Pierwszy miesiąc w przedszkolu... Jak pomóc maluchowi i sobie.

...minął nie wiadomo kiedy. Piękny i ciepły wrzesień, podobnie zapowiadający się październik- to na pewno pozwoliło nam łatwiej wejść w ten zupełnie nowy etap. Wrześniowy bilans zamknięcia oceniam jako udany- jedynie trzydniowa nieobecność (niestety- z antybiotykiem, ale wyszliśmy z tego szybko i łagodnie), raz "Mamo, ja chcę zostać w domku!", jednorazowe rozklejenie się podczas leżakowania (ponoć pięciominutowe;). Jest lepiej, niż się spodziewałam, gdy pisałam o naszym PRZEDSZKOLNYM DEBIUCIE.


Po miesiącu widzę wielkie- w stosunkowo krótkim czasie- postępy. Znacznie poszerzony zasób słów, udoskonalone umiejętności- ubierania się, mycia, rysowania czy malowania, ugruntowanie prawidłowych nawyków żywieniowych ("Mamo, lubię sok, ale ma dużo cukru, pani Majolka tak mówi"), łatwiejsze dzielenie się czy rezygnacja z prób grania zawsze pierwszych skrzypiec, np. podczas zabawy. Jak na dziecko niespełna trzyletnie- to bardzo dużo. 

Mam świadomość, że jesteśmy szczęściarzami - ciężko byłoby mi codziennie ciągnąć Kornelkę do przedszkola, gdyby płakała, krzyczała i za wszelką cenę próbowała zostać w domu. Olbrzymia w tym zasługa samego przedszkola- świetnie przygotowana do pracy z dziećmi kadra- i co najważniejsze autentycznie sympatyczna, przestronne i ładnie urządzone sale, różnorodne ciekawe zabawki, podział "maluchów" na dwie grupy- z pierwszej i drugiej połowy roku- to ważne, bo nie uwierzę, że każdy maluch z listopada czy grudnia jest na tym samym etapie rozwoju co ten ze stycznia. Drugi plus daję nam jako rodzicom- robiliśmy wszystko, by jak najlepiej przygotować Kornelkę do tego pierwszego etapu edukacji - i sądząc po jej codziennym uśmiechu na samą wzmiankę o przedszkolu- odnieśliśmy sukces:)

Przedszkole to dla malucha ogromne wyzwanie - często pierwszy moment, gdy przez relatywnie długi czas pozostaje pod opieką osoby innej niż rodzic, ukochani dziadkowie czy ciocia- których uwagę miało na wyłączność lub do podziału co najwyżej z rodzeństwem. Nie ma poczucia czasu takiego, jak sami je rozumiemy- "Przyjdę za 5,6,7 czy 8 godzin" - nic mu nie mówi. Czuje się niepewnie, nie zawsze potrafi wyraźnie komunikować swoje potrzeby (fizjologiczne, pragnienie, głód) czy rozumieć uczucia (strach, tęsknota za mamą). Czasem zwyczajnie wciąż zbyt dobrze nie mówi. To do nas należy pomóc mu się zaadaptować.
Jak to zrobić?


ZACZNIJMY MÓWIĆ O PRZEDSZKOLU DUŻO WCZEŚNIEJ.

Dobrym momentem jest moment tuż po rekrutacji, tak, już niemal pół roku wcześniej. Wytłumaczmy, czym jest przedszkole, pokażmy wybraną placówkę, spacerujmy obok, gdy na placu bawią się dzieci. Włączmy malucha w kompletowanie przedszkolnej wyprawki, pozwólmy mu wybrać nowe ubranko, piżamkę czy szczoteczkę do zębów. Jeśli dotąd jej nie miało- postarajmy się, by dziecko "zaprzyjaźniło się" z jakąś zabawką- przytulanka będzie w tych pierwszych dniach namiastką domu, czymś dobrze znanym, posiadanym na wyłączność wśród mnóstwa nowych zabawek, którymi jednak trzeba się dzielić. Jeśli przedszkole organizuje dni otwarte i/lub tydzień adaptacyjny- za wszelką cenę postarajmy się uczestniczyć w nich z dzieckiem - lub poprośmy o to kogoś bliskiego, jeśli praca nam nie pozwoli. Pod żadnym pozorem nie czekajmy z tym do 1 września! Żaden maluch nie ucieszy się z takiej "niespodzianki".


NIE POKAZUJMY PO SOBIE NASZYCH LĘKÓW.

To naturalne, że się boimy, że przedszkole budzi setki nieznanych dotąd obaw. W końcu powierzamy tych, których kochamy , osobom zupełnie nam obcym- i choć mamy świadomość, że są do takiej pracy przygotowane- wciąż tkwią w nas rozmaite lęki. Boimy się, jak maluch sobie poradzi, czy odnajdzie się wśród rówieśników, czy nie będzie chodził głodny. I mamy do tego prawo, ale nie okazujmy dziecku naszych wątpliwości. Stanowczy i optymistyczny przekaz jest tym, czego nasze dziecko potrzebuje- więc dajmy mu to.


NIE STRASZMY PRZEDSZKOLEM.

Dziecko, które słyszy "Jak będziesz niegrzeczny, to oddam Cię do przedszkola"- raczej nie nastroi się do niego pozytywnie, ba, może wyrobić w sobie lęk, którego potem nie sposób zwalczyć. Podobnie nie straszmy nauczycielkami, obądźmy się bez gróźb "O wszystkim powiem pani X...", kiedy dziecko coś spsoci- w ten sposób dziecko będzie drżało z lęku, byśmy nie powiedzieli o nim niczego złego ukochanej pani, do przedszkola pójdzie niechętnie i z obawą, jaka może być reakcja na te małe grzeszki. Nauczycielki w przedszkolu zajmują się naszym dzieckiem przez wiele godzin- w domu cały ciężar tej opieki i odpowiedzialności musimy brać na siebie- nie pomagajmy sobie "straszakami".


ANTYPATIE ZACHOWAJMY DLA SIEBIE.

Nikt nie każe nas obdarzać nauczycielek naszego dziecka bezwarunkową sympatią - ludzie są różni, nie zawsze nadajemy na tych samych falach. Nie podkopujmy jednak ich autorytetu, nie okazujmy braku szacunku, nie krytykujmy przy dziecku lub w sytuacji, gdy może to usłyszeć. Jeśli coś nam się nie podoba- zastanówmy się dobrze, czy mamy rację. Jeśli tak- rozwiążmy problem jak dorośli ludzie, rozmową w cztery czy. W ostateczności zwróćmy się o pomoc do dyrekcji. I pamiętajmy, że nasze dziecko w przedszkolu może zachowywać się zupełnie inaczej niż w domu, więc w sytuacjach konfliktowych prawdy szukajmy pośrodku. I nie kruszmy kopii  o drobiazgi- np. dziś Kornelka poszła do przedszkola z kitką związaną miękką różową frotką, a wróciła z włosami ściągniętymi nad uszami gumką recepturką(frotka zaginęła w akcji) - nie obeszło się bez jej rozcinania, ale czy to wina nauczycielki, że moje dziecko najpewniej gdzieś ją zapodziało? Nie, więc dobrze, że zadbała, by włosy nie wpadały jej do oczu i talerza.


ANGAŻUJMY SIĘ W FUNKCJONOWANIE PRZEDSZKOLA.

Oczywiście na miarę jego potrzeb i własnych możliwości. Może to być członkostwo w Radzie Rodziców, udział w zbiórce makulatury, nakrętek czy zużytych baterii, przyniesienie ciasta na kiermasz, doniczki z ziołami czy koszyczka kasztanów do przyrodniczego kącika. To wszystko drobiazgi, ale razem tworzą całokształt, a z nas- członków przedszkolnej społeczności. Dziecko zaangażowanych rodziców jest zwykle bardziej uspołecznione- chyba warto troszkę się postarać, prawda? Nie dajmy sobie wmówić, że to przejaw "lizusostwa"- ten kiepski argument wysuwają zwykle ci, którym nic się nie chce i próbują usprawiedliwiać własną obojętność. 


OPŁATY...

Naturalne, że płacimy za pobyt dziecka w placówce. Początek roku niesie jednak i inne opłaty. Większość (jeśli nie wszystkie) jest dobrowolna i od nas tylko zależy, czy zdecydujemy się na ich ponoszenie. UBEZPIECZENIE- jest jak najbardziej dobrowolne, zwykle nie przekracza 30-50 zł. Daje rozmaity zakres ochrony, a jego warunki zawsze mamy prawo otrzymać do wglądu. Nie zawsze jest korzystniejsze od zawieranego indywidualnie, więc od nas tylko zależy, jaką podejmiemy decyzję. RADA RODZICÓW - również jest opłatą dobrowolną, choć w niektórych placówkach wciąż pokutuje inny przekaz. Jako rodzice mamy prawo wiedzieć, na co pożytkowane są te pieniądze- i znów podjąć decyzję, czy płacić. U nas środki te przeznaczane są na zakup nowych zabawek i pomocy naukowych, prezenty na Mikołajki, drobne upominki okolicznościowe, organizację dorocznego festynu -  i to procentuje, czuć, że przedszkole żyje i świetnie funkcjonuje. Dlatego nie mieliśmy cienia wątpliwości- warto zapłacić 60 zł na rok:) Dodatkowymi comiesięcznymi opłatami są u nas jeszcze FUNDUSZ REMONTOWY i COMIESIĘCZNE 10 ZŁ NA RZECZ GRUPY. Z pieniędzy Funduszu remontowane są sale, w zeszłym roku wycyklinowano połowę parkietów, planowana jest renowacja pozostałych, odnowione zostały sprzęty na placu zabaw- to wszystko służy bezpieczeństwu i estetyce, a bez pomocy rodziców zwyczajnie nie zostałoby wykonane. Druga opłata zwalnia rodziców z konieczności pamiętania o klejach, kredkach, farbach, plastelinie i dziesiątkach innych potrzebnych rzeczy, o których przyniesieniu i dziecko i rodzić łatwo zapominają. Obie są dobrowolne i osobiście w pełni je akceptuję, choć wiem, że zdania na ich temat są podzielone.


BĄDŹMY OBOWIĄZKOWI.

Jeśli co dwa tygodnie w piątek otrzymujemy piżamkę do prania- nie zapomnijmy o przyniesieniu jej w poniedziałek. Gdy od tygodnia w holu wisi komunikat o Dniu Jabłka i prośbie o ubranie w tym dniu dziecka na zielono lub czerwono- zadajmy sobie odrobinę trudu i przygotujmy na ten dzień strój w takim kolorze, niech to będzie choć jeden element. Pamiętajmy, by w szatni zawsze czekało kompletne ubranie na zmianę- dziecko może zaliczyć toaletową wpadkę, wylać na siebie obiad, usiąść na mokrym piasku. Gdy dobrze się przygotujemy- uniknie przykrości w stylu np. chodzenia w "przedszkolnych" rajstopach w majtkowym kolorze.


KAŻDY DZIEŃ ZACZYNAJMY DOBRZE PRZYGOTOWANI.

Strój na następny dzień przygotujmy wieczorem w wersji lżejszej i grubszej, wstańmy odpowiednio wcześniej, by szykować się bez pośpiechu, połóżmy dziecko spać jak najwcześniej. Kornelia zasypia około 20stej i bez najmniejszych problemów budzi się co rano sama w okolicach 7-7:30. Idąc/jadąc do przedszkola - poświęćmy ten czas na rozmowę z dzieckiem, podobnie odbierając je- pytajmy, jak spędziło czas, w co się bawiło, co jadło. Po kilku dniach będzie miało nam do zakomunikowania mnóstwo nowości:) Nie skazujmy stęsknionego malucha na wyłącznie samodzielną zabawę- pranie czy sprzątanie zaczeka, a porządnie wybawione dziecko zaśnie szybciej i na wszystko starczy czasu:)


NIE PRZYPROWADZAJMY DO PRZEDSZKOLA CHOREGO DZIECKA.

To niestety zmora wielu placówek. Czasami wystarczy jeden maluch, by po trzech dniach przeziębienie zdziesiątkowało całą grupę. I o ile poranny kaszel może oznaczać wszystko i nic- nie dam sobie wmówić, że dziecko ze szklistym wzrokiem, słaniające się na nogach i o temperaturze małego piecyka w domu kwadrans wcześniej nie wykazywało żadnych objawów choroby. Tak, wiem, w życiu zdarzają się sytuacje patowe, ciężko zapewnić dziecku opiekę w nagłej sytuacji- ale to nie inni rodzice są temu winni i nie mamy prawa narażać ich dzieci na chorobę, jeśli tylko można tego uniknąć.


Jeśli macie szczęście i Wasze dziecko świetnie odnalazło się w przedszkolu- nie udzielajcie zbawiennych porad rodzicom, którzy wciąż nad tym pracują- zwłaszcza w szatni nad ich płaczącym szkrabem. I nieproszeni nie próbujcie go pocieszać/straszyć/pouczać- rodzice znają swoje dziecko najlepiej, a gdy będą potrzebować pomocy- poproszą o nią, niekoniecznie Was.


Kochani, post ten nie powstałby bez wielu rozmów z pewną wspaniałą nauczycielką przedszkolną, którą mam zaszczyt znać od wielu lat. Nie jest próbą wymądrzania się szczęściary, której dziecko do przedszkola chodzi z uśmiechem. Czasem, mimo nadludzkich wręcz wysiłków i starań rodziców- na edukację przedszkolną jest dla naszego dziecka zwyczajnie za wcześnie. Ten czas prędzej czy później przyjdzie- za miesiąc, kwartał czy rok - trzeba się uzbroić w cierpliwość. 

A jak sytuacja wygląda/wyglądała u Was?
Podzielcie się swoimi przemyśleniami:)

Dobranoc:)


You May Also Like

5 komentarze

  1. Oj, pamiętam te pierwsze dni. Pocieszające jest to, że dziecko nie pamięta tej rozłąki. Pamiętają tylko rodzice :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasza córka też debiutowała we wrześniu.
    bardzo fajne rady. moim błędem było narzekanie na nauczycielki, zdarzało się przy niej. odkąd się to zmieniło, córka chodzi chętniej i więcej opowiada co się działo i czego się nauczyła.
    mam do przedszkola parę uwaga, ale to na debacie - z dorosłymi.
    Za to udzielać się lubię. jestem w radzie rodziców...tylko egzekwowanie składek jest makabrą :(
    pzdr serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Słodziutka Twoja dziewczynka!!!!
    ściskam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  4. My jakoś przeszłyśmy przez pierwsze tygodni i miesiące bardzo dobrze :)
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo, bardzo ważny i fajny post. Moja córeczka też ma niespełna trzy latka i też w tym roku poszła do przedszkola. Wcześniej przeszła bojową zaprawę w żłobku, więc było nam trochę łatwiej. Wszystko jednak robiliśmy tak, jak piszesz - rozmowy, zero straszenia, zachęcanie i współpraca z przedszkolem. Mamy jeden problem - dieta bezmleczna i bezjajeczna. Wiele posiłków, czy produktów muszę przygotowywać i zanosić, ale dla chcącego nic trudnego. Uśmiech dziecka, kiedy je odbieram - bezcenny. Tylko czasem trochę mi wstyd, jak się dowiaduję, że Łucja np. rozebrała spłuczkę w toalecie, bo chciała zobaczyć, co jest w środku, albo że wsiadła kucharce do wózka, kiedy ta przywiozła obiad...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.