Tysiąc małych radości.

Należę do tych szczęśliwców, którzy darzą święta miłością głęboką i w pełni odwzajemnioną. 

Choćbym nie wiem jakie robiła plany - jestem odgórnie zaprogramowana na tryb spowolniony - co wreszcie do mnie dotarło. I choć z zazdrością już w listopadzie podglądałam przepiękne świąteczne aranżacje stołów- postanowiłam - jeśli tylko drzemie we mnie jakaś élan vital-  całą zachowam na trzy świąteczne dni. Po fakcie zdradzam, że było warto.

Może i zabrzmię, jak stara baba, ale z wiekiem mądrzeję, o radości! -  coraz bardziej. Odpuszczam, co nieistotne, rozgrzeszam się z niedociągnięć, nie rozpaczam, że w chwili słabości wyciągam pierniki z paczki, byle tylko "Teraz!" i "Już!" Kornelka miała co dekorować. 



Tak, jestem sentymentalna, ale grudzień ma dla mnie wymiar na poły magiczny. Może przez rocznicę? Siedem lat temu powiedzieliśmy sobie TAK - wśród paskudnego deszczu, na spóźnionej mszy, której ktoś zapomniał wpisać w świąteczny rozkład jazdy i przed księdzem z łapanki, bo ten "zaklepany"... po prostu nie przyszedł. Zgodnie z przewidywaniami - po takich przygodach mogło być już tylko lepiej. Jest.

Nie będę Wam pisać o przejedzeniu, bo w święta do szczęścia wystarczą mi karp, uszka i pierogi- ciężko tu przeholować. Nie powiem, że ten czas cieszy coraz mniej, bo jest wręcz przeciwnie. Nie narzekam na zmęczenie, bo odpoczęłam jak nigdy. Jakiś wewnętrzny chochlik się we mnie budzi, gdy wkoło wciąż słyszę, że "to już nie to samo", "dobrze, że już po świętach", "na rok mamy spokój".  Jakby w ludziach było coraz mniej radości... Albo zapomnieli, o co w tym, wszystkim chodzi. 

Gdy w życiowym pędzie zaciągam hamulec, łatwiej dostrzegam, jak wiele MAM. Bo szczęście czai się w drobiazgach. W oknach, których nie musiałam myć, bo to Marcin dzielnie walczył z ptasimi pamiątkami...

...w choince, którą wbrew sobie gotowa byłam zastąpić mniejszą, gdy sprzedawca uparcie twierdził, że nie da się jej zasiatkować i upchnąć w samochodzie, a jednak dotarła do domu na mężowskim ramieniu...

...w bombkach wieszanych nocą, by rano zaskoczyć Kornelkę...

...w uśmiechu dziecka, uparcie krążącego wokół miejskich dekoracji, choć mamą wprost telepało na mrozie...

...w uszkach lepionych nocą, bo nikt nie zrobi lepszych od moich...

...w prezentach pakowanych w sekrecie przed małym szpiegulcem- niby nie o nie przecież chodzi, ale radość na twarzach obdarowanych jest dla mnie bezcenna...

...w dwóch kubkach każdego wieczoru zawsze obok siebie...

Zdradzę Wam kolejny sekret - do szczęścia nie trzeba grudnia, świąt czy jakiejkolwiek "okazji".

Szczęście nie jest manną z nieba dla wybranych, a stanem do wyćwiczenia. Czasem tylko ciężko je zauważyć.

Tak, wiem, życie nie zawsze jest bajką. Ale nawet gdy jest źle - trzeba chwytać się tego, co dobre.



Być może trwam wciąż w świątecznym oszołomieniu i słusznie mniemacie, że bredzę;) 

Mimo to stawiam przed Wami wyzwanie - powiedzcie, co dobrego ostatnio Was spotkało?

Odkryłam - dość dawno, choć nieoczekiwanie dla samej siebie - że taka "lista małych radości" przyciąga kolejne - więc chyba warto:)



You May Also Like

12 komentarze

  1. Pięknie napisane i zgadzam się z Tobą w pełni. Ja sama tego roku przystopowałam, nic nie oczekiwałam, nie zakładałam i nie starałam się być idealna i wyszło najlepiej-wyszło pięknie, wyszło spokojnie a zarazem radośnie i wyszło wreszcie tak jak powinno. Święta były pełne miłości, słodkiego lenistwa i tej magii- o której się nazbyt często zapomina. Gdy tak w moich spokojnych przygotowaniach rozglądnęłam się do o koła, to zobaczyłam ludzi biegnących w szaleńczym tempie, przepychających się między sklepowymi pułkami, ciągle spóźnionych, umęczonych i zniechęconych. Słyszałam pytania, kto te Święta wymyślił? I przykre stwierdzenia, że wszystko jest na barkach kobiet. A przecież nic by się nie stało, jakby jakieś okna były nie umyte, jakby zabrakło na stole jakiegoś dania, i jakby ciasta i pierniczki były kupne, a w domu nie było by idealnie posprzątane. Mój dystans do tego wszystkiego nie jest bez przyczyny- bowiem jestem w piątym miesiącu ciąży i to do tego dość ciężkiej- cieszę się każdą chwilą, każdym jednym kopnięciem mojego Synka, uśmiechem Męża gdy gładzę się po brzuszku i każdym jednym kęsem słodkiego pierniczka- których produkcje rozpoczęliśmy o pierwszej w nocy 24 Grudnia :) Życzę Ci aby ta Twoja mądrość nabyta z wiekiem tylko się rozwijała i abyś chociaż na chwilę nie zapomniała w tym 2107 roku co jest najważniejsze. A zdecydowanie uśmiech Twojej Kornelki, wszystkie trudy Ci wynagrodzi :) Wszystkiego co najpiękniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Prawda jest taka, że czym mniej planujemy, tym zwykle wszystko lepiej wychodzi- więc warto tego się trzymać:)

      Usuń
  2. Świetnie napisane. Zgadzam się z Tobą w 100%. Ja tam uwielbiam święta właśnie dlatego, że mogę się wtedy spotkać z całą rodziną. Ale rozumiem, że niektórzy mogą świąt nie lubić. Ja tam uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też rozumiem i ani mi w głowie kiedykolwiek uszczęśliwiać kogoś na siłę;) Jednak sama święta uwielbiam, to dla mnie wspaniały czas - najważniejszy, bo z rodziną:)

      Usuń
  3. Ooo, dziękuję :-) bardzo potrzebowałam dziś takich ciepłych i optymistycznych słów ... otuliły mnie i zgadzam się z Tobą, że ten stan można wyćwiczyć, tylko, kurcze, w tym pędzie idziemy na łatwiznę ... łatwiej gderać i znajdowac dziurę w całym ,szczeście trzeba umieć brać z życia ....
    Pozdrawiam Cię ciepło i wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonka, ja czasem łapie sie na tym, że instynktownie zaczynam zrzędzić, ale daję sobie porządnego mentalnego szturchańca i sprowadzam się na właściwe tory. Wszak lepiej mieć szklanki zawsze pełne do połowy, prawda?:)

      Usuń
  4. Szczęśliwego Nowego Roku

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny post;-)Oj mnie ostatnio spotykalo sporo milych rzeczy, zresztą pisalam o nich na swoim blogu;-)Wszystkiego dobrego w NOWYM 2017 roku Kochana! Zdrówka i radości;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, dziękuje i jeszcze raz dziękuję:) W kolekcjonowaniu dobrych chwil jest cos magicznego i wierzę, że procentuje na przyszłość:)

      Usuń
  6. Masz rację... Te małe radości sprawiają, że człowiek otacza się szczęściem, buduje je... Nie takie kinowe, sztuczne, wielkie i prawdopodobnie rzadko kiedy możliwe do osiągnięcia, ale jak najbardziej prawdziwe, własne, przytulne i siiiilne.

    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Małe radości, cuda dnia codziennego to fakt, że dzieciaki zdrowe, że nie marudzą gdy na mrozie idziemy 2 km do sklepu w jedną stronę, gdy sami od siebie podziękują, gdy odchodzą od stołu i jeszcze powiedzą"mamo-pyszne to było"...to psiaki które wieczorem kładą się na nogach tak, że nie jesteśmy już w stanie przekręcić się chociażby na drugą stronę, to możliwość wypicia porannej i popołudniowej kawy przy Nim i z Nim...i to, że człowiek ma siłę, by wstać rano i działać, że są chęci, zdrowie i siła...by plany i marzenia wprowadzać w stan realizacji.
    ps. uwielbiam Twoje "świąteczne bredzenie" :) i te pierniczki...cudo!! i te migawki wszystkie, pełne ciepła i zwyczajnej radości :)
    Buziaki wielkie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.