Ach...

Dziś niestety będzie chyba trochę depresyjnie:( Spadł śnieg, ale stopniał i znów jest szaroburo, mokro i jakoś przeraźliwie zimno. Aparat dogorywa i jeśli Mikołaj się nie spisze, to będę już naprawdę totalnie przygnębiona. Moje dziecię dwa dni z rzędu urządziło mi maraton chlustania mlekiem po każdym, a często już w trakcie, jedzeniu i potem płakaniu, że znów jest głodne- od wczoraj wybudzam ją więc co trzy godziny, z nocą włącznie i niby jest dobrze, ale jeszcze nie pozwalam sobie na nadzieję. Sama jestem dziś nieprzytomna, wszystko mnie boli i tylko mam cichą nadzieję, że to nie przeziębienie. Mąż, pracujący obecnie po 12 albo i więcej godzin dziennie(uroki własnej firmy)sprawia wrażenie jakby był na skraju załamania nerwowego, a skrajnego wyczerpania to już na pewno. Do tego dochodzi zazdrosny o Małą labrador, który już totalnie przestał reagować na jakiekolwiek polecenia- dobrze chociaż, że nie przejawia żadnej agresji, a tylko chodzi z miną tak ponurą, jakby się miał zaraz popłakać. Dobrze przynajmniej, że moi rodzice przyjeżdżają co wieczór, robią nam zakupy i zabierają go na długi spacer, bo bez tego to chyba rozkleiłabym się totalnie. Właściwie nie wiem, czemu akurat dziś mnie to dopadło, bo przecież do tej pory było dobrze. Poza tym chlustaniem Kornelia jest uroczym dzieckiem, nie płacze bez powodu. Po prostu fatalny dzień mi się trafił:(

You May Also Like

10 komentarze

  1. Kochana! Są po prostu takie dni....Ale mijają!
    Pamiętam, że tez dużo byłam sama z synem gdy był malutki. Nie jest to łatwe! A pies i małe dziecko to naprawdę wyzwanie.
    Ale z dnia na dzień będzie lepiej, wierz mi! Wszystko się unormuje i poukłada. Tylko zadbaj o siebie, na ile to możliwe. Rodzice, którzy Wam pomagają to wielkie wsparcie - masz szczęście!
    Pozdrawiam Cie serdecznie i uściski dla małej:).
    Głowa do góry i spokojnej nocy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowa, ja naprawdę staram się nie narzekać, w ciąży też się nad sobą nie rozczulałam i prawie do końca pracowałam a teraz nie wiem, skąd mi się to wzięło, że właściwie bez powodu siedzę i wyję. Malutka najedzona grzecznie śpi, pies się wypiął i też poszedł spać. A najbardziej wkurzają mnie dobre rady chociażby w prasie dla rodziców, żeby pamiętać, że dziecko dzieckiem, ale trzeba myśleć też o sobie. Przecież ja to wiem, ale nie każdy ma niepracujących rodziców(chwała moim, że codziennie po pracy znajdują dla nas czas) czy dobrą ciocię, która posiedzi godzinkę czy dwie z dzieckiem, żeby mama mogła odsapnąć. Albo pomysł, żeby egzekwować od męża pomoc i np. wstawanie na zmianę w nocy- jeśli on wraca z pracy przed 23, kładzie się o północy, a wstaje o piętej, żeby zdążyć psa wyprowadzić, a w dzień wpada tylko zjeść obiad i czasem przy odrobinie szczęścia zdrzemnąć się godzinkę, to ja naprawdę nie mam sumienia wymagać więcej.
      Mam 28 lat, a właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy ja w ogóle nadaję się na matkę. Niby jestem cały dzień w domu, a dziś totalnie nic nie zrobiłam. Po raz pierwszy od nie wiem kiedy. Nawet za obiad posłużyły gotowe pierogi. Dobrze, że zamówione na święta wianki zdążyłam wczoraj pokończyć, bo dziś ręce mi się tak trzęsą, że tylko cudem przestają przy Małej. I jeszcze położna mi wmawia, że nie dość się staram z przystawianiem dziecka, bo gdybym tylko chciała, to karmiłabym ją normalnie i laktator byłby niepotrzebny, o dokarmianiu butelką nie wspominając. A co ja mam zrobić, skoro ona nie chce ssać, próbuje jak może, ale kończy się wyciem, bo nie potrafi, zresztą modyfikowane chyba jej posmakowało, bo zaczęła mi wypluwać smoczek z butli z moim mlekiem, chociaż jest głodna, bo tego ze sztucznym to już nie wypluwa.
      Ach, przepraszam za te wywnętrznienia. Staram się grać twardziela, żeby rodzice i M. się nie martwili, ale jakoś tak mi się żalów nazbierało:(

      Usuń
    2. Co tam obiad, porządki itp. Dziewczyno - masz dół poporodowy i już!
      Narodziny dziecka to kryzys rodzinny, bo wszystko się zmienia i staje na głowie! Każda z nas tak się czuje po porodzie. Te piękne, zadowolone i poukładane mamy z telewizji to mit!
      Jesteś najlepszą mamą, jaką potrafisz. Bądź dla siebie łaskawsza i mniej wymagająca. To naprawdę minie, dasz radę!
      Ja karmiłam syna piersią, mimo cesarki. Może tak być, że małej bardziej zasmakowało mleko modyfikowane. Może należy po prostu karmić ją nimi już! Jeżeli wciąż ma problemy z ssaniem piersi, a Ty jesteś taka zmęczona, to pop prostu może odpuść! Niejedno dziecko wychowało się na sztucznym mleku, przecież tak też może być!
      Myślę, że każde przegięcie jest złe. Mnie męczyli 14 godzin, zanim zrobili cesarkę, bo była wtedy moda na naturalne porody. I mało nie zrobili przesiewu naturalnego, czekając tak długo!
      Trzymaj się i bądź dobrej myśli! Jesteś wspaniałą matką i masz cudną córeczkę! Wszystko dobrze się ułoży:). Buziaki!

      Usuń
  2. Ewa ma racje! To depresja poporodowa. Mnie też dopadła dopiero po jakimś czasie.. Na początku wszyscy włącznie ze mną samą skąd we mnie tyle energii i werwy..
    To chyba adrenalina trzymała mnie na nogach.
    Jeżeli chodzi o chlustanie to jeśli karmisz piersią to może być skaza białkowa. Wtedy powinnaś zrezygnować z jedzenia wszelkiego nabiału.
    A jeśli karmisz mlekiem modyfikowanym to może zmień mieszankę na hipoalergiczna - lub poradź się lekarza i poproś o mieszankę bezmleczną (np. nutramigen)

    Późno już więc nie będę się rozpisywać ale zajrzę jeszcze do Ciebie. :)
    A tymczasem trzymaj się mamusiu i pamiętaj, że dla Twojego dziecka jesteś najlepsza mamą na świecie! :)

    Pozdrawiam,
    Kasia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana - głowa do góry! Niedługo takie dni będa tylko wspomnieniem a i to takim, które szybko idzie w niepamięć:-) Uściski:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. No tylko sobie nie wmawiaj, że się nie nadajesz na matkę! Moje dwie koleżanki też ostatnio po urodzeniu maluszków zaliczyły baby bluesa, ale potem z dnia na dzień było już tylko lepiej - i tak będzie. To po prostu nowy sposób życia, w którym się prędzej czy później odnajdziesz.
    Co do karmienia to są specjalne ćwiczenia, żeby dzieciaczek zaczął ssać i w szpitalu (albo w poradni laktacyjnej) powinni ci podać. Znajomi musieli swojego maluszka długo uczyć ssać, ale jak się w końcu nauczył, to wielki facet się z niego zrobił :)
    Wielu moich znajomych ma teraz małe dzieci, to tak ci gadam, sama nie mam swoich. Ale jest np. takie forum "wielodzietni.org", może tam byś sobie mogła z kimś pogadać?
    Ściskam, tulam, i... szkoda, że tędy nie można posłać wirtualnej kawusi na pocieszenie
    I buziaczki dla Kornelki przesyłam, o!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, ja po urodzeniu syna /ma teraz prawie 12 lat/ przez cesarkę wyłam już w szpitalu po 2 dniach , dopadła mnie depresja poporodowa. Płakałam jak miałam go przewinąć, bałam się dotknąć. Nie chciał piersi, dostał butlę, a mi nakleili taki plasterek hormonalny na wyrównanie poziomu hormonów i po tygodniu mi przeszło:). Teraz mam małą córcię i przy niej było trochę lepiej:). Ale pamiętaj takie dni mijają, a Ty jesteś dobrą mamą dla Swojej Kornelki! Ja nawet teraz czasami obiad robię z gotowców:)
    buziaki i przytulaki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, założę się, że dzisiaj Mikołaj humorek poprawił i już nastrój lepszy:) Sa takie dni..wiem od koleżanek ale zaraz mijaja:) Tez mamy pieska, kotka i planujemy dzidzie, sama radość:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale się ciesze, że akurat Ty zdążałaś się załapać!:d napisz mi mejlem adres:d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się cieszę, dziś już chyba potrafię;)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz - każde Wasze słowo jest dla mnie niezwykle ważne. Masz jakieś pytania - zostaw swój email - odpowiem na pewno.