Domowa uprawa monstery + akwarelowy plakat DIY.

Odkąd pamiętam, mieszkałam w domu pełnym kwiatów - dziadkowie i rodzice zawsze mieli do nich słabość. Sama na początku nie miałam ich w planach - bo wymagają sporo uwagi, a ja przecież mam dość obowiązków. Po zakupie mieszkania żyliśmy bez kwiatów może 3 miesiące, pierwszy "złamał się" Marcin i przywiózł wielkiego figowca - ficus retusa jest z nami już pięć lat i powoli dojrzewam do tego, by zabrać się za jego rozmnażanie. Potem już poszło lawinowo;)

O kwiatach, ich charakterystykach, wymaganiach i chorobach - wiem sporo. Nie ma w tym fałszywej skromności - towarzyszą mi od zawsze, musiałam więc nauczyć się z nimi obchodzić. Nie wypada zatrzymywać tej wiedzy wyłącznie dla siebie, dlatego postanowiłam podzielić się nią z Wami - zwłaszcza, że rośliny doniczkowe od kilku lat przeżywają wielki come back do naszych wnętrz. Babcia i mama obiecały służyć mi swoimi radami podczas przygotowywania kwiatowych postów, jestem więc przekonana, że razem stworzymy wiele wartościowych treści.

Dziś przedstawiam Wam prawdziwą królową. O kim mowa?

MONSTERA DZIURAWA
Przeglądając chociażby Pinterest, nietrudno dojść do wniosku, że to absolutny must have każdego nadążającego za trendami wnętrza. Pokochały ją blogerki - całkowicie zasłużenie - jej duże i niezwykle ozdobne liście są wspaniałą naturalną dekoracją każdego wnętrza. 

Moi dziadkowie przez wiele lat mieli w domu prawdziwego giganta - ponad czterometrowy potwór w końcu złamał się pod własnym ciężarem. Przypomniałam sobie o nim w październiku podczas prezentacji kolekcji Jysk Favourites, kiedy to w pięknym wnętrzu Galerii Freta zobaczyłam JĄ...

Wspomniałam na blogu, że jest na liście moich kwiatowych marzeń i co się stało? Jedna z Czytelniczek postanowiła mi ją podarować:) Niestety Poczta Polska i głupota jednego z jej kurierów omal nie zabiła wspaniałego, co najmniej półtorametrowego okazu - panu przed 11 listopada nie chciało się jej dostarczyć, więc przeleżała w samochodzie - przy mocno minusowej temperaturze - całe 4 dni. Mniejsza straciła "tylko" połowę liści, duża- praktycznie wszystkie i dwa grube pędy. Ale nie odpuściłam, chuchałam, dmuchałam - i opłaciło się, bo zaczęła wypuszczać nowe liście :)

MONSTERA - KRÓTKA CHARAKTERYSTYKA.

Monstera jest rośliną ciepłych sfer klimatycznych - w naturze występuje w Ameryce Środkowej i Południowej. Występuje tam jako roślina płożąca, w sprzyjających warunkach pnącza osiągają 20 metrów długości/wysokości. W literaturze przyjmuje się, że w warunkach domowych osiąga wysokość do 200 cm, jednak - jak wyżej wspomniałam - sama miałam do czynienia z ponad czterometrowym okazem. 

Ma ciężkie, masywne pędy, więc by pięła się w górę, potrzebuje mocnych podpór - tu sprawdzają się np. paliki owinięte jutą, korą kokosową czy mchem. 
Nasza kładzie się coraz mocniej, jesteśmy więc na etapie projektowania... No właśnie, czego? Skrzyżowania kwietnika z rusztowaniem, oczywiście w przyjemnej dla oka i przyjaznej dla wnętrza formie;)

MONSTERA - LIŚCIE

W przypadku młodych rośli (i tych po przejściach, które w wyniku choroby/niesprzyjających warunków większość liści straciły) - ich kształt jest sercowaty i wówczas można je pomylić z filodendronem. Tak też wyglądają pierwsze liście na nowych pędach.

Starsze rośliny wypuszczają już liście właściwe, perforowane. Te są skórzaste, duże - osiągają do 50-60 cm średnicy, powycinane i często z charakterystycznymi otworami - dziurami, którym monstera zawdzięcza nazwę. Kształt i otwory w liściach zapewniają roślinie odpowiednią wentylację.
W handlu dostępne są różnego rodzaju nabłyszczacze do liści - owszem, ładnie to wygląda, jednak ja wolę je au naturel. Jeśli jednak nawet liście lubicie mieć na wysoki połysk - pamiętajcie, by odpowiedni środek stosować nie częściej niż co 2-3 miesiące.

Według wielu źródeł rocznie pojawiają się 1-3 liście właściwe. I to także nie jest regułą - u mnie pierwszy nowy liść (na mniejszej roślinie, tej, której mróz nie uszkodził) pojawił się w grudniu, a co miesiąc przybywał kolejny - poniższy jest już czwartym i szykują się dwa kolejne.
Na dużych liściach monstery łatwo osadza się kurz, konieczne jest więc ich regularne mycie. Mniejsze rośliny można wsadzić do wanny i spłukać letnia wodą, przy większych okazach - zanieczyszczenia przemywamy miękką szmatką.

Charakterystyczne dla monstery są długie (ok. 100 cm) korzenie powietrzne. Są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania rośliny, nie należy ich więc usuwać, nawet jeśli psują nieco ogólną estetykę (widoczne w dole zdjęcia). Można natomiast owijać je wokół podpory, np. przywiązując miękkim naturalnym sznurkiem.

MONSTERA - STANOWISKO.

Monstera nie jest szczególnie wymagająca - wspaniale rośnie na stanowiskach od półcienistych do słonecznych, ale nie bezpośrednio na słońcu. Generalna zasada jest taka - czym większa ekspozycja na światło, tym liście rosną większe i bardziej postrzępione. Koniecznie jednak pamiętajmy, że ostre słońce spowoduje najpierw brązowienie obrzeży, a później żółknięcie całych liści.

TEMPERATURA.

Optymalne dla monstery są temperatury w przedziale 18-25 stopni, zimą natomiast 12-15 stopni. Ukorzenianie sadzonek przeprowadzamy natomiast w podwyższonej temperaturze - 27-30 stopni (uzyskamy ją stosując namiot z folii).

PODLEWANIE I NAWOŻENIE.

Monsterę podlewamy dość obficie - podłoże powinno być lekko wilgotne, ale nie dopuszczamy do przelania, które znosi źle - tracąc liście. Zwykle wystarczy raz w tygodniu, w pomieszczeniach o niskiej wilgotności powietrza - co 3-4 dni. Zimą podlewanie ograniczamy - raz na 10-14 dni. Dwa razy w tygodniu liście monstery spryskujemy odstałą, odwapnioną wodą. 

W okresie wiosenno-letnim (okres intensywnego wzrostu) konieczne jest nawożenie - płynnym nawozem wieloskładnikowym  dodanym do wody - co 2 (gdy stoi na stanowisku nasłonecznionym) - 3 tygodnie (na stanowiskach półcienistych.

PODŁOŻE I PRZESADZANIE.

Prawidłowe warunki zapewni monsterze lekka, dobrze przepuszczalna ziemia, najlepiej torfowa. Gdy stosujemy uniwersalne podłoże kwiatowe - konieczne jest zastosowanie drenażu, dobrze jest też wymieszać je z niewielką ilością piasku. 

Młodsze rośliny - do 100-120 cm wysokości - do większej doniczki przesadzamy raz w roku w lutym-marcu. Starsze - raz na 3-5 lat. Gdy przesadzenie ze względu na wielkość rośliny nie jest możliwe lub dotychczasową doniczkę uważamy za wystarczającą - raz w roku uzupełniamy ziemię. W tym celu usuwamy wierzchnią warstwę - około 3 cm i w jej miejsce umieszczamy świeżą. , całość ugniatamy wokół rośliny. Po przesadzeniu dobrze jest przetrzymać roślinę przez kilka dni w cienistym - i raczej chłodnym - miejscu, nie podlewając jej 2-3 dni.

ROZMNAŻANIE.

Tu - przyznaję - moja wiedza jest czysto teoretyczna, bo ten krok dopiero przede mną. Sadzonki oddzielamy w momencie, gdy roślina wypuści pąk pachwinowy (niewielkie zgrubienie), a z niego 2 liście (lub liść i korzeń powietrzny) - odcinając je ostrym, wyparzonym nożem. Umieszczamy je w naczyniu z kawałkiem węgla drzewnego lub kilkoma tabletkami tego z apteki i przestudzoną przegotowaną wodą. Naczynie wkładamy do foliowego woreczka, który wokół rośliny delikatnie związujemy gumką. Możemy też użyć folii spożywczej lub naczynie z sadzonką umieścić w foliowym namiocie/szklarence. Korzenie powinny pojawić się po około miesiącu. Wtedy przesadzamy roślinę do doniczki z torfem, obficie podlewamy (nie przelewając!), a całość przez tydzień-dwa okrywamy folią. 

Miałam dziś w planach akcję rozmnażania, niestety zabrakło mi ziemi, wstrzymałam się więc z oddzielaniem sadzonek. Byłam natomiast zmuszona usunąć jeden z w 3-4 całkowicie obumarłych pędów - jego końcówka pozostała jednak zielona, wypuściła też listek - bez wielkich nadziei na powodzenie, niemniej postanowiłam podjąć próbę ukorzenienia. 
Właściwą sadzonkę powinniśmy odciąć poniżej miejsca, z którego wyrasta dolny liść. Tu mamy tylko jeden, ale dam mu szansę, z ciekawości też wsadziłam do wody ocalałe kawałki łodygi.



MOŻLIWE PROBLEMY Z MONSTERĄ.

Choć nie jest rośliną wymagającą, źle znosi przeciągi i niską temperaturę. Przy nadmiarze wody - szybko pojawia się zgnilizna, liście brązowieją lub wręcz czarnieją i obumierają. Nadmiar słońca prowadzi natomiast do przepalania liści.

Podczas uprawy w cienistych pomieszczeniach istnieje ryzyko pojawienia się wełnowców (małe, białe, owalne robaczki - wielkości główki od zapałki) lub przędziorków (małe, czerwone kropki) - oba pasożyty żerują na spodniej stronie liści, wysysając z nich soki i powodując ich obumieranie. Wełnowce usuwamy roztworem oleju rzepakowego, wody i szarego mydła, przędziorki - wodą z płynem do naczyń lub octem, pomocny jest też czosnkowy oprysk (działa na wiele gatunków pasożytów, można stosować na większości roślin) - 5-6 dużych ząbków czosnku drobno siekamy, zalewamy litrem zimnej wody, odstawiamy na minimum 10 godzin w ciemne miejsce, po czym przecedzamy i rozpylamy na roślinę. W miarę możliwości izolujemy ją od innych roślin, bo pasożyty mogą przenosić się na inne gatunki. Sporadycznie na liściach może pojawić się mszyca - zwykle wystarczy przemywanie liści wodą z płynem do naczyń.

MONSTERA - TRUJĄCY SOK!!!

Monstera - zwłaszcza korzenie powietrzne i kwiaty (w domowej uprawie pojawiają się rzadko) w początkowej fazie - zawierają kryształy szczawianu wapnia, które działa drażniąco na skórę, może też powodować bolesną wysypkę/pokrzywkę. Szczególnie niebezpieczne jest spożywanie, czy chociażby ugryzienie rośliny - w większości przypadków grozi to ostrym podrażnieniem śluzówki jamy ustnej i przełyku - należy je więc trzymać z dala od ciekawskich dzieci czy zwierząt. Koniecznie też unikajmy kontaktu soku z oczami.

A Wy?

Kto z Was ma w domu monsterę?

Może więcej niż jedną odmianę?


**********
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, bo na koniec mam dla Was jeszcze DIY. Podczas przygotowywania dzisiejszego wpisu zamarzył mi się plakat. A jakże! Z monsterą. Ale skąd wziąć go w sobotę? 

Namalować;)

Akwareli nie miałam w rękach od 20 lat, ale u Kornelki są w ciągłym użyciu, po kryjomu je więc pożyczyłam. Posiłkując się kredą i uschniętym liściem - na akwarelowym bloku A3 odrysowałam kształt...


Później - może niezbyt umiejętnie - w ruch poszły farbki i radosna inwencja, zapewne sprzeczna ze wszelkimi regułami sztuki, niemniej sprawiająca sporo radości.



I tak powstał plakat - może i na wskroś niedoskonały, ale MÓJ :)


Do moich drewnianych ptaszorków dołączył w niedzielę koziołek - może to antylopa? Ma co prawda odtrącone uszy, ale i tak mnie urzekł. Podobnie jak pieczątka do wosku z serduszkiem :)

**********
Co powiecie na taki cykl postów o roślinach? 

Może są jakieś, o których szczególnie chcielibyście przeczytać?

You May Also Like

29 komentarze

  1. Uwielbiam kwiaty doniczkowe i też zawsze miałam ich mnóstwo w bloku, odkąd mieszkam w domu ze zmienną temperaturą zimą to niestety musiałam się pożegnać z moją pasją do hodowania ich. Monsterę znam i jest na liście moich ulubionych. Miałam przeczytać post i siedzieć cicho, ale urzekł mnie twój portret liścia. Jest fantastyczny :D
    Wykorzystam twój pomysł w pracy z dziećmi dysfunkcyjnymi - dzięki :)
    Moc uścisków przesyłam i dobrej energii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super, że pomysł się przyda - to świetny sposób na przyjemne dla oka obrazki - może nie uczynią z nikogo artysty, ale na pewno dadzą mnóstwo radości:)
      U nas zimą mamy zwykle saunę, więc z niektórych odmian musieliśmy zrezygnować, ale większość bardzo dobrze sobie radzi:)

      Usuń
  2. Na Monsterę poluję mam w planach ja kupić i nie dopuścić do umarcia, bo niestety u mnie kwiatki nie potrafią przetrwać próby czasu. Plakat śliczny <3 chodź za zielonym kolorem nie przepadam to u ciebie mi się podoba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, najważniejsze przy kupnie monstery, zwłaszcza w markecie czy większym centrum ogrodniczym, jest sprawdzenie czy nie jest przelana i czy co gorsze - korzenie nie zaczynają gnić. Mam nadzieję, że znajdziesz swój wymarzony okaz:)
      A plakat? Wpisuje się w moją ostatnio bardzo silna skłonność do zieleni:)

      Usuń
  3. Pamiętam tą roślinę z dzieciństwa :) U mnie w domu nazywało się ją po prostu "dziurawcem" ze względu na te niezwykłe liście :) Stała sobie kilka lat na przymocowanej do ścianie desce, aż któregoś pięknego dnia po prostu spadła na brata i tym samym zakończył się jej żywot . "Choruję" na nią, ale póki co nie miałabym gdzie jej postawić nie narażając na kontakt z ciekawskim dzieckiem lub zwierzątkiem :) Może kiedyś... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naszą córeczkę (4,5 l) na szczęście bardzo szybko przyzwyczailiśmy, że w domu są rzeczy, których dotykać nie wolno i w przypadku kwiatów ogranicza się do podlewania. A psiak - labrador - zwraca uwagę głównie na jedzenie ;)

      Usuń
  4. monstere ma od 25 lat u siebie była duza , po przenosinach troszkę zmarniala ,ale 3 duże liście ma ;) lubie tego kwiata , choć włąsnie czym większy tym gorzej go okiełznać ;) , mam tez wielką difenbachię , która się przewraca i trzymam ją na sznurku ;) ale srednio to wyglada chyba ją skrócimy , posty fajne proszę wiecej :)

    plakat fajnie wyszedł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Difenbachie bardzo mi się podobają, jednak dość mocno się jej boję - niby Kornelka nie dotyka kwiatów, ale jednak stężenie strychniny jest tam bardzo wysokie, a ona ma atopową skórę i gdyby coś ją jednak podkusiło - mogłoby się skończyć źle.

      Usuń
  5. Tę roślinę u siebie mieli moi rodzice, aż nie mogę wyjść z podziwu, że jest teraz w topach trendowych. Świat cały czas mnie zaskakuje. Za dzieciaka byłem pewien, że roślina jest uszkodzona, bo przecież ma "braki" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naszą córkę też te dziury fascynują;) A trendy - lubią się powtarzać;)

      Usuń
  6. :) nie znałam tej rośliny...kojarzę, ale osobiście jej nie posiadałam, póki co i tak nie miałabym na nią teraz miejsca, poza tym ja zawsze wszystko na opak ;) a jak mnie teraz oświeciłaś, że to "top trendy" aktualnie, to chęć jej posiadania jeszcze bardziej maleje ;)...natomiast pomysłów cyklu roślinnego jak najbardziej NA TAK :)
    Pozdrawiam ciepło.
    Ps. akwarelka wpasowała się idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko, spokojnie, jak się trendy za rok-dwa zmienią - pewnie będę mogła poratować Cię własnoręcznie wyhodowanym młodym okazem :)

      Usuń
  7. Tak tak tak. Jestem U ciebie pierwszy raz, ale już dodaje cię do listy odwiedzanych. Ogólnie nie mam ręki chyba tylko do storczyków.

    W sumie to mam wąskie pole do popisu z gamą roślin, bo często zapominam o podlewaniu ;) i przez większą część dnia mam w mieszkaniu ciemnicę (rolety antywłamaniowe). żyją tylko najwięksi twardziele :)

    Czekam na kolejne roślinne wpisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mielismy kiedyś kilka storczyków, niestety tydzień na balkonie podczas naszej nieobecności wystarczył, by opanowały je bez reszty mszyce:(

      Usuń
  8. Ja zakupiłam dwa miesiące temu jakieś roślinki w Leroy i na razie czekam czy przetrwają :) skoro uśmierciłam sukulenty to nie wiem czy na monsterę się nadaję :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprzelana monstera wiele wytrzyma😊 Natomiast najbardziej pancerny ze wszystkich znanych mi kwiatów to zamioculcas 😊

      Usuń
    2. Zamioculcas mój ulubieniec ;) Dobrze nam razem. Mam dwa. ;)

      Usuń
    3. Też mam dwa 😊 Ale jeszcze niezbyt duże, w przeciwieństwie do tego mojej babci - olbrzym masz półtora metra, a średnicę taką, że dwie osoby ledwo obejmą. W tym roku po raz pierwszy zakwitl 😊

      Usuń
  9. Monstera jest cudna - moja babcia była z zamiłowania ogrodnikiem i jej cały dom był wypełniony kwiatami (to była wręcz puszcza!). Pamiętam, że miała przepiękne okazy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie wygląda 1/3 mieszkania mojej babuni😊 Sama z czasem mam nadzieję stworzyć u siebie taką miejską dżunglę :)

      Usuń
  10. Monastera nie dla mnie, poświęcam się dla kota, ale z przyjemnością zrobię obrazek na pocieszenie (tylko z liściem muszę pokombinować ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można wydrukować szablon i poradzić sobie bez liścia 😊

      Usuń
  11. Potrzeba matką wynalazku, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma potrzeby na siłę szukać liści, choć w razie potrzeby- bywają w kwiaciarniach 😊

      Usuń
  12. Teraz wraca moda na prl-owskie roslinki bo monstera byla jedną z nich innymi roslinkami są anginka, oraz osle uszy czyli inaczej sansewieria czy fikus sprężysty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie wraca "moda" na kwiaty - i wg.mnie to bardzo dobrze 😊

      Usuń
  13. witam
    Pamiętam takie rośliny u moich dziadków, były ogromne i powyginane w różne strony. Ja zawsze lubiłam kwiaty w domu ale odkąd pojawił się pies i kot wszystko zlikwidowałam. Teraz po latach dałam im drugą szansę i wiem, że dom bez roślin jest smutny. Kwiaty szczególnie w momencie kwitnienia cieszą oko i dają satysfakcję, że nie doprowadziłam ich do usychania jak to było wcześniej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Zawsze podkreślam, że kwiaty we wnętrzu są nie tylko przyjemną ozdobą, ale pełnią również praktyczną funkcję - znakomicie poprawiają jakość powietrza, w związku z tym warto trzymać je w domu lub mieszkaniu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.