzecz jasna - sowicie opłaconych godzin spędzonych z nim samym. Jednak za stara i chyba za mądra jestem, by się tym przejmować. 

Kończąc jednak te dygresyjki - choć uwielbiam się zatrzymać i delektować chwilą - mam świadomość, że slow life ma swoją cenę. Wysoką. Przynajmniej dla mnie. Wieczór z książką, mężem i cydrem oznacza czasem nieprzespaną noc nad papierzyskami. Piknik na łonie natury - zakupy robione o północy w najbliższym tesco (swoją droga polecam - zero tłoku;) Przykłady można mnożyć. Czy żałuję? Skądże! Spokojna chwila z najbliższymi jest po prostu bezcenna:)


Wracając zaś do przyjęcia...

Kolory, moi drodzy!

Żywe, soczyste, intensywne - każde przyjęcie nie tylko nabierze dzięki nim wyrazu, ale i uniknie sztywności czy niepotrzebnego sformalizowania. Pomogą też stworzyć spójną całość z elementów niekoniecznie "od kompletu".

Czym więcej mam za sobą przyjęć pod chmurką i w zróżnicowanym - także wiekowo - gronie, tym bardziej doceniam zapewnienie odpowiednich miejsc do siedzenia. Mi samej wystarczy koc czy piknikowa mata, ale dla babci, cioci czy wujka 60+ - to mało komfortowa opcja. Dlatego warto pomyśleć o kilku krzesłach lub zastępczo - ławeczce, taboretach czy choćby drewnianych skrzyniach, które -odwrócone - łatwo zamienić w wygodne siedziska. 

Jeśli wypoczywamy w pobliżu domu czy na działce - nie powinno być problemu z ich przechowywaniem. Natomiast jadąc gdzieś dalej - sprawdzą się krzesła składane - w samej Ikei znajdziecie kilka ciekawych modeli w cenach 25-100 zł, do moich faworytów należy też bukowe krzesło Juvre z Jysk (49,95zł)

Poduszki w kolorowych poszewkach uczynią wypoczynek znacznie przyjemniejszym, a na co dzień świetnie posłużą np. na balkonie czy tarasie.

Oświetlenie i dekoracje to coś, o czym nigdy nie zapominam. Pierwsze - bo zwyczajnie je lubię, drugie natomiast - pozwala nie patrzeć na zegarek i spędzić długie godziny na niekończących się rozmowach, nawet gdy słońce już zajdzie. W sprzedaży dostępne też są sprytne świece, latarenki i pochodnie odstraszające komary.



Choć początkowo miałam co do niej wiele zastrzeżeń, od dłuższego czasu polubiłam się z melaminą. Większość moich prywatnych zasobów pochodzi ze sklepu Sweet Village i od dawna nie uważam jej za "jakiś tam plastik".

Czasem to, co pozornie najbardziej prozaiczne, okazuje się być niezwykle ważne. O czym mowa? O serwetkach, ściereczkach i ogólnie tym wszystkim, co pomoże w utrzymaniu czystości. Nie ma nic gorszego, niż rozważania w stylu - oblizać palce po tej smakowitej kiełbasce, wytrzeć je w spodnie czy niepostrzeżenie w obrus/koc;)
Do listy rzeczy niezbędnych koniecznie trzeba tez dopisać worki, w które zbierzemy śmieci - lubią się mnożyć na tego typu przyjęciach.

Niebawem przygotuję dla Was listę moich sprawdzonych przepisów, idealnie sprawdzających się podczas przyjęć na powietrzu. A może podzielicie się własnymi? 


You May Also Like

14 komentarze